Wietnam – Dzień z życia backpackera

5 czerwca 2015 seks, Wietnam 14 komentarzy
Backpacker i jego dzień z życia

Po sześciuset pięćdziesięciu kilometrach dojechałem do Da Nang. Zrobiłem sobie kolejną przerwę. Jeszcze w hostelu poznałem Szwedkę. Miała na imię Lisa. Podróżowała przez Wietnam w przeciwnym kierunku niż ja. W Azji Południowo-Wschodniej przeciętny backpacker jest bardzo przewidywalny i schematyczny. Podróżuje mniej więcej w taki sam sposób.


Dzień przeciętnego backpackera

 
Wygląda to mniej więcej tak:

1. Backpacker przyjeżdża autobusem do miejscowości A polecanej przez przewodnik „Lonely Planet”. Idzie zwiedzić lokalne atrakcje turystyczne, wraca do hostelu, gdzie je wszystkie posiłki. Najczęściej hamburgery.

2. Potem przez kilka godzin nasz backpacker siedzi na Facebooku, wrzucając nowe zdjęcia. Pisze oczywiście, jakie to ma zajebiste życie i że po prostu wszystko jest jak w bajce. Znacie to? Każdy pewnie ma jakiegoś znajomego, który wrzuca podobne treści w internecie. Zero zmartwień, świetna pogoda, widoki jak z pocztówek i drinki na plaży. Jest uzależniony od mechanizmu nagrody i niedowartościowany, dlatego potrzebuje pochwał i lajków.

3. Potem backpacker idzie się pobawić, poznaje potencjalnych partnerów do łóżka, zadając te same pytania: „Skąd jesteś?”, „Gdzie byłeś?”, „Dokąd jedziesz dalej?”. Można je wydrukować razem z odpowiedziami na kartce i podtykać ludziom pod nos.

4. Backpacker idzie kimś do wyra, następnego dnia jedzie do miejsca B, również polecanego przez „Lonely Planet”, i wszystko zaczyna się od początku.


Blogerka, Backpacker

 
Jedną z takich osób była właśnie ta Szwedka. Z hostelu poszliśmy do klubu i pocałowaliśmy się. Za chwilę jechaliśmy już moim skuterem do jej pokoju. Miała dwadzieścia jeden lat i waliła się jak domki w Nepalu. Pochwaliła mi się, choć wcale jej o to nie pytałem.

– Wiesz co, Tony? Jesteś trzydziestym ósmym facetem, z którym spałam.
– No chyba netto…
– Słucham? – zapytała zdziwiona.
– No dobrze. A skąd wiesz że trzydziestym ósmym? Notujesz to gdzieś?
– Mam taki mały notesik, w którym zapisuję sobie imiona wszystkich facetów.
– To nie łatwiej po prostu kupić książkę telefoniczną i powykreślać kilka nazwisk?
– Bardzo śmieszne.
– Czym się zajmujesz na co dzień?
– Jestem blogerką.
– I o czym piszesz?
– No jakieś informacje praktyczne. Co, gdzie, kiedy, za ile. Przy okazji prowadzę taki mały dziennik o tym, co mniej więcej przydarzyło mi się każdego dnia.
– I to wszystko po szwedzku? Ten twój blog?
– Tak.
– To nieźle. Zgadzasz się z opinią, że prawie każdy podróżnik-bloger to egocentryk?
– Co przez to rozumiesz?
– To dość skomplikowane.
– No opowiedz.
– Może wytłumaczę ci na przykładzie.
– Dawaj.


Podróżnicze Ego

 
– Załóżmy, że jest gość o imieniu Adam. Wybrał się właśnie na wycieczkę po Tajlandii. Wrzuca mnóstwo fotek na Facebooka. Dostaje dziesiątki lajków, ludzie piszą mu w komentarzach, że mu zazdroszczą. Adam jest z siebie dumny. Wszystkie te pochlebstwa łechcą jego ego. Szuka kolejnej okazji, żeby ciachnąć nową fotkę.
– No to chyba normalne, nie? – wjebała się w pół słowa Lisa.
– Daj mi dokończyć. Adam zapieprza od jednego miejsca do drugiego. Kreuje mit fantastycznych, rajskich wakacji. Palemki, drinki, zachody słońca, chuje, muje… Adam doskonale wie, że rzeczywistość wygląda inaczej niż na tych pięknych fotach. To tylko kreacje.
– Z tym się akurat zgodzę.
– Ale wiesz, mimo to Adam wraca do kraju i czuje się jak Herkules. Znajomi gratulują mu odwagi, dzielności, męstwa. Jego ego rośnie jak kartofle nawożone gnojem. Laski za nim szaleją, a kumple zaczynają nienawidzić go za to, że laski za nim szaleją. Adam – podobnie jak inni, najczęściej młodzi podróżnicy (bądź turyści z „Lonely Planet”) – to egocentryk. Jest próżny i narcystyczny.
– Ale z drugiej strony… to inspiruje innych ludzi. To chyba nic złego?
– Owszem. To jest spoko. Ale na większości tych zdjęć i filmów jest pierwszoplanowo morda jakiegoś gościa albo laski. Teraz jest taki trend. Ludzie chcą być sławni. Każde pierdnięcie nazywane jest wielką wyprawą. Ludzie uwielbiają łechtać swoje niedowartościowane ego.
– A ty nie masz wybujałego ego?
– Oczywiście, że mam. Tylko gdybym miał coś publikować, to bez swojej twarzy.
– Ale w ten sposób chyba traci się swoją autentyczność.
– Przeciwnie. Dopiero wtedy masz swobodę pisania wszystkiego absolutnie szczerze. Nie krępuje cię nic. W innym przypadku masz pewne ograniczenia.

Podniosłem się z łóżka, poszedłem do łazienki się odlać. Jeszcze z kibla kontynuowałem swój wywód.


Młodzi podróżnicy

 

– Widzisz, Lisa… – Zasunąłem rozporek. – Nie wiem, jak to wygląda w Szwecji, ale w Polsce co jakiś czas przebija się w necie koleś, który dokądś tam pojechał stopem. I za to megaszacun. Tylko w pewnym momencie widać, jak bardzo taki ktoś ma parcie na sławę. Wierzy, że ludzie będą się zachwycać, każdy będzie przybijał z nim piątki, a laski same zaczną rozkładać nogi. Tylko nikt się do tego nie przyzna.
– Ale chyba nie każdy taki jest?
– No nie każdy. Czasami są ludzie, o których nikt nigdy nie słyszał, którzy nie tworzą sobie kultu dookoła ego, a robią świetne rzeczy. I wtedy motywy podróżowania też są inne.
– Poza tym czy uważasz, że jest w tym coś złego?

Otworzyłem sobie kolejnego browara i zdrowo pociągnąłem.

– Absolutnie nie. Niech każdy sobie podróżuje tak, jak chce. Choć według mnie lepiej się nie wychylać. I jeśli już coś się publikuje, to bez swojej twarzy czy imienia i nazwiska. Ale to moje zdanie. Lisa, chodźmy już spać.
– Okej, tylko wezmę prysznic.


Lisa

 
Lisa poszła pod prysznic, a ja siedziałem dalej z piwem, wpatrzony w ekran jej laptopa. Za chwilę usłyszałem głośne pierdzenie z kibla. Czasami, gdy człowiek walnie w pusty kibel, idzie takie ogromne echo. Żeby odwrócić swoją uwagę od tego, że laska tam w łazience obsrywa ściany, wziąłem do ręki jakąś książeczkę. Otworzyłem mniej więcej w połowie i od razu skumałem, że trzymam w ręku jej pamiętnik. Tak, wiem. Jestem kawałem chuja, że przeglądam cudzy pamiętnik, ale w tym wszystko było po szwedzku. Nie kumałem nawet słowa – poza nazwami krajów.

Przekartkowałem kilka stron i zaczęła się część z kalendarzem. Pierwsze miesiące były puste, a potem przy każdej dacie prosty rysunek. Zamurowało mnie. Przejrzałem kolejne miesiące, a tam nic – tylko te rysunki. Wyglądało to mniej więcej tak:

 

Dziennik z życia backpackera

Pamiętnik Backpackerki

 

Zamknąłem ten dziennik rozpusty. Też mi backpacker… Lisa siedziała na klopie już dobre dziesięć minut. Nagle walnęła w sedes jak serią z erkaemu. Aż padłem na podłogę w obawie, że Viet Cong reaktywował działania wojenne. Jakby dwa ogromne słonie walnęły o ziemię w trakcie ruchania. Nie wiem, czego nażarła się ta kobieta, ale o mało co nie rozłupało to kibla. Biedny sedesik, cierpiał teraz męki jak w Tartarze. Pachnący bieluśki sedesik zmienił się teraz w beczkę gówna. Z tego wszystkiego wyszedłem na fajkę, bo już nie mogłem tego znieść.

– Lisa, ja wychodzę na fajkę. Będę za dziesięć minut.

Wyszedł, nie czekając na odpowiedź. Bylem pewien, że odgłosy tego całego jej srania dochodzą do najdalszych pokoi. Będąc na schodach, zorientowałem się, że nie zabrałem ze sobą paczki fajek. No cóż, trzeba będzie od kogoś wysępić. Gdy się nie ma, co się lubi, to się lubi tych, którzy mają.

Na dworze akurat paliła kobieta, która była zdecydowanie za wielka na swój wzrost. Miała olbrzymią nadwagę i była ubrana w pozszywane prześcieradła.

– Sorry, masz może papierosa? Zostawiłem swoje na górze.
– Tak, jasne.

Wyciągnęła spod tych prześcieradeł szluga i malutką zapalniczkę. To chyba była jej jedyna nieduża rzecz. Mogłaby tam nosić zakupy na tydzień, a wyjęła tylko fajki i zapalarę.


Powrót do gniazda szatana

 
Gdy dopaliłem fajkę, wróciłem z powrotem do pokoju Lisy. Było już po wszystkim. Dziewczyna zdążyła nawet wziąć prysznic i trochę przewietrzyć pomieszczenie.

Lisa uwielbiała być mocno zerżnięta. Na dodatek miała wmontowaną w cipkę coś jak spiralka. Pierwszy raz się z takim czymś spotkałem. Chroniło ją to przed niechcianą ciążą. Widać, że laska poważnie podeszła do swojego hobby i nawet w to zainwestowała. Dawno nie zerżnąłem nikogo z taką siłą i takim wysiłkiem jak tę Szwedkę. To prawie tak, jakbym z każdym pchnięciem odpłacał jej za spalone zamki w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Cegiełka po cegiełce.

Po wszystkim rozwaliłem się na łóżku i znów zacząłem rozmyślać o sensie podróżowania. Lisa wtuliła się we mnie i próbowała mnie przekonać, żebym rzucił ten skuter w pizdu i został z nią na dwa tygodnie w Da Nang. Grzecznie odmówiłem.

– Ale dlaczego nie możesz ze mną zostać?
– Bo kupiłem sobie skuter, żeby przejechać nim cały Wietnam.
– To jaki problem go sprzedać? Chciałabym, żebyś ze mną został.
– Lisa, to jest mój cel. Mój priorytet.
– Zawsze możesz zmienić decyzję. Przecież nie musisz nic robić na siłę.
– Uwierz mi, że lepiej, gdy facet ma swój nadrzędny cel, który stawia sobie wyżej niż kobietę.
– A ja właśnie wolałabym, żeby mój facet był mi oddany. Żebym coś dla niego znaczyła. Była kimś ważnym.
– Mimo że tak mówisz, to jestem przekonany, że nie chciałabyś być faktycznie na pierwszym miejscu. Dziwnie byś się z tym czuła. Jeśli kobieta staje się sensem życia faceta, to koleś jest zgubiony. Staje się pantoflem i po jakimś czasie zaczyna ją wkurwiać. Przecież kobieta wcale nie chce, żeby jego życie kręciło się wokół niej. Choć czasami może się tak wydawać.

Gdy szedłem zgasić światło w pokoju, zauważyłem na stoliku czarny flamaster, którym Lisa pewnie nazajutrz domalowała kolejny rysunek w swoim pamiętniczku.


Najzabawniejsza książka podróżnicza na polskim rynku.

 
Książka Bunkrów Nie Ma Okładka

Następna historia:
Co Wietnamczycy potrafią przewieźć na skuterze?

Podobało się?