Hong Kong – Najmniejszy hostel świata

Hong Kong - najmniejszy hostel świata

Hong Kong robi olbrzymie pierwsze wrażenie. Nagle cywilizacja zwala się człowiekowi na łeb. Strasznie gęsto zaludniona cywilizacja. Bo czy ktoś z was, brał kiedyś prysznic z nogą w kiblu, bo wydawało się to najsensowniejszym rozwiązaniem? Ja nie miałem wielkiego szczęścia do swoich noclegów w Hong Kongu. Najpierw trafiłem do hostelu, w którym wszystko oparte było o sedes, a potem to już wstyd przyznać się gdzie…


Kawloon Walled City

 
Kiedyś w Hong Kongu był taki wielki system budynków, gdzie na powierzchni czterech boisk piłkarskich mieszkało 50 tysięcy ludzi. Nazywało się to Kawloon Walled City. Ta wielka kupa betonu i ludzi rozrosła się do rozmiarów małego miasta, które miało nawet swoją mafię, kasyna, sklepy itp. W pewnym momencie władze Hong Kongu postanowiły zburzyć budynek. Pewnie bez powiadomienia mieszkańców. Ktoś może siedział sobie wesoło na kiblu, rozwijał właśnie papier, a tu pach, spadają kasetony na łeb.
 
Kawloon Walled City w Hong Kongu
 
Inny znowu wypoczywał na tapczanie, dłubał słonecznika i chyżo walił konia, a tu nagle jeeeb! Kurwa, buldożer pakuje się do mieszkania. Jego sąsiad szył nową parę jeansów, gdy nagle jednotonowa kula do wyburzania ścian odkryła jego małą fabrykę.

Słyszałem również historię małego chłopca imieniem Ku-Ta-Sa, który bawił się z grupą rówieśników w chowanego. W najbardziej zagęszczonym miejscu na ziemi musiało brać w tym udział 438 dzieciaków. Udało mu się odnaleźć i poprzybijać 234 osoby, gdy pozostałą resztę przybiła już do ściany nasza milusia kula do wyburzania.


Poruszająca Historia Ci-Pa-Cio

 
Jednak najbardziej poruszającą i chwytającą za serduszko historią, jaką słyszałem, jest opowieść o małej dziewczynce imieniem Ci-Pa-Cio. Miała zaledwie osiem lat i zaginęła gdzieś w gąszczu labiryntu, jakim był Kawloon Walled City. Rodzice po gorączkowych poszukiwaniach przeczuwali najgorsze. Spędzili kilka bezsennych nocy w obawie o swoje dziecko. W tym mieście ciemności mogła trafić nawet do domu publicznego. Los (firma wyburzeniowa) miała jednak co do niej inne plany. Nasza mała Ci-Pa-Cio zapewne zginęłaby niezauważona z wyziębienia i głodu, gdyby nie dzielna i waleczna młoto-wiertarka rozbiórkowa, która wkręciła ją w śrubę.

Tak serio to chyba nikt tam nie zginął, a w miejscu Kawloon Walled City stworzono park miejski.


Hong Kong i Najmniejszy Hostel Świata

 
Naprzeciwko wyburzonego miasta ciemności znalazłem swój drugi hostel. Mieścił się na 26. piętrze wieżowca, który był zwykłym budynkiem mieszkalnym. Wziąłem sobie opcję „na bogato” z pokojem prywatnym i prysznicem. Był to chyba najmniejszy hostel świata.

W środku zmieściło się tylko jedno łóżko. Gdy się na nim położyłem, musiałem zginać nogi. Obok łóżka było trzydziestocentymetrowe przejście od kibla do drzwi wejściowych. Najlepsza była łazienka. Zmieścili tam sedes, ale żeby na nim usiąść, trzeba było mieć nogi poza obrębem tego pomieszczenia. Czyli siadasz na klopie, zostawiasz otwarte drzwi i wystawiasz nogi ze stopami na zewnątrz.


Prysznic

 
I teraz najlepsze. Prysznic.

Prysznic był przyczepiony do ściany centralnie nad kiblem. Były trzy możliwości, żeby z niego skorzystać. Pierwsza była taka, żeby po prostu usiąść na sedesie i polewać się wodą. Drugą opcją było włożenie tułowia do środka, ale pozostawienie stóp jeszcze w pokoju. Wadą tego rozwiązania było to, że woda rozlewała się na łóżko. Trzecim rozwiązaniem, z którego nie mam powodu do dumy, ale niestety musiałem skorzystać, było włożenie jednej nogi do kibla. Wtedy miałem swobodę ruchów i nie zamoczyłem swojego spania.

Mroki tego pokoju hostelowego odczułem, dopiero kładąc się spać. Choćbym nie wiem jak się ułożył, nie mogłem się rozprostować. Łóżko miało około 165 centymetrów długości. Zacząłem kombinować z odwróceniem się nogami w kierunku kibla. Wtedy ze stopami, leżącymi na sedesie mógłbym się jeszcze jakoś wyspać. Ale czy w pokoju „na bogato” każda czynność musi uwzględniać stopy w kiblu?

Następnego dnia wylogowałem się stamtąd i poszedłem połazić po mieście bez większego celu. Cały Hong Kong tętni życiem o każdej porze dnia i nocy.
 
Targ w Hong Kongu
 
Najbardziej denerwująca sytuacja dla mieszkańca Hongkongu jest wtedy, kiedy nazwiesz go Chińczykiem. Ci ludzie po prostu wychodzą z siebie z wkurwienia. To działa mniej więcej tak samo, jakby Chińczyk przyjechał do Polski i nazywał wszystkich „per panie ruski”. Z niepohamowaną radością nazywałem ich tak przy każdej okazji. Poszedłem po trochę owoców do przegryzienia. Wdałem się w małą bajerkę z gościem ze straganu.

– Ale dzisiaj dużo Chińczyków na mieście… – facet uniósł głowę znad lady sklepowej. – Niby to Hong Kong, a najebało tych chinoli aż duszno…

Myślałem, że facet zaraz sięgnie po shotguna, którego ukrył pod ladą. Miał tam pewnie schowane dwa shotguny. Na pierwszym była naklejka: „Jakby ktoś coś ukradł – strzelaj ostrzegawczo”, a na drugim: „Gdyby ktoś nazwał cię Chińczykiem – rozjeb mu głowę”.

Wszystko przez to, że przeciętny Hongkończyk bierze Chińczyka za niewychowanego i gburowatego parcha, który non stop pluje pod siebie. Jeśli jest to Chinka, to do Hongkongu przyjechała, żeby urodzić dziecko i stać się tym samym przedstawicielką tej namiastki wolnego świata.


Nocleg w Burdelu

 
Kolejny nocleg znalazłem, idąc przed siebie już na wyspie Hong Kong. Wisiał nade mną ogromny szyld – Virginia Hotel. Na górze były jeszcze kantońskie literki, ale nigdy nie potrafiłem rozszyfrować, co znaczy szubienica, altanka w lesie, skocznia narciarska, choinka itp. Wszedłem na drugie piętro i znalazłem recepcję. Było to dość dziwne miejsce.
Mogłem się̨ zalogować dopiero od 23.00 i płaciłem za godziny. Zostawiłem swój bagaż na przechowanie. O tym, że zalogowałem się w burdelu, dowiedziałem się dopiero o wskazanej porze.

 
Zalogowałem się w burdelu w Hong Kongu
 
Mimo wszystko bez szemrania dali mi pokój. Zorientowałem się dopiero wtedy, jak coś mnie obudziło w nocy. Usłyszałem hałas na korytarzu. Pomyślałem, że warto by było sprawdzić, czy przypadkiem ktoś nie chce mnie podpalić albo czy potężna kula wyburzeniowa nie grasuje w budynku. Wystawiłem głowę z pokoju, a tam sobie dziwki chodzą. Dopiero wtedy połączyłem wszystkie fakty w jedną całość. Różowy pokój, ogromna wanna, przystępna cena jak na Hong Kong. Nie przeszkadzało mi to w sumie. Byleby nie było hałasu, nie padało mi na głowę i nie wiało po nogach. Zawsze to lepsza opcja niż spanie i mycie się z nogami w kiblu.


Barowa Naciągaczka

 
Następnego dnia wieczorem pojechałem do Wan Chai, które jest drugim po Lan Kwai Fong, najbardziej znanym miejscem do picia w całym Hong Kongu. Wszedłem do baru i zobaczyłem, że w głębi siedzi Rosjanka. Miała to wymalowane na twarzy. Jej długie blond włosy, wyzywająca sukienka i słowiańska uroda zdradziły to w dziesięć sekund. Podszedłem do niej. 

– Jesteś z Rosji?
– A co to za pytanie?
– Czyli tak?
– Nie zapytasz, jak mam na imię? Trochę niekulturalnie podejść do kobiety i coś takiego powiedzieć.
– Niekulturalnie to jest podejść i powiedzieć coś w stylu: „Siema, jesteś moją przyszłą byłą”.
– Co???
– No dobra, jak masz na imię?
– Sasza. Postawisz mi drinka?
– Nie stawiam alkoholu kobietom, z którymi jeszcze nie spałem.
– Albo mi postawisz, albo nie będę z tobą rozmawiać.
– Nie musisz.
– To spierdalaj stąd, frajerze. 

Nigdy pod tym względem nie rozumiałem kobiet. W Polsce jak idę do klubu i nic nie mówię, że podróżuję czy coś, słyszę często to samo. „Spierdalaj, frajerze”. Czy tym kobietom się wydaje, że w ten sposób uda im się zaciągnąć mnie do łóżka?

– Kolego, wychodzisz – usłyszałem ponury głos za plecami.
– A jednak…

Wstałem. W zasadzie to już wcześniej stałem. Postąpiłem dokładnie tak, jak polecił mi ochroniarz. Wyszedłem z tej nory. Znałem ten trik doskonale. Mam koleżankę, która ma podobną pracę jak ta Rosjanka. Jest wynajęta przez klub w Warszawie do tego, żeby naciągać kolesi z hajsem na drinki.

Obrażony na ochroniarza i trochę już śpiący, wróciłem do mojego przytulnego burdelu, gdzie zamierzałem w spokoju położyć się spać. Przed snem napisał do mnie Anglik, z którym w Laosie paliłem opium. Pochwalił się, że podobnie jak ja, jest teraz na wyspie Hong Kong i czy nie ustawię się z nim na piwo. Poznał Angielską Aktorkę Porno, która jutro również miała się pojawić. Zapowiadało się znakomicie… (Rozdział przeniesiony do książki).


Najzabawniejsza książka podróżnicza na polskim rynku.

 
Książka z czarnym humorem

Następna historia:
Thrilla in Manila

Related Post