Tajlandia – Seksturystyka dla mężczyzn

9 kwietnia 2015 seks, Tajlandia 24 komentarze
Seksturystyka w Tajlandii

Seksturystyka i Tajlandia stanowią wręcz synonim. Dochód z najstarszego zawodu świata stanowi tam mniej więcej pięć procent PKB, czyli tyle, ile w Polsce całe rolnictwo. W tym kraju ogarniętym kryzysem prostytucja jest dla wielu kobiet najpewniejszym sposobem przetrwania. Im bardziej chwieje się tajski baht, tym tłoczniej robi się na ulicach.

Chcesz przeczytać naprawdę mocną historię z Tajlandii? Sprawdź Prawo Morskie.


Mówią na mnie Banana

 
W piątkowy wieczór wybrałem się do jednego z barów w Chiang Mai. Na jednej krótkiej uliczce mieściło się ich aż osiem. Wybrałem sobie ten najspokojniejszy i zamówiłem whisky z lodem. Za barem pracowała Tajka, która swoją urodą przypominała Latynoskę. Była trochę grubsza, miała okrągłe oczy i uwielbiała być komplementowana. Wszyscy zwracali się do niej per Banana.

– Masz może ognia? – zagadałem.
– Mam, oczywiście. – Odpaliła mi papierosa.
– Dzięki. Też to poczułaś?
– Ale co?
– Tę intymną chwilę przed sekundą.
– A była intymna?
– Zależy, jak na nią spojrzysz. Nasze ręce dotknęły się, przez chwilę oboje byliśmy skupieni tylko na jednym. Żeby odpalić mi papierosa. To znaczy, że potrafimy współpracować.
– Z pewnością.
– Widzisz, możesz to ignorować, ale drugiego takiego momentu może nie być – ciągnąłem dalej.
– A jeśli ci powiem, że jestem zajęta?

– To twój problem. Nic mi do tego. A w ogóle gdzie jest teraz twój facet? Nie widzę go tu.
– Słuchaj, powiem wprost. Ja tu pracuję. Możemy rozmawiać, ale na nic więcej nie licz.
– Okej. Wiesz, w ramach przełamywania nieśmiałości kolega polecił mi podchodzenie do kobiet i zagadywanie o byle co. – Uśmiechnąłem się. – Dlatego zacząłem od tych przeciętnych.
– Co?! – Rozzłościła się. – Widocznie nie idzie ci z tymi wyglądającymi lepiej ode mnie.
– Zdziwiłabyś się. Dlaczego mówią na ciebie Banana?
– To bez znaczenia.
– Gdy tak mówisz, jeszcze bardziej pobudzasz moją ciekawość.
– Bo potrafię w bardzo seksowny sposób obierać i jeść banana.
– Masz jakiegoś za barem?
– Nie! Chociaż… jest tu jeden, ale jeszcze niedojrzały.


Owocowy Pedofil

 
Wyciągnęła banana zza baru i położyła go na blacie.

– Nie będziesz go jadła?
– Nie.
– To daj mi, ja go z chęcią opierdolę.
– Zjesz niedojrzały owoc?
– Tak, dokładnie.
– Owocowy pedofil!
– Co? – Aż się zakrztusiłem drinkiem. – Jak mnie nazwałaś?
– Owocowy pedofil! Człowiek, który je nie do końca dojrzałe owoce.
– Dobre.
– Jak masz na imię?
– Tony.
– I co tutaj robisz?
– Siedzę i piję drinka. Poza tym próbuję zaciągnąć cię do łóżka, na razie praca wre.
– Przynajmniej jesteś szczery. – Uśmiechnęła się. – Co robisz w Tajlandii?
– Podróżuję po świecie, aktualnie jestem tutaj.
– Dlaczego podróżujesz?
– Nie przypisuję temu większej filozofii. Mógłbym wymyślić coś na szybko, ale nie mam uniwersalnego motta.
– Spróbuj.

Zamyśliłem się, płucząc gardło kolejną porcją whisky.


Sens podróżowania

 

– Nie lubię nudy. Nie wyobrażam sobie siebie tyrającego dwanaście miesięcy, żeby potem na trzy tygodnie jechać dokądś na wakacje.
– Ale do tego trzeba mieć pieniądze.
– Pieniądze nie są problemem. Znam ludzi, którzy jeżdżą po świecie za pięć dolarów dziennie. Po prostu nie wydają kasy na ciuchy, samochody, meble. Mam ziomka, który teraz wziął kredyt na mieszkanie, będzie go spłacał przez piętnaście lat.
– Myślisz, że ci zazdrości?
– Oczywiście. Czasami sam sobie zazdroszczę. Ale on sam wybrał takie życie. A może ktoś wybrał za niego, jego starzy czy ktokolwiek? Większość facetów w wieku trzydziestu lat jest już skończona. Chodzą do pracy, ruchają swoją żonę i kilka lasek na boku, spotykają się na imprezach rodzinnych, niańczą dzieci. Nie ma co liczyć, że w ich życiu wydarzy się jeszcze coś ciekawego.

Zamilkłem na chwilę, a Tajka sprawiała wrażenie kogoś, kto zaraz eksploduje.

– Ale niemożliwe jest przecież podróżować całe życie! – zaprotestowała.
– Niemożliwe to jest cipkę do sucha wylizać… – odparłem.
– Próbowałeś kiedyś?
– Nigdy nie byłem w stanie osuszyć jej do końca. Dobra, postawmy sprawę jasno. O której kończysz pracę?
– Około czwartej nad ranem. Zależy, czy będą ludzie.
– Ja na razie jestem sam.
– No to jeśli będziesz tu siedział do nie wiadomo której, to nigdy tego gówna nie zamknę.
– Okej. Powiedzmy, że pół godziny przed czwartą chcę, żebyś zaczęła ze mną pić. Przez ten czas wypijemy ze dwa drinki i pójdziemy do mnie.
– Dlaczego miałabym się zgodzić?
– Bo nie proszę, nie żądam, tylko chcę. To różnica.
– Pomyślę jeszcze. Ale polubiłam cię. Masz takie fajne dołeczki, gdy się uśmiechasz.
– Jeżeli chcesz je jutro zobaczyć rano przy śniadaniu, to po prostu się nie wzbraniaj.
– Pogadamy za pół godziny.


Pracowałam w Pattaya

 
Dokładnie o trzeciej trzydzieści nad ranem siedziałem ponownie u niej przy barze. Przebrała się i umalowała. Znaczyło to mniej więcej tyle, że ten wieczór spędzi ze mną. I faktycznie: po półgodzinie poszliśmy do mnie.
Gdy weszliśmy na górę, zrozumiałem, że pseudonimu Banana nie dostała przypadkiem. Widać, że dziewczyna zjadła zęby na kutasach. Mogła sobie śmiało przyczepić pasek do szyi i mówić ludziom dookoła, że ma czarny pas w obciąganiu. Była profesjonalistką.

Po wszystkim byłem zadowolony z siebie. Mało tego, byłem dumny jak paw, że udało mi się ją poderwać. To był pierwszy seks z Tajką, za który nie zapłaciłem. Gdy wszedłem do łazienki, widziałem, jak wszystkie kremy patrzą na mnie z podziwem. Puściłem do nich oko i wyszedłem.

– Powiedz mi: od dawna pracujesz w tym barze? – zagadałem do niej.
– Od dwóch, może trzech tygodni – odpowiedziała zaspanym głosem.
– A co robiłaś wcześniej?
– Pracowałam w Pattai.
– W Pattai? – wykrzyknąłem z niedowierzaniem.
– Tak, właśnie tam. Co cię tak dziwi?
– Pattaya to największy burdel na świecie. To światowe centrum seksturystyki.
– Byłeś tam kiedykolwiek?
– Byłem w tamtym roku.
– I jak ci się podobało?
– Nie podobało mi się wcale. Wzbudziło we mnie odrazę. Nigdy nie widziałem takiego zagęszczenia prostytutek na metr kwadratowy.

 
Rosyjska Prostytutka w Tajlandii
 
Tancerka Go Go w Tajlandii
 


Cowgirl w Tajlandii

 

Wlałem siebie kolejną porcję whisky i skrzywiłem się.

– I jeszcze ta promenada wzdłuż morza. Straszne… Tam stała jedna przy drugiej na dystansie jakichś trzech kilometrów. W dodatku w prawie każdym barze są laski, które można kupić jednym drogim drinkiem. W powietrzu unosił się zapach spermodolarów. Tam kurwiły się nawet znaki drogowe…
– Ja tam pracowałam. Trochę szacunku.
– Jako kto? – zapytałem z ogromnym zaciekawieniem.
– Jako dziewczyna do towarzystwa. Nie stałam na ulicy, ale pracowałam w barze. Taka „cowgirl”. Mogłam z tobą pograć w bilard, posłuchać twoich nudnych historii, dowartościować cię, skomplementować.

– I jeśli ktoś chciał, mógł zapłacić za seks, tak?
– Tak. Ale wy na to inaczej patrzycie.
– Wy to znaczy kto?
– Farangowie. U was w kulturze to coś złego. A tu to dobra praca. Taka sama jak masażystka albo sprzedawca owoców. Nikt nie patrzy na ciebie krzywo. W Europie to pewnie dno społeczne.
– Tak jest, istotnie.


Dziwka w Tajlandii

 

– Tu jest inaczej. Dla dziewczyny z Issan, najbiedniejszej prowincji, gdzie nie ma turystyki ani przemysłu, taka praca to najlepsze wyjście. Dziewczyna przyjeżdża do Bangkoku albo Pattai i zarabia jakieś pieniądze. Wysyła je do rodziny na prowincji. Wysyła je do ojca. Najgorsze jest to, że często taki ojciec wydaje te pieniądze na lokalne dziewczyny. Taka lokalna seksturystyka. Koło się zamyka.
– Smutne to. Byłem z siebie zadowolony, że wreszcie poderwałem Tajkę bez płacenia.
– A czy ja ci każę za coś zapłacić? Poszłam z tobą do łóżka, bo mi się spodobałeś. Te dołeczki…
– Świetnie.

– Musisz uważać na Tajki. One wiedzą co to seksturystyka. Za tym uśmiechem zawsze kryje się chęć zarobienia pieniędzy. Jest nawet taka piosenka o tym, jak jedna Tajka wyszła za Belga, a ten zbudował jej dom. Dlatego wszystkie dziewczyny chcą mieć białych.
– To już wiem, dziś byłem kierowcą tuk-tuka. Wiem, jak się patrzy na białych idących chodnikiem. Dlaczego nie lubisz Tajów?
– Bo nie mają pieniędzy. Poza tym nie są tak przystojni. Mają mniejsze kutasy i są niżsi. No i kwestia podejścia. Kobiety są często bite, zmuszane do prostytucji przez swoich własnych mężów. Wydaje im się, że są alfonsami.
– Skąd wiesz, że ja nie jestem? Może właśnie przyjechałem do Pattai na zlot alfonsów, hę?
– Daj spokój… Alfons z takimi dołeczkami?

Poszliśmy spać. Schowałem komputer i portfel do zamykanej szafki. Myślałem nawet o przymocowaniu sobie do nogi sznurka i związaniu go drugim końcem ze skrytką. Na nitkę nawinięte byłyby garnki, sztućce i cała zastawa kuchenna. Żeby w razie majstrowania przy sejfie to wszystko zaczęło dzwonić. Zrezygnowałem jednak z tego pomysłu.
Tajka nic nie powiedziała. Zbyt wiele historii musiała słyszeć w Pattai, żeby nie znać prawdy. Nie ufa się Tajce idącej z Europejczykiem do łóżka.


Seksturystyka w Tajlandii

 

Opowiem w skrócie historię seksturystyki w Tajlandii. W końcu Bunkrów nie ma to blog o seksie. Wszystko zaczęło się w czasie wojny wietnamskiej, kiedy Amerykanie przylatywali masowo do Tajlandii, żeby się zabawić. Wtedy rozkwitła seksturystyka, handel ludźmi, pedofilia. Do akcji wkroczył również HIV. Od tamtego czasu prostytucja zaczęła się rozrastać, aż osiągnęła prawie pięć procent PKB Tajlandii.

Obecnie często widać starego, spierdziałego Niemca albo Amerykanina, który idzie z dwudziestolatką. I wtedy wszyscy biją na alarm, że to niedopuszczalne, obleśne i niemoralne. Tylko że jest też druga strona medalu. Tajki są mistrzyniami w naciąganiu na różne gadżety. Często symulują choroby i tragedie rodzinne, piszą potem do tych starych pierdów, żeby podesłali trochę euro. A tamci wysyłają. Prawią przy tym wszystkim stos komplementów, że kochają, bla, bla, bla…

 

Seksturystyka w Tajlandii
 

Są ludzie, którzy przyjeżdżają do Tajlandii tylko na szybki numerek. Zwykła seksturystyka. Spotkałem i takich. Są ludzie, którzy przyjeżdżają do baśniowej Tajlandii, żeby znaleźć miłość swojego życia. Naprawdę po to. Przy okazji, aby pomóc dziewczynie wydostać się z „trudnej sytuacji życiowej” I to jest trochę innej oblicze seskturystyki.

Dla mnie obrazek faceta, który jest tak stary, że wisi jeszcze piątkę Mojżeszowi, a dalej ugania się za młodymi Tajkami, jest również odrażający. Nie można przy tym zapominać, że jest również cała masa kobiet, lecących na wakacje na Zanzibar, do Kenii, na Jamajkę, gdzie to one polują na lokalnych facetów. To również seksturystyka.

Prostytutki wykorzystują białych turystów w takim samym stopniu, w jakim turyści wykorzystują je. W książce „Bunkrów Nie Ma” opisałem jak wygląda seksturystyka dla kobiet.


Najzabawniejsza książka podróżnicza na polskim rynku.

 
Książka Bunkrów Nie Ma Okładka

Następna historia:
Grzybki Halucynki

Podobało się?