Indonezja – Przyłapany na gorącym uczynku

18 April 2016 Indonezja, seks 7 Comments
Ubud na Bali

Ubud na Bali to taka mała mieścina w centralnej części wyspy, gdzie jest mnóstwo świątyń, ośrodków do medytacji i do jogi. W skrócie: nie ma nic do roboty. I wszyscy turyści, którzy się tam osiedlają, zaczynają po pewnym czasie „pierdzieć lawendą”. Wegeteriańskie jedzonko, sesja jogi, sesja medytacji, zero alkoholu. Normalnie idealna miejscówa dla mnie. Nie wiem, jak ja się w to wplątałem, ale siedziałem tam prawie dwa miesiące.


Kult Benjamina Buttona

 
W miejscowości Ubud na Bali panuje kult Benjamina Buttona. Wszyscy chcą z każdym dniem wyglądać młodziej. Chodzą na masaże, uczęszczają na jogę, odżywiają się pestkami dyni i słonecznika, a wszystko po to, by młodziej wyglądać. Tak jakby czas nie biegł dla wszystkich ludzi jednakowo.

Zrobiłem małe rozeznanie w necie i znalazłem gościa, który wynajmował chatki na dłuższy czas. Po wymianie kilku wiadomości ustawiliśmy się na oglądanie. Prawdę mówiąc, gdy pierwszy raz zobaczyłem tamtego człowieka, miałem ochotę uciekać. Facet wyglądał jak morderca. Był gruby, obwieszony złotem jak chodzący lombard i na dodatek miał bliznę na poliku. Matki na jego widok zabierały dzieci z ulicy. Gdyby Pudzian go zobaczył, momentalnie narżnąłby w portki ze strachu.

A co najśmieszniejsze, facet okazał się tak sympatyczny i serdeczny, że aż chciało się go przytulić. Po prostu wcielenie dobroci. Nawet gdy otworzył usta, brzmiał jak śpiew małych aniołków. Jedynym jego obowiązkiem było podawanie ludziom śniadań i sprzątanie co kilka dni. Nie miał zbyt wiele roboty, bo domków było w sumie pięć. Ja zajmowałem ostatni, skąd miałem widok na pole ryżowe w Ubud na Bali.
 
pole ryżowe na bali
 

Życie nocne w Ubud na Bali

 
Życie nocne w Ubud na Bali nie rozpieszczało. Pełno było barów z muzyką na żywo, gdzie żeby ze sobą pogadać, trzeba krzyczeć sobie do ucha. Ale czego się spodziewać po miejscu, w którym flaszka wódki kosztuje prawie 200 złotych! Pamiętam, że gdy zawitałem do monopolowego i usłyszałem cenę, to aż ugięły się pode mną nogi. Serce waliło mi jak oszalałe, a przez głowę przeszły mi miliony myśli. Wybiegłem ze sklepu cały zapłakany i przez kolejne dwa dni ryczałem w poduszkę.

Gdy poszedłem zobaczyć, czy w hostelach coś się dzieje, okazało się, że jedyną rozrywką była gra w beer ponga. Ludzie na Zachodzie po prostu szaleją za tą grą. Ja jakoś nigdy się tym nie jarałem. Kiedy przychodzę do baru, to głównie po to, żeby się napić jak człowiek. Dlaczego więc ktoś stawia jakąś aktywność przede mną, która jest przeszkodą na drodze do celu? Ktoś, kto jest świetny w beer ponga, jest strasznie chujowy w życiu. W Polsce najpopularniejszą grą pijacką jest… picie. Najlepiej do momentu, w którym już ledwo chodzisz i zaczynasz przez pomyłkę dłubać w nie swoim nosie. Wtedy wygrywasz. Jeśli kumpel musi zamawiać Ci taksówkę, potem w trakcie jazdy obryzgujesz całą tapicerkę i samego siebie – wtedy możesz czuć się zwycięzcą.

A już najlepiej jest, jeśli taksówkarz pomaga Ci wejść do domu. Widzi, jak walisz łbem o balkony, bo nie możesz trafić do klatki… Wtedy możesz otwierać szampana. Na tym właśnie polegają gry pijackie w Polsce.


Poranna niespodzianka

 
Ale któregoś dnia z braku laku poszedłem do jednego z tych barów z muzyką na żywo. I przez kilka godzin grałem w najpopularniejszą polską grę pijacką. Z baru wychodziłem w takim stanie, że w niektórych krajach uznaliby mnie za martwego. Ale pamiętałem tylko, że nie wychodziłem sam…

Obudziłem się koło południa z ciężkim kacem i skumałem, że faktycznie nie jestem sam. Leżała obok mnie jakaś dziewczyna, której – prawdę mówiąc – nigdy nie widziałem na oczy. Byłem pewien tego, że wychodziłem z jakąś dupą z lokalu, ale daję słowo, że wyglądała inaczej. Coś więc musiałem przeoczyć. Gdy laska się wybudziła, przedstawiliśmy się sobie i pobajerzyliśmy chwilę. Sekundę potem laska zaczęła mi wrzucać. Nie bardzo wiedziałem, jak się do tego odnieść, bo nic nie pamiętałem. Usiadłem na łóżku i zacząłem sprawdzać coś w internecie.

– Może byś mi zrobił coś do jedzenia? – zapytała z wyrzutem.
– Przecież dopiero co usiadłem. Daj mi chwilę.
– A co robiłeś do tej pory?
– Leżałem.


Kłótnia z kobietą

 

Wpadła w szał. Miała to wymalowane na twarzy. Podniosła się i stanęła nade mną. Wiedziałem, że zaraz wybuchnie.

– Pamiętasz, że wczoraj uprawialiśmy seks?
– Uprawialiśmy? – zapytałem ze zdziwieniem.
– Tak. Widzę, że nic nie pamiętasz. Wiesz, dlaczego kobiety udają orgazmy?
– No powiedz mi.
– Bo to smutne patrzeć na to, jak dorosły mężczyzna płacze. Jesteś takim samym dupkiem jak wszyscy faceci. Dla ciebie gra wstępna to rozpięcie rozporka i splunięcie na fiuta. Każdy nowy facet, z którym idę do łóżka, jest trochę jak zawieja śnieżna. Nie wiem, kiedy przyjdzie, ile centymetrów przyniesie i jak długo to, cholera, potrwa. Takich jak ciebie trzeba trzymać krótko. Maksymalnie do rana.
– Dobra, więc możesz już wyjść! – Wskazałem palcem na drzwi.
– Chcesz mnie tak wyrzucić? – krzyknęła.
– Nie. Chcę, żebyś sama wyszła. Albo w sumie nie. Zrobimy inaczej. Tam są klucze, możesz sobie siedzieć tutaj tyle, ile chcesz. Potem oddaj je typowi, który ogarnia te domki. Jest gruby i wygląda jak morderca. Poznasz go na pewno.

Wstałem, ubrałem się, umyłem zęby, zapakowałem laptopa do plecaka, wyszedłem z domku, wsiadłem na skuter i pojechałem do biura coworkingowego. Tam pracowała jedna Polka, która właśnie wyjechała do ojczyzny. Ale tego poranka zauważyłem jej obecność. Nie wiem, co było takiego w jej laptopie, że zawsze wiedziałem że to jej. Pewnie obudowa.
 

laptop mac

Nie wiem, co było takiego w jej laptopie, że zawsze wiedziałem, że to jej. Pewnie obudowa.

 

Polskie Linie Lotnicze LOT

 
Po trzech tygodniach picia z rodziną wreszcie zjawiła się w biurze. Podszedłem do niej i zauważyłem, że na jej stoliku leży wafelek Prince Polo. Przypominam, że rzecz się działa w Indonezji.

– Celowo wiozłaś tego wafelka z Polski?
– Nie. Leciałam z LOT-em i na pokładzie nam je rozdali.
– Kurde, ja się po polskich liniach lotniczych spodziewałem bardziej swojskiego klimatu. Że wiesz, zamiast jakichś rozpaćkanych wafelków dają Ci pajdę chleba i pasztetową, królową polskich wędlin. W drugą rękę dostajesz kawałek kaszanki i potem stewardesa chodzi z otwartym słoikiem musztardy, żeby można sobie zamoczyć kaszankę. To byłby klimat, a nie jakieś, kurwa, wafelki.
– Ty masz pomysły! – skomentowała. – Może od razu chodziliby z garnkiem grochówki i babka chochlą do zupy nalewałaby ludziom bezpośrednio do buzi?
– Powinni coś takiego wprowadzić. Już widzę, jak upierdoleni ludzie wychodziliby z samolotu… – dodałem.


Brak kabla

 

Gdy rozsiadłem się za biurkiem, zorientowałem się, że nie wziąłem kabla do laptopa. Bateria padłaby po kilkunastu minutach, więc nie miałem innego wyjścia, niż wrócić do mojej chatki. Tam zapewne czekała mnie kolejna kłótnia z laską z rana. Ale nie było wyjścia.

Żeby być całkowicie pewnym, że to było jedyne możliwe rozwiaząnie, podszedłem do recepcji i zapytałem, czy nie mają jakiegoś innego sposobu stworzenia energii. Typu: biegający chomik. Nie mieli nic, więc zszedłem na parking, wsiadłem na skuter i pognałem do swojego domku, który mieścił się w Ubud na Bali. Po drodze utknąłem jeszcze w korku. Lokalne kobieciny dźwigały na głowie jakieś jabłka i pomarańcze. Nie wypadało tak po prostu ich rozjechać, bo szkoda jabłek…
 
bali hinduizm
 
Po dwóch minutach przebrnąłem jakoś przez tę procesję i szedłem już wzdłuż innych wynajętych chatek. Moja była na samym końcu. Gdy znalazłem się kilka metrów przed drzwiami, zobaczyłem, że są uchylone. Były dwie możliwości. Albo laska nadal okupuje mój domek i pozastawiała pułapki jak w filmie „Kevin sam w domu”, albo ktoś mnie okrada.


Przyłapany na gorącym uczynku

 
Po cichutku uchyliłem drzwi i zerknąłem do środka. Spodziewałem się, że za chwilę spadnie na mnie fortepian albo wywalę się na rozsypanych po podłodze kulkach. W pomieszczeniu nie było nikogo, ale drzwi od kibla były zamknięte, co się nigdy nie zdarzało. W szparze pod drzwiami tliło się nieśmiało światło. Gdy wsunąłem się do pokoju, usłyszałem, że z kibla dochodzi jakaś melodia. Przystawiłem ucho do drzwi i upewniłem się, że to ktoś śpiewa ze środka. Nabrałem powietrza, podwinąłem rękawy, przygotowując się do ewentualnej walki, i wtargnąłem do środka.


Niezręczny moment

 
Moment, w którym zrozumiałem, co zobaczyłem, był najbardziej niezręczny w moim życiu. Bo o to przede mną był właściciel mojej chatki w Ubud na Bali (który wygląda jak morderca obwieszony złotem) siedzący wesoło na klopie. Srał sobie i śpiewał, ale gdy go przyłapałem – momentalnie zamilkł. Patrzyliśmy się tak na siebie bez słowa przez dobre pół minuty. Po czym odwróciłem się na pięcie i wyszedłem z pomieszczenia. Przyłapałem go na gorącym uczynku, jak obsrywa mi pokój. I choć mieszkałem tam jeszcze dwa miesiące, nigdy nie rozmawialiśmy o tym, co się stało. Tego samego dnia, pod wieczór, znalazłem zgrzewkę piwa przed drzwiami. Wiedziałem, że to od niego. Pewnie było mu wstyd i chciał się jakoś zrehabilitować. Bardzo miły gest. Sięgnąłem po jedną butelkę i spojrzałem na etykietę.

Piwo bezalkoholowe

Kurwa mać. Nie spodziewałem się, że ktoś jeszcze produkuje takie szczyny. Nie oszukujmy się, ale picie piwa bezalkoholowego jest jest spotykanie się z kobietą, która nie ma cipki…

PS Wszystkie dotychczasowe zamówienia na książki zrealizowane. Gdyby coś nie grało, piszcie na tony@bunkrowniema.pl. Czasami można odnieść wrażenie, że blog Bunkrów Nie Ma to blog o seksie. Ale to przede wszystkim blog podróżniczy. Tylko trochę inny…


Lubisz czarny humor? Chcesz więcej historii? Kup sobie książkę!

Książka czarny humor ironia sarkazm


Następna historia:
Lista kobiet do przerżnięcia przed śmiercią

Related Post