Filipiny – Raj na Ziemi

25 June 2015 Filipiny, seks 18 Comments
Raj na Ziemi

Raj na ziemi nie istnieje. Wszystko to kwestia wyobraźni. Zanim się tam pojedzie, człowiek oczekuje, że będzie chodził z nieustannym wzwodem. Porównuje miejsce, w którym się obecnie znajduje, do owego raju. Wydaje mu się, że w jakiś sposób będzie się tam czuł bardziej zadowolony. A jak wygląda rzeczywistość? Te miejsca może i są piękne, ale nie doświadcza się tam cudów. Wszystko kreowane jest przez naszą wyobraźnię oraz marketing turystyczny. Ludzie są w stanie zapłacić mnóstwo pieniędzy, by poczuć tę namiastkę raju.


Raj na ziemi

 
Raj na ziemi jest idealnym miejscem do robienia fotek. I chyba tylko do tego. Ewentualnie jeszcze do opalania się, pływania i snorkelingu. Ludzie porobią zdjęcia, a potem nie wiedzą, co ze sobą zrobić. Mówię o plaży El Nido na Filipinach. Kręcą się tam jak gówno w przeręblu. Każdy nadal niespełniony, każdemu czegoś brakuje. Buddyjska duḥkha. Ja też nie poczułem się nagle superszczęśliwy. A to byłem głodny, a to katar, a to coś tam… Mimo wszystko warto, bo gdy wrzuci się zdjęcia na Facebooka, to ktoś to ogląda z zimnego kraju i pewnie zżera go zazdrość i zawiść.


Ego

 

Wiecie, dlaczego większość ludzi jeździ na wakacje do ciepłych krajów? Bo chce się pokazać. Chce na innych wywrzeć wrażenie pięknymi zdjęciami. To bardzo mocno buduje ludzkie ego.

W takich warunkach przyrody najlepiej być rybą. Ta pływająca dziwka nie musi płacić podatków, martwić się o czynsz, wymieniać butli z gazem ani słuchać pod blokiem, jak stare pizdy zastanawiają się nad jutrzejszą pogodą. Siedzą tylko w tej błękitnej wodzie, srają, trą się i pierdolą.

 
Raj na Ziemi na Filipinach
 

Powrót z raju na ziemi

 
Po powrocie z tej bajkowej wysepki, gdzie nie bardzo było co robić, zaszyłem się w jakimś barze. Obok mnie zaciekle pili Ruscy. Chlali, dyskutowali i kopcili jak smoki. Chłopaki kupiły sobie motocykle i przeskakiwali z wyspy na wyspę. Zaczęliśmy pić chyba drugą flaszkę. Nagle ktoś się zorientował, że jest wśród nich jeszcze jeden Polak. Przedstawili nas sobie.

– Siema, stary, co słychać? – zagadałem.
– Jesteś Polakiem?
– Tak. Mówię chyba po polsku, nie?
– Wiesz, wielu ludzi się uczy polskiego albo zna kilka zwrotów.
– Litwo, ojczyzno moja! Ty jesteś jak zdrowie! Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie…
– Dobra, przestań. Jestem Piotr.
– Tony. Co robisz na Filipinach?
– Przyjechałem się odprężyć. Co jakiś czas wyjeżdżam z Polski – czy to do Tajlandii, czy na Filipiny.
– I co, podoba się?
– A co? Tobie nie?
– Bardzo! Filipiny są dla mnie Ameryką Południową w Azji. Świetna pogoda, piękne plaże i jakie dupy! Raj na ziemi! Ciemne włosy, ciemna cera, oczy większe niż u większości Azjatek i kształtne figury. Coś między Tajkami a Kolumbijkami. Jeszcze te dupcie takie większe jak nigdzie w Azji.

– Ja przedwczoraj wziąłem sobie dwie jednocześnie – powiedział Piotr. – Ustawiłem je dupkami obok siebie i na przemian wkładałem raz w jedną, raz w drugą. Tylko bez szaleństwa, tak żeby wiesz… Nie zajechać ich zbyt mocno. Chciałem sobie je zostawić na później. Rano się obudziłem i były trzy.
– I co zrobiłeś?
– Ustawiłem sobie trzy dupkami obok siebie. Czy to nie jest raj na ziemi? Potem miałem trochę wyrzutów sumienia. Wiesz, ja mam dwoje dzieci.
– A gdyby były tylko dwie, to nie gryzłoby cię sumienie?
– Wiesz, o czym mówię…
– Spoko, przecież cię nie oceniam. Chodź się przejść. Może zjemy jakąś kolację?
– No dawaj.

 
El Nido na Filipinach

 

Mała Filipinka

 
Przeszliśmy plażą do małych budek z rybami i alkoholem. Minęliśmy trójkę Polaków, którzy lokalnym kazali otwierać wszystkie garnki. Robili zdjęcia jedzenia. Potem nie pokwapili się, żeby dać kilka groszy napiwku sprzedawcy. Doszliśmy do ostatniego butiku z żarciem. Zamówiliśmy sobie kilka piwek. Kelnerka była naprawdę ładna i już sam ton jej głosu zdradzał, że chce mnie zaprosić do swojego zagajnika.

– Przykro mi panowie, ale ryba się skończyła. Może chcecie po piwie?
„Och, jaki ty masz seksowny głos”, pomyślałem. „Taki słodziutki, delikatny i melodyjny, który sprawia, że z chęcią bym cię wyrypał”.
– Jak masz na imię? – zapytałem.
– Alfie.
– Jestem Tony. To jest Piotr. Jesteśmy Polakami.
– To gdzieś w Europie?
– Tak. Obok Niemiec. Chcesz się z nami napić?
– Muszę zapytać szefa.

Pozwolenie

 

Za chwilę wróciła z pozwoleniem. Szef był grubasem, który trzymałby nas w tym barze tak długo, dopóki nie wydalibyśmy całego szmalu. Zgodził się, żeby ta dziewoja towarzyszyła nam w piciu. Nie było to najrozsądniejsze rozwiązanie dla tej biednej, ciasnej i bezbronnej dziewczyny. Dwóch potężnych Polaków i mała Filipinka w miejscu określanym raj na ziemi.

– Alfie, powiedz coś o sobie – zaczął Piotr.
– Może jeszcze mam zatańczyć?
– No dalej, to tylko zabrzmiało oficjalnie – sprostował. – Nie stresuj się. Od dawna tu pracujesz?
– Od roku. Jest ciężko. Pracę zaczynam o siódmej rano, a kończę około pierwszej w nocy. Moja dniówka to siedem dolarów. Jedzenie i spanie mam za darmo.
– Czyli raczej nie będziesz miała siły, żeby dokądś z nami iść?
– Jeśli zapłacisz mojemu szefowi za mój wolny dzień jutro, to mogę.
– Ile?
– Trzydzieści złotych.
– W porządku. Zaraz z nim pogadam.

Spojrzałem na tego grubasa, który wyglądał jak zgniły alfons. Czytał gazetę i tylko co jakiś czas podnosił wzrok znad lektury.


Filipinki Freelancerki

 
Polak zawinął się do siebie. Filipinka zaprowadziła mnie do jakiegoś klubu. Zapoznała mnie ze swoimi koleżankami. Wszystkie mało się nie posikały, gdy mnie zobaczyły. I nie chodzi o to, że jestem przystojny. Nie jestem. Tylko większość Filipinek uczepia się starych pryków, którzy po prostu mają pieniądze. Ja byłem młody. Po chwili dowiedziałem się, jak zarabiają na życie.

– Moje koleżanki to freelancerki.
– Freelancerki w jakiej dziedzinie?
– No wiesz, dotrzymywanie towarzystwa mężczyznom.
– Dziwki?
– Tony, to nie jest tak. Tu nie chodzi o seks na godziny, tylko o wspólne spędzanie czasu. Taki freelance…
– Może nie do końca kumam. Mam ziomka, który jest freelancerem. Grafik czy coś. Ma widocznie inną grupę docelową, bo on nie widział na żywo ani jednego ze swoich klientów, a im trudno byłoby obciągać zdalnie… Nie będę tego oceniał, bo w mojej kulturze bycie prostytutką to niezbyt chlubny zawód. Chodź, przejdziemy się na plażę.
– Dobrze.
– Poczekaj. Ustalmy jeszcze jedno: nie płacę za seks. Mogę pisać blog o seksie. Ale nie będę za niego płacił.
– Ja nie jestem dziwką. Teraz mnie obraziłeś!
– Przepraszam, jeśli cię uraziłem. Ale wolę to ustalić od razu. Wybacz.


Pod balkonem

 

Usiedliśmy pod balkonem z widokiem na morze. Po chwili ktoś za nami otworzył drzwi. Właśnie tu mieszkał Piotr.
 
Palawan Raj na Ziemi
 
– No pięknie sobie poczynacie. Może chcecie coś do picia?
– A masz cokolwiek? Nie chcemy tak na krzywy ryj cię opijać.
– Daj spokój. Mam do oporu.
– Ale zejdź do nas. Napij się z nami. Pogadamy sobie.
– Dobra, idę.

Po trzech minutach siedzieliśmy we trójkę z otwartą butelką whisky. Do Alfie dołączyła jakaś koleżanka, więc dziewczyny zajęły się sobą. Piły, śmiały się i plotkowały o jakiś o pierdołach w języku tagalog. My dla odmiany po polsku. Piliśmy też po polsku.

– Myślisz, że ta druga to dziwka? – zapytałem Piotra.
– Jestem przekonany. Ja w każdym razie dziś się na to nie piszę. Wiesz, te dziewczyny raczej szukają sponsorów na dłuższą metę. Jest wiele podobnych przypadków, takich jak z Tajkami i starymi białymi Europejczykami. To seksturystyka. Przyjeżdżają, żeby znaleźć sobie panienkę do dymania i słuchania ich nudnych historii. Potem wracają do kraju, a laski piszą w e-mailach, że tęsknią, że bida, prądu nie ma, gaz odcięli, zimno w chałupie, podeślij trochę euro. I tamci wysyłają. To ich kultura.

– Ta laska wspominała mi, że ma dzieciaka. Ciekawe, kim jest ojciec?
– To Filipiny, tu nie ma ojców. Są dawcy nasienia, a nie odpowiedzialni mężczyźni. Tak samo przemoc w rodzinie jest na porządku dziennym. Ze sponsoringiem jest podobnie w Tajlandii, tylko że tam laski mają jeszcze większe doświadczenie w wyciąganiu kasy od białych. Wiedzą od A do Z, czego facet potrzebuje i jak go omotać. A efektem końcowym tych całych cyrków zawsze jest gotówka.


Gold Digger

 
– U mnie w hostelu jest taki Australijczyk, ma siedemdziesiąt lat – powiedziałem. – Jest stary i spróchniały. Ma za to więcej siana niż czegokolwiek innego. Po wielu perypetiach wreszcie się tu osiedlił i znalazł sobie o pięćdziesiąt lat młodszą żonę. Teraz buduje dla niej dom. Zakochany jest niesamowicie.
– Szczęśliwy?
– Chyba oboje. Ale tamta już mu tak przetrzepała portfel, że gdy idzie, to zostawia za sobą obłoczki kurzu.
– Ma dwadzieścia lat, tak?
– Tak. Pytałem go nawet, co zrobi, gdy jego żona będzie miała już trzydzieści lat. Wiesz, co powiedział?
– No co?
– Że wypierdoli staruchę.

– Dobre. Uważasz, że to źle? – zapytałem.
– Widzisz, dla tej dziewczyny to jak pójście na studia. Taka inwestycja na kilka lat życia, prawie jak raj na ziemi. Nauczy się angielskiego, zdobędzie wykształcenie i – z racji na wiek gościa – wydorośleje. Do tego jeszcze będzie miała nowiutką chatę. Potem tylko będzie czekać, aż gościu umrze.
– A jeśli będzie żył za długo?
– To laska zepchnie go w przepaść albo wprowadzi pod ciężarówkę, żeby w niego wjechała. W tym przypadku to i tak przyczyny naturalne.
– Bo?
– Bo gdyby był młodszy, to zszedłby z drogi. Ja nie mam co się tu z niego naśmiewać, bo sam mam czterdzieści lat i gdy mieszkałem w Tajlandii, to byłem z dwiema kobietami naraz.

– W sensie, że one o sobie nie wiedziały?
– Wiedziały, mieszkaliśmy we trójkę. To jest życie, człowieku! Normalnie raj na ziemi. Jakbyś miał dwie żony. Gdy jedna cię wkurwia, to idziesz do drugiej. Gdy jedna ma okres, to posuwasz drugą. Gdy ty posuwasz jedną, to tamta gotuje.
– Dobra. A kasa?
– No cóż, schodzi zawsze dwa razy więcej. Wiesz, ja tak żyłem ponad pół roku. Z Polkami by to nie wyszło na dłuższą metę. Są bardzo zaborcze. Lubią posiadać. Do czyjej chaty pojechałbyś w odwiedziny na Gwiazdkę?


Szał

 
Gdy skończyła się gorzała, byłem już niezłe wcięty. Filipinka piła równo z nami. Alkohol zbombardował jej układ nerwowy. Wpadła we wściekłość i furię. Zupełnie jak moja była. Odbiło się to na mnie. Zaczęła mnie obwiniać o to, że traktuję ją jak dziwkę. Rozpłakała się i okładała mnie pięściami. Za chwilę padła na piasek i nie była już w stanie się podnieść.

– Tony, zabierz ją do siebie, ale nie ruchaj jej – poradził mi Piotr.
– Możesz na mnie liczyć. Jestem przecież grzecznym chłopcem.
– Jutro pogadamy, idźcie już.

Podniosłem Alfie i zarzuciłem jej ciało na siebie, jakby była ciężko rannym żołnierzem albo workiem cementu. Sam byłem niezłe wstawiony, więc doniesienie jej do mojego hostelu było trudne jak praca w przy budowie piramid. Chwiałem się, potykałem, poprykiwałem, ale doszedłem. W hostelu się nie ocknęła. Umyłem jeszcze zęby, odmówiłem paciorek (litanię do Niepokalanego Serca NMP) i sam położyłem się na łóżku obok niej.

Gdy obudziłem się rano, w łóżku spały dwie Filipinki. Czy one się, kurwa, klonują w nocy? Cóż, nie pozostawało nic innego, niż ustawić je dupkami obok siebie. I wiecie, co jest najlepsze? Nawet wtedy nie poczułem się spełniony i szczęśliwy. Duhkha, duhkha, duhkha…


Najzabawniejsza książka podróżnicza na polskim rynku.

 
Książka z czarnym humorem

Następna historia:
Jak łapać stopa?

Related Post