Tajlandia – Muay Thai

Trening Muay Thai w Tajlandii

Jak wyglądają prawdziwe treningi Muay Thai w Tajlandii? Gdzie jest najlepsza szkoła boksu tajskiego? Ile to kosztuje? I dlaczego nie warto posuwać dziewczyny kumpla z treningów?


Trening Muay Thai w Tajlandii

 
Przez całą noc nie mogłem zmrużyć oka. Coś na zmianę pukało w stół albo bzyczało. Cholera wie, co to było… Mucha z drewnianą nogą? Wszystkie te hałasy ustały nad ranem, więc zdążyłem się jeszcze wyspać. Miałem strasznie dużo siły. Rozpierała mnie energia. Postanowiłem jakoś ją spożytkować. Na ścianie dworca w Chiang Mai wystawał kabel. Pociągnąłem za niego z całych sił. Tak się napiąłem, że aż spuchłem. Kabel powoli zaczął wychodzić ze ściany. Na drugim jego końcu przyczepiona była elektrownia w Jaworznie. Przyciągnąłem ją kilka centymetrów do siebie… Dobra, trochę poleciałem z bajerą, więc do sedna.


Co warto w Chiang Mai?

 

W Chiang Mai można robić megadużo rzeczy. Rafting, trekking, jazda na słoniach, spotkanie z lwami, bungee, motolotnia, nauka tajskiego, nauka gotowania, nauka masażu, downhill, wędkowanie, wspinaczka… I pewnie wiele innych.

Zapisałem się do szkoły muay thai. Pierwszy dzień przetrwałem. Przez kolejne dwa tygodnie nie robiłem nic ponad tajski boks. Oczywiście poza posuwaniem recepcjonistki ode mnie z hotelu. Dla większości szkół źródłem zarobku są farangowie, czyli biali obcokrajowcy. Z samych walk i zawodów trudno byłoby się utrzymać.


Są dwa rodzaje szkół muay thai

 

1. Trener ma cię w dupie.
Przez trzy miesiące w Tajlandii byłem łącznie w czterech szkołach. W pierwszych dwóch mogłem się opierdalać. Miałem wprawdzie indywidualne treningi, ale gdy tylko odczuwałem zmęczenie, trener pozwalał mi posiedzieć i popierdzieć w matę.


2. Trener nie ma cię w dupie.

Wszystko zmieniło się wraz ze wstąpieniem do trzeciej szkoły. Trener z miejsca przedstawił mi warunki.

– Witaj, Tony. Nasza szkoła nie jest tu tylko po to, żeby wydoić z ciebie szmal. Zapewnimy ci profesjonalny trening i gwarantuję ci, że wyjdziesz stąd twardszy fizycznie i mentalnie. Masz bardzo dobre warunki fizyczne. Ile masz wzrostu?
– Sto osiemdziesiąt cztery centymetry.
– Waga?
– Osiemdziesiąt osiem kilogramów.
– Wiek?
– Dwadzieścia cztery lata.
– Idealnie. Ćwiczyłeś już coś wcześniej?
– Piłka ręczna, streetball i takie sprawy. Ze sportów walki tylko krav magę.
– Jesteś Żydem?
– Polakiem.
– To dlaczego krav maga?
– Bo to najbardziej skurwysyńska technika ze wszystkich.

– Dobra. Czyli masz już jakąś podstawę. Trzymamy się tu kilku zasad. Przede wszystkim nie przyjechałeś tu na wakacje i podrywanie dupeczek. Potraktuj te treningi poważnie. Jeśli czujesz, że jesteś zmęczony, to pewnie tylko twoja psychika. To taki mały człowieczek w twojej głowie, który mówi ci, że nie dasz rady. Musisz wytworzyć przeciwwagę dla niego. Musisz stworzyć drugiego człowieczka, który będzie cię mobilizował.
– A co z dupami? – zapytałem z obawą.
– Masz szlaban na dupy. Na cały czas treningów. Nie pijesz i nie palisz. Odpowiednia dieta, regeneracja i sen to klucz do dobrej kondycji.
– Co za marne życie…
– Słuchaj. Albo robisz coś na sto procent, albo lepiej w ogóle się tego nie podejmuj.
– No dobra, zaczynajmy już.
– W ramach rozgrzewki przebiegnij się cztery kilometry.


Jak wyglądają treningi?

 
Przez tydzień pracowałem jak bóbr nad tamą na Amazonce. W tej samej szkole byli ze mną Kanadyjczyk, Amerykanin, Włoch, Anglik i Chorwat. Resztę stanowili Tajowie. Najlepiej sparowało mi się z Chorwatem. Był żołnierzem armii chorwackiej, a w jego żyłach płynęła – podobnie jak w moich – słowiańska krew. Reszta chłopaków bała się walki. Zachowywali się jak na kursie makijażu. Robili sobie zdjęcia, przeglądali się w lustrze. Byli tam po to, żeby zbudować sobie ciało, porobić zdjęcia i wstawić na Facebooka. Po jednym ze sparingów Amerykanin powiedział mi, że za mocno go uderzyłem.

– O co ci chodzi, człowieku? – tłumaczyłem mu. – To tajski boks, a nie, kurwa, kurs tańca towarzyskiego.
– No tak, ale to trochę było za mocno! – Skrzywił się z bólu, gdy to mówił.
– Człowieku, przyjedź do Polski na trening. Tam prawie nikt nie odpuszcza. Jeśli dostajesz bombę w pysk, to znaczy, że gdzieś popełniłeś błąd. Dzięki temu się uczysz. Po treningu każdy ma do siebie szacunek. Ja nikogo nie oszczędzam i nie chcę, żeby ktoś oszczędzał mnie.
– Ale nie jesteśmy w Europie Wschodniej, tylko w Tajlandii.
– Pomyśl nad kursem gotowania, szkoda kasy na muay thai.

Poniżej pokazowa walka. Trochę to wszystko pod turystów, ale wygląda efektownie.

 

Weekend

.
 
Gdy nadszedł weekend, aż mnie nosiło, żeby wreszcie dokądś wyjść. Poszedłem do dzielnicy barów, by wypić sobie kilka głębszych. Spotkałem trzy Polki, które siedziały z sześcioma Murzynami. Siedziały w zasadzie na nich, a nie z nimi. Cóż, nie jest wielką tajemnicą, że Polki mają trudny charakter, są sukowate i niełatwe do zdobycia, ale gdy tylko wyjadą poza zasięg lokalnej opinii społecznej, sypią się jak mąka. Trzeba jednak przyznać, że to przepiękne kobiety. Nie wrzucam każdej laski znad Wisły do jednego wora. Ale po kilku latach w podróży da się zaobserwować pewne schematy. Nie chciało mi się z nimi gadać. Za chwilę wpadłem w tańce.

Zacząłem się rozglądać po parkiecie. Obrazek podobny jak w polskich klubach. Dwie laski tańczą ze sobą dość wyzywająco, a dookoła ustawia się kółko frajerów, czyli gości, którzy tygodniami budowali swoją muskulaturę, ubrali się w najlepsze ciuchy, byli u fryzjera, nałożyli sobie żel na jaja, a teraz nie mają śmiałości, żeby podejść do którejś z tych lasek. Blokuje ich lęk przed odrzuceniem i muszą pić dla odwagi.


Megan

 

Trzymałem się z dala od kółka frajerów. Wypiłem nie wiadomo ile i przy okazji poznałem Amerykankę, Megan. Nie była to Miss Universe. Nie była nawet Miss Alaski. Nie mam pojęcia, jak wygląda Miss Alaski, ale brzmi jak ktoś naprawdę wyjątkowo brzydki. Megan, wyraźnie już pijana, podeszła do mnie i wsadziła mi język do ust. Potem zabrała do siebie. Spaliliśmy jeszcze blanta.

– Jak masz na imię? – zapytała.
– Tony.
– Skąd jesteś?
– Z Polski.
– Byłam kiedyś w tej całej Warszawie. Tanio i niewiele się różni od innych stolic Europy. Dobra, rozbieraj się. Mam ochotę wziąć go do buzi – powiedziała, bardzo już pijana.
– Czekaj, pójdę jeszcze do kibla, muszę zadbać o higienę.
– A tam się przejmujesz!
– Naprawdę. Tak będzie lepiej.
– Ja pierdolę – wybełkotała Amerykanka. – Ludzie teraz przesadzają, jeśli chodzi o zarazki. Wszystko sterylne i czyste. Nawet gdy w Stanach wykonywana jest kara śmierci i gościu ma dostać zastrzyk, to najpierw przemywają mu rękę alkoholem. To jakiś absurd!
– Potrwa to najwyżej minutę, a twoje kubki smakowe mi podziękują.

Kiedy podniosłem się z krzesła, poczułem się niesamowicie upalony. Zgubiłem się w tej jej chacie, choć mieszkała w kawalerce. Megan, której dałem pseudonim Miss Alaski, była niesamowicie dobra w robieniu…
To był jej fetysz. Nie chciała robić nic innego.


Nad ranem

 

Rankiem obudziliśmy się około ósmej. Megan leżała w moich nogach z otwartą buzią. Widocznie zasnąłem w trakcie. Gdy się obudziła, była kompletnie zaskoczona moją obecnością w jej kawalerce.

– Jak się spało? – zagadałem.
– Dobra, ustalmy kilka rzeczy. Jak masz na imię i co tu robisz? – zapytała, widocznie zagubiona, wręcz przerażona.
– Jestem Tony, zabrałaś mnie wczoraj z klubu do domu.
– Skąd jesteś?
– Z Malty.
– Malta? Gdzie to, kurwa, jest?
– Taka mała wysepka na południe od Sycylii.
– Nie słyszałam.
– Słuchaj, spadam do siebie.
– Ja też będę musiała zaraz wyjść. Mógłbyś mi coś doradzić?
– No, o co chodzi?
– Którą sukienkę mam włożyć? Czarną czy czerwoną?

„Moje ulubione zajęcie!”, pomyślałem.

Aż trudno było mi uwierzyć, że dziewczyna miała taką zaćmę. Mogłem w sumie porobić sobie z niej jaja. Wkręcić jej na przykład, że wczoraj musieliśmy spierdalać przed stadem krwiożerczych szambiarzy, którzy chcieli porwać jej babcię. Uwierzyłaby pewnie.

– Weź czerwoną. Ja stąd zawijam.


Ziomek z treningów

 
Ubrałem się. Nie zaproponowałem wymiany kontaktów i wyszedłem. Wytrzeźwiałem trochę po drodze i poszedłem do lokalnej restauracji wszamać coś na ciepło. Przy stoliku pod oknem siedział Anglik, którego znałem ze szkoły muay thai w Chiang Mai. Nie pamiętałem, jak ma na imię.

– O siema! Jak tam leci? – zagadał.
– W porządku.
– A u ciebie?
– Mam się dobrze. Coś słabo wyglądasz?
– Zapiłem wczoraj, nie mów trenerowi.
– Gdzie byłeś?
– Na tej ulicy barów w centrum.
– Poderwałeś coś?
– Tak. Właśnie od niej wracam. Ona nic nie pamięta.
– Dobra chociaż była?
– Uzależniona od ciągnięcia druta.
– Tylko się cieszyć. Ja wczoraj na spokojnie. Moja dziewczyna uczyła się do egzaminu. Zaraz zresztą tu przyjdzie.
– Tajka?
– Nie, ze Stanów. O, jest tam! – Wskazał palcem na kobietę wychodzącą z taksówki.
 
zoe_muai_thai_tajlandia
 

Dziewczyna kumpla

 
Odwróciłem się na krześle, żeby móc dojrzeć dziewczynę kumpla z treningów. To była ta sama kobieta, od której wyszedłem pół godziny temu. Wyglądała naprawdę nieźle w czerwonej sukience.

– Cześć, kochanie! – zawołał Anglik. – Poznajcie się, to jest Tony, trenujemy razem muay thai.
– Siema!
– Cześć. Muszę do łazienki. – Zbyła mnie sztucznym uśmiechem i od razu odwróciła wzrok. Wyszła szybciej, niż mogła, prawie się przewracając.
– Co z nią jest? Znacie się? – zaczął wyraźnie skołowany Anglik.
– Nie, skądże. Ładna ta twoja dziewczyna.
– Dzięki. Jesteśmy ze sobą już trochę czasu.
– Dobra, stary, nie będę wam przeszkadzał. Spierdalam odpocząć.
– Nie no, wyluzuj. Walniemy piwko we trójkę, pogadamy. Opowiesz coś więcej o tej dupie z wczoraj.
– To nie jest najlepszy pomysł. Mam przy niej mówić?
– Ona jest bardzo postępowa. Zobaczysz, że sama będzie się śmiała.

Anglik wstał, poszedł do baru zamówić piwo. Ja zastanawiałem się, czy jestem aż tak bezdusznym skurwysynem. Miałem im obojgu opowiedzieć, jak ubiegłej nocy posuwałem pijaną zdzirę z baru? Anglik pewnie zacząłby przybijać ze mną piątki. Nie byłoby mu jednak do śmiechu, gdyby dowiedział się, że opowiadam właśnie o jego kobiecie, która siedzi z nami. Ciekawe, jak dobrą była aktorką, żeby nic po sobie nie pokazać.

– Ziomek, zaczekaj! – krzyknąłem. Nie bierz mi browara.
– Nie ma opcji. Już zamówiłem.
– Nie no, bez kitu. Ja spadam. Do zobaczenia w poniedziałek na treningu.
– Okej. Na razie!
Cała ta sytuacja z Miss Alaski mogła się skomplikować i miałbym tylko kłopoty. Wolałem trzymać się z dala od Anglika. Przez następne dwa tygodnie ciężko harowałem na treningach muay thai. Bardzo poprawiłem kondycję, wytrzymałość i sylwetkę. Wyglądałem tak dobrze, że gdy rozbierałem się przed lustrem, to aż meble klaskały. Idealny moment, by ruszyć dalej w drogę.


Najzabawniejsza książka podróżnicza na polskim rynku.

 
Książka Bunkrów Nie Ma Okładka

Następna historia:
Seksturystyka dla mężczyzn

Podobało się?