Birma – Sraczka zawsze łapie w najgorszym momencie

Sraczka w podróży

Wyobraź sobie, że jedziesz rowerem w strugach deszczu. Leje i zacina tak mocno, że nie możesz patrzeć przed siebie. Trzymasz w kieszeni paszport, aparat i wszystkie pieniądze, które wymieniłeś. Nagle… przyciska cię sraczka. Co robisz? Najbliższy kibel jest dwa kilometry od ciebie i dobrze wiesz, że popuścisz w portki, zanim tam dojedziesz. Jeśli się zatrzymasz, zmoczysz pieniądze i paszport. I również narżniesz w gacie. Trudna decyzja, co? Ale mogło być gorzej. Może jeszcze co chwilę spadać łańcuch…


Stewardessa

 
– Wody! – przywołałem stewardesę.
Biedna kobieta już czwarty raz podeszła do mnie z butelką płynów. Swoją drogą stewardesa to idealna robota dla zdziry. Latasz sobie po całym świecie, dostajesz za darmo wygodny hotelik i ciepłe żarełko, podwożą cię i przywożą, poznajesz mnóstwo ludzi, nie pada ci na łeb i jeszcze ci za to płacą. Nic, tylko podawać w samolotach te rozpaćkane kanapki i bezkarnie pierdolić się po całym świecie.

Kiedyś, gdy zastanawiałem się, kim chciałbym być, gdybym urodził się kobietą, myślałem, że chcę być dziwką. Teraz już wiem, że nie do tego mnie powołano. Marnowałbym się. Byłbym stewardesą. Już widzę przed sobą zastępy kutasów w tych wszystkich miejscach na całej ziemi. Rudzi, czarni, biali, Latynosi, kulawi, karły na wózkach, bezdomni na dworcach. Połykałbym litry spermy, która wesoło gulgotałaby mi w gardle. Miałbym tyle przebiegu, że co jakiś czas cofałbym licznik. Ale jestem facetem, więc co poradzisz? W sumie to nawet lepiej.


Rangun

 

Wylądowałem w Rangunie, stolicy Mjanmy (b. Birma). Odebrałem bagaż i złapałem taksówkę. Pojazd był w opłakanym stanie. Wyglądał jak pierwszy wyprodukowany egzemplarz samochodu. Żeby go wyremontować, facet musiałby starać się o pozwolenie u konserwatora zabytków. Nawet próbowałem podejrzeć, czy ma jeszcze podwozie. Może gościu przebierał nogami po ziemi jak w „The Flintstones”? Przysięgam, że piesi wyprzedzali nas chodnikiem.

 

Shwedagon - Złota Pagoda w Rangunie

Shwedagon – Złota Pagoda w Rangunie


 


W hotelu

 
Dojechałem do hotelu, gdzie z miejsca kupiłem sobie bilet na lokalne wybrzeże. Wieczorem na hotelowym dachu poznałem Polaka, który następnego dnia również kierował się na wybrzeże.

Nazajutrz czekała mnie trzygodzinna podróż autobusem. Oprócz nas, Polaków, dostrzegłem też kilka europejskich twarzy. W połowie drogi stanęliśmy w przydrożnym barze na lunch. Zapachy ze środka nie zachęcały. Gdy znalazłem wolny stolik, rozsiadłem się, czekając na kelnera. W mgnieniu oka przybiegł do mnie bezzęby koleś.

– Dzień dobry.
– Dzień dobry – odparłem.
– Ryba czy kurczak?
– Ryba.
– Przykro mi, ale nie ma ryby.
– No, ale… A co jest?
– Kurczak.
– To niech będzie.

Po czym facet zaczął drzeć ryja w tylko sobie znanym języku. Z zaplecza odkrzyknął inny męski głos. Zaserwowali mi ryż z kurczakiem. Mięso aż lśniło z nieświeżości. Nie miałem jednak specjalnego wyboru. W takich miejscach żarcie powinno być serwowane od razu z papierem toaletowym.


Sraczka dopada

 
Tylko wsiedliśmy z powrotem do zapyziałego autobusu i momentalnie przycisnęło mnie w brzuchu. Z początku miałem ogromny kryzys. Mało nie narżnąłem w portki. Sraczka w podróży jest okrutna. Kusiło mnie, żeby wysiąść gdzieś po drodze i iść w krzaczory, żeby wysrać się jak człowiek.

Już miałem wstawać i iść do kierowcy, żeby się zatrzymał. Później bym się najwyżej martwił, jak się stamtąd wydostać. Postanowiłem jednak wziąć się w garść i przestać o tym myśleć. 

Ustało.

Za chwilę złe demony powróciły. Wstałem i wyprostowałem się. Napiąłem pośladki jak tylko mogłem.

– Tony, dlaczego wstałeś? – zapytał ze zdziwieniem Polak, który siedział obok mnie.
– Żeby nie zesrać się w gacie.

Polak zaczął chichotać. Szydził tak ze mnie aż do samego końca. Dojechałem wreszcie do celu. A celem był kibel. Sraka trochę odpuściła. Dzień wcześniej upatrzyłem sobie hotel, więc od razu tam poszedłem. Na wstępie powiedzieli mi, że są pokoje tylko po pięćdziesiąt pięć dolarów. W takim razie postanowiłem zostać tam maksymalnie dwa dni. Po skorzystaniu z kibla zgłosiłem w recepcji, że spłuczka jest do wymiany. Cały czas leciała woda. Miałem nadzieję, że w porę ją naprawią, zanim znowu mnie przyciśnie. Myliłem się.


Pustki

 

Zacząłem rozglądać się po obiekcie. Jak okiem sięgnąć, nie było widać człowieka. Hotel wyglądał na opustoszały. Gdzieś tylko kręciła się obsługa. Poszedłem na plażę, gdzie również nie widziałem nikogo. Tylko kilka zabudowań, zniszczonych przez ostatnie tsunami, które nawiedziło Birmę.

Ngwesaung Plaża w Birmie

Postanowiłem, że następnego dnia się wymelduję. Wróciłem do recepcji i zapytałem kierownika, czy oddadzą mi pieniądze. Koleś się przeraził.

– Jak to oddać pieniądze? Czy coś jest nie tak, sir?
– Nie no, jest spoko. Obsługa jest na poziomie, żarcie okej. Ale musi pan przyznać, że tłumów tu nie ma.
– No cóż. Rozumiem. Dokąd chce się pan udać? – zapytał podejrzliwie.
– Wrócę jutro do Rangunu.
– To musi pan dziś kupić bilet. Najlepiej teraz. Im szybciej, tym lepiej, bo może nie być miejsc w autobusie.

Wziąłem skuter taxi, a za mną zaczęło się błyskać. „Zdążę!”, pomyślałem.


Sraczka kontratakuje

 
Gdy dojechałem na miejsce, facet w okienku akurat wisiał na telefonie. Za chwilę odłożył słuchawkę i zacierając ręce, poinformował mnie, że wszystkie miejsca są wykupione. Pewnie szef hotelu właśnie do niego zadzwonił, żeby mnie przyblokować.

Znowu przycisnęła mnie sraka. Pomyślałem, że zamiast wracać skuterem i znowu wydawać dolary, lepiej będzie wziąć rower. Obok dworca była wypożyczalnia. Nie wiem, co mnie podkusiło. Sraczka aż bulgotała we mnie.
Tylko przejechałem dwadzieścia metrów i urwał się łańcuch. Wróciłem do wypożyczalni. Gość szybko wymienił mi rower. Już nie mogłem siedzieć z obawy o moje problemy w brzuchu.


Ulewa

 

Nagle rozszalała się ulewa. Co tu robić? Mam w kieszeni prawie wszystkie pieniądze, które wymieniłem, i aparat fotograficzny. Leje jak nie wiem co. Można byłoby przeczekać, ale sraczka!!!
– Jadę dalej! – Zaryzykowałem.
Wsiadłem na rower z myślą, że najwyżej posram się gdzieś w połowie drogi, ale przynajmniej nie na wycieraczkę wypożyczalni. Kibla tam nie było. Nigdy nie jechałem szybciej. Sraczka potrafi czasami zagrzać do walki. Do wręcz heroicznych wyczynów. Dlatego na wojnie dają ludziom grochówkę.

Deszcz zacinał coraz mocniej, a ja nadal byłem daleko od hotelu. Byłem już przemoczony. Pomyślałem, że właśnie tracę aparat i cały hajs. Jakby tego było mało, spadł mi łańcuch. Na szybko zjechałem pod jakąś chatkę, dałem typowi 1000 kyatów. Zrobił to w minutę. Wskoczyłem na rower i po pięćdziesięciu metrach znowu spadł.


Wszystko przeciwko mnie

 

KURWAAA! Sraczka, aparat, kasa, deszcz, łańcuch. Wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie. Tym razem poradziłem sobie sam. Gnałem dalej przed siebie, nie zważając już na kałuże. Pięćset metrów od hotelu łańcuch ponownie spadł. Tym razem tak się zaklinował między zębatkami, że nie mogłem go wyciągnąć. W dodatku każdy większy wysiłek niósł za sobą ryzyko zesrania się w portki.

Uniosłem rower, zarzuciłem go na plecy i ostatnie pół kilometra dobiegłem. Chytra sraczka już sama nie wiedziała, którędy wyleźć. Gdy tylko przekroczyłem próg hotelu, przestał padać deszcz. Rzuciłem rower obok mojego domku. Skurwysyn z hotelu już wystawał z recepcji, uśmiechnięty od ucha do ucha.


Wiadro

 
I jak? Pewnie nie ma biletów na jutro?
– To teraz nieistotne – wykrztusiłem w panice. – Kibel, panie! Gdzie? Muszę iść do kibla!
– Jest u pana w pokoju. Ale chwilkę – zawahał się. – W tym momencie jest u pana hydraulik i naprawia spłuczkę. Wytrzyma pan dziesięć minut czy to aż tak pilna potrzeba?
– Panie, kurwa, sraczka! Srać mi się chce! – wykrzyczałem cały siny na twarzy.
– Proszę sprawdzić, może hydraulik już skończył.

Wbiegłem do pokoju ostatkiem sił, a koleś mówi do mnie, że jeszcze pięć minut. Wziąłem jego wiadro z narzędziami, poszedłem za budynek i zesrałem się do środka.


Zacząłeś czytać bloga? Lepiej od razu zamów książkę. Aż 72 niepublikowanych historii. Wysyłka gratis.

 
Książka Bunkrów Nie Ma Okładka

Następna historia:
Muay Thai w Tajlandii

Podobało się?