Nepal – Przemytnik

Przemytnik Bunkrów nie ma

Historia, którą za chwilę przeczytasz, jest jedną z najbardziej krzywych akcji, jakie kiedykolwiek były moim udziałem. Nie mnie oceniać jej aspekt moralny. I tak zawsze chciałem trafić do piekła. Tam poszli sami interesujący ludzie. Jeśli wierzyć w buddyjskie prawo karmy – powinienem zginąć. Powinienem zostać potrącony przez kulig organizowany przez Jeden Osiem L. Podła śmierć. Swoją drogą: ciekawe czy facet już zapomniał?


Ostatni dzień przed trekkingiem

 

Historia jest autentyczna, ale żeby uniknąć jakichkolwiek problemów z prawem, zmieniłem imiona wszystkich postaci. I jeszcze na wszelki wypadek wyrzuciłem śmieci i wytrzepałem dywany u sąsiadów. Dla bezpieczeństwa. W przeciwnym razie jutro rano zapukałoby do mnie CBŚ, CBA i PKS. A oto historia.

Siedziałem w hostelowym lobby w Pokhara w Nepalu. Planowałem z ziomkiem trasę dookoła Annapurny. Następnego dnia mieliśmy wyruszać na trekking. Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Leki, sprzęty, ciuchy, mapy. Może poza jedną drobną kwestią.
 

Jezioro Phewa, Pokhara, Nepal

Jezioro Phewa, Pokhara, Nepal


 
Byliśmy już nieźle pijani, gdy w lobby pojawił się nowy człowiek. Był łysy i non stop do każdego się uśmiechał. Usiadł po drugiej stronie wielkiego stołu, whiskey lało się nadal, my planowaliśmy trasę, aż w pewnym momencie właściciel hostelu wymyślił najsłabszą grę, w jakiej kiedykolwiek brałem udział. Wstał, poprosił o uwagę i zaczął swoje:

– Słuchajcie, zaraz na stół wyrzucę cały utarg z tego dnia. Waszym zadaniem będzie zgadnąć, ile dzisiaj zarobiłem. Pozwoli wam to zrozumieć, jaką tutaj trzepię kasiorkę.

Wszyscy popatrzyli się po sobie, kilka osób zaczęło uśmiechać się z politowaniem. Nowy zaraz zapytał:

– A co jest nagrodą?
– Kto będzie najbliżej, wygrywa piwo – odpowiedział właściciel. Po czym, nie pytając o zgodę, wypierdolił na stół utarg z całego dnia. Morda mu się przy tym cieszyła, jakby grał w Twistera z Salmą Hayek.
 
Konkurs z liczeniem kasiorki
 
Parę z nas wzięło udział w konkursie. Chyba tylko dla beki. Po wszystkim zaczęło się liczenie i wreszcie wytypowano zwycięzcę. Większość gości tak mocno podekscytowała się konkursem, że aż zawinęła się spać. Nawet mój ziomek Polak poszedł kimać. Pożegnał mnie słowami:

– Tony, tylko nie zapij za mocno. Jutro rano idziemy na Annapurnę.
– Spoko, spoko. Możesz na mnie liczyć.


Człowiek, który do każdego się uśmiechał

 

Zostały cztery osoby przy stole. Ja, nowy człowiek, który do każdego się uśmiechał, jakaś gruba bebza i właściciel. Ten ostatni postanowił jeszcze raz przeliczyć hajs. Przed wszystkim zaczął pocierać ręce i śmiać się jak czarownica. Każdy banknot oglądał z obu stron, wąchał i macał zaciekle. No cóż… Każdy ma swoje zajawki.

Gdy przeliczył wreszcie swój hajs, na miejscu pojawił się ochroniarz. Starszy facet, który pamiętał jeszcze, jak Bierut walił śmierdzące klocki w pieluchy, ale przemiły człowiek. Zjawiał się codziennie około północy, czekał, aż goście hostelowi w końcu sobie pójdą, i kładł się spać na podłodze. Gdy zjawił się tamtego dnia, właściciel pozbierał swoje pieniądze i pełen dumy poszedł kimać. Podobnie postąpiła gruba bebza. Potoczyła się do wyra. Zostałem ja, ochraniarz i nowy człowiek, który do każdego się uśmiechał. Ten od razu do mnie podszedł i zapytał z bananem na pysku:

– Mate, do you want some charlie?

„Charlie” w brytyjskim slangu oznacza kokainę. Gdybym dostał taką propozycję każdego innego dnia, zgodziłbym się bez szemrania. Ale nazajutrz czekał mnie trekking dookoła Annapurny. Ćpuranie w ramach przygotowań do podróży nie było najsensowniejszym pomysłem. Poza tym wątpiłem w to, że towar kupiony w Nepalu ma jakąkolwiek moc.

– A gdzie to kupiłeś? – zapytałem.
– Przywiozłem z domu. Mam 10 g koksu i 5 g MDMA, czystej ekstazy.
– Ale jak to? Dlaczego ja? Skąd wiesz, że ja cokolwiek ten tego i że możesz mi ufać? Hę?
– Mam wyczucie do ludzi. Wyglądasz na spoko gościa.

Chwilę potem w pokoju tego gościa rozgniatałem kilka ścieżek na blacie. Przemycanie narkotyków do Nepalu nie jest dobrym pomysłem. Zazwyczaj ten proceder odbywa się w drugą stroną. Ale z UK do Nepalu lub Indii? Gdybym to ja był celnikiem, częstowałbym podejrzanych indyjskim jedzeniem. Karmiłbym ich łyżką.

– No jemy, jemy. Za chwilę zobaczymy, co wam tam w dupach siedzi…


Przemytnik

 

Facet był z Essex i miał na imię Tom. W swoim prywatnym pokoju urządził małą spiżarnię. Miał od cholery alkoholu. Whiskey, piwa i nawet trochę żarcia. Jak mi potem powiedział, siedział w Anglii za przemyt. I nie chodziło wcale o silniki do roburów. Heh… Szmuglował koks do UK. Nie robił tego osobiście, ale miał kilku żołnierzy, którzy robili to dla niego. W żołądkach, w cipkach lub poprzyklejane gdzieś na ciałach. Gdy jeden z jego ludzi wpadł, strzelił go z ucha. Tom dostał dwa lata.

Mimo że siedziałem w jednym pokoju z kryminalistą, nie czułem zagrożenia. To był miły człowiek, żaden tam zwyrol. Gdy pierdział, mówił „przepraszam”. Gdy kichał, zakrywał ręką twarz. Miał ten angielski towarzyski szlif. Dla takiego gościa jak on zaciągnięcie laski do łóżka było jak zabranie dziecku ulubionej zabawki. Dużo pisku, krzyku i płaczu…

Po kilkunastu minutach siedzenia w pokoju zaczęliśmy wymieniać się historiami.


Dziwny fetysz

 

– Miałem kiedyś ziomka – zaczął Anglik – który uwielbiał patrzeć jak, inni faceci pieprzą jego kobietę.
– Żartujesz?
– Serio mówię. Jednego razu to sam ją pieprzyłem.
– A ona co na to?
– Nic. Cieszyła się. Taki fetysz mieli. Umawiali się ze znajomymi na taki układ. On siedział gdzieś w kącie, a ktoś inny pieprzył ją na jego oczach.
– Ja pierdolę…
– Albo inna historia – powiedział Tom. – Kiedyś spałem z laską, która miała na karku dwójkę dzieci. Gdy się dobrze naćpaliśmy, od razu wzięło nas na siebie. W pewnym momencie laska wypaliła coś takiego: „Skończ we mnie! Proszę”.
– I co jej odpowiedziałeś?
– Powiedziałem: „Zaraz, zaraz. Czy to właśnie nie w taki sposób pojawiła się ta dwójka dzieci?”.


Środki nasenne

 

Śmialiśmy się, opowiadaliśmy historie i ćpuraliśmy dalej. Po jakimś czasie zachciało nam się palić. W pokoju był zamontowany czujnik, więc zeszliśmy do lobby. Tam pewnie nasz ochroniarz spał sobie wesoło i śnił o jakimś nieogolonym nepalskim bobrze.

O dziwo, koleś jeszcze nie zasnął. I wcale nie był zadowolony z tego, że do lobby zwalili się goście hostelu. Widać było, że walczył ze snem. Jednak przez nasze gadanie jakoś nie mógł zasnąć. Po chwili zapytał:

– Słuchajcie, chłopaki, nie macie jakichś środków nasennych?

Nikt z nas nie odpowiedział.

– No macie coś? Nie mogę spać. A wy tutaj szalejecie i gadacie.

Popatrzyliśmy na siebie z Tomem, ten się uśmiechnął, puścił mi oko i już wiedziałem, o co chodzi. Zaraz odpowiedzieliśmy mu równocześnie.

– Mamy, mamy. Tylko takie w formie proszku. Chcesz?

Wciskanie MDMA zamiast środków nasennych nie jest godne naśladowania. Pójdę za to do piekła, gdzie diabeł nad moim ciałem będzie pichcił sobie szaszłyki. Nikt z nas nie wiedział, jak jego organizm zareaguje na taką dawkę ekstazy. Obawiałem się o to, że ochroniarz może spanikować i się przekręcić. Tom – przemytnik jednak nie odpuścił. Poszedł do kibla, przygotował mu działkę, którą zlepił w małą kulkę, wrócił i podał Nepalczykowi.

– Po tym pan zaśniesz jak małe dziecko – powiedział z uśmiechem.

Facet przełknął porcję i wrócił na swoje miejsce. Zawinął się w kłębek jak włóczka. My gadaliśmy dalej, kątem oka obserwując ochroniarza. Z początku nic się nie działo. Po chwili na twarzy pojawił mu się uśmiech. Ale nadal leżał zwinięty.


Zaczyna wjeżdżać

 

Po 20 minutach się podniósł i przyciszonym głosem zapytał:

– Słuchajcie, chłopaki. Coś nie mogę spać. Będzie wam przeszkadzało, jeśli delikatnie puszczę muzykę?
– Ależ oczywiście, że nie!

Facet odpalił jakąś nepalską muzykę i usiadł z uśmiechem na twarzy. Po dziesięciu minutach znowu zapytał:

– Mogę trochę pogłośnić? Będzie wam przeszkadzać?
– Ależ oczywiście, że nie.

Facet dowatował muzykę, po czym wstał i zaczął bujać głową w rytm bitu. Po 10 minutach zerknąłem na niego ponownie. Nie wierzyłem. Tom – przemytnik siedział do niego tyłem, więc nie widział, co się dzieje. Ja tylko rozdziawiłem paszczę i nie mogłem wydusić z siebie słowa. Podniosłem palec i wskazałem na ochroniarza.

– On… On tam… Spójrz!

Anglik obrócił głowę i momentalnie zaczął się śmiać. Oboje mieliśmy przed oczami ochroniarza, którego tak bardzo poniosło, że wpakował się na stół z butami. Tańczył. Cały w skowronkach. Był jednym z najszczęśliwszych ludzi na świecie. Spojrzeliśmy na siebie z Tomem i pokiwaliśmy głowami.

Chwilę potem Anglik zaczął kolejną historię. Chyba tysięczną tego wieczoru.


Kolega bez jednej ręki

 

– Miałem kiedyś zioma w Essex, który nie miał jednej ręki. Stracił ją w trakcie tąpnięcia w jakiejś kopalni. Chyba Kellingley.
– No mniejsza z tym. Co z nim?
– Nie wiem, jak to robił, ale gość świetnie pływał. Nawet bez jednej łapy. Kumasz?
– Jakim stylem? – zapytałem.
– Kraulem, żabką, ropuchą, delfinem, no, kurwa, wszystkim! Ale głównie pieskiem. Tak. Jego koronnym stylem był właśnie piesek. Miał nawet startować na paraolimpiadzie.
– Jesteś pewien, że piesek jest oficjalnym stylem na paraolimpiadach?
– A nie jest? Jestem przekonany. Pewnie, że jest!
– Ja nie do końca. I niby skąd taki talent do pływania pieskiem?
– W dzieciństwie robił wiele przekopek w piasku. Ten ruch miał wyćwiczony. Napierdalał jak kret. Serio. Radził sobie tak dobrze, że powołali go nawet do kadry paraolimpijskiej.
– W robieniu przekopek?
– Nie, w pływaniu. Na same igrzyska nie pojechał, a chwilę potem rzuciła go kobieta.
– Ciekawe, za którą rękę chodzili na spacery…
– Pewnie tę odjebaną. Heh. Kobieta odeszła od niego z jakimś piłkarzem. No cóż. Bywa i tak. W Anglii pływanie bez ręki nie jest najpopularniejszą dyscypliną sportu. Piłka nożna jest wyżej. Ranking wygląda tak: pierwsze miejsce – piłka nożna, drugie – pływanie bez ręki, trzecie – rugby. Pływanie bez ręki to drugi najpopularniejszy sport we Anglii. Kto by pomyślał?
– Hehehehe. A swoją drogą: u nas w Polsce rząd…
– Nie pierdol mi o polityce!
– Nie, nie! Ja nie z takich. Posłuchaj. Nasz chujowy rząd wymyślił jakiś program dla ratowania płodów. W skrócie wygląda to tak, że jeśli babka ma uszkodzony płód albo wie, że urodzi się niepełnospryciarz, to dostaje – uwaga! – jakieś 900 funtów.
– Jednorazowo czy co miesiąc?
– Tylko raz. Za kilkanaście lat będziemy, kurwa, potęgą na paraolimpiadzie! Nikt nas nie powstrzyma.
– Dobra, nie pierdol mi o polityce.
– Nie zamierzam. Sam nie lubię.
– Popatrz na tego, jak się rozkręcił. – Wskazał rozbrykanego ochroniarza.


Kłopoty

 

Tej nocki nie poszedłem spać. Trekking po Himalajach w takim stanie nie był najlepszym pomysłem. Mój ziomek z Polski, gdy tylko mnie zobaczył, wkurwił się nieprzeciętnie. Nie było wyjścia. Musieliśmy zostać na jeszcze jeden dzień w Pokhara. Nie mogłem iść naćpany w Himalaje.
 
Naćpany w Himalajach
 
Z samego rana poszedłem do recepcji w hostelu, gdzie już siedział właściciel. Ten od liczenia pieniędzy.

– Jak widać, jeszcze tu jestem – powiedziałem z uśmiechem. – Jeszcze jedną nockę poproszę.
– Siadaj, Tony – powiedział z bardzo, ale to bardzo poważną miną. – Musimy porozmawiać.
– Co się stało?
– Wiesz, że mamy w hostelu kamery, prawda?
– Nie wiem. A coś się stało? – Poczułem, jak ze zdenerwowania zaczyna chodzić mi noga.
– Ty mi powiedz, co się stało.
– O czym pan mó… mówi?
– Może ujmę to tak… – Wstał i obszedł biurko dookoła. – Nie mamy dla ciebie łóżka na dzisiejszą noc. Najlepiej byłoby, gdybyś się spakował i usunął się z hostelu.
– Ale dlaczego?
– Ty już, kurwa dobrze wiesz dlaczego!
– Ale ja…
– Cicho. Lubię cię, Tony. Szczerze cię lubię. Ale jesteś okropnym człowiekiem. Co wy daliście temu ochroniarzowi? Ja dzisiaj nad ranem dostałem od niego jakieś dziwne wiadomości. Teraz patrzę na monitoring, a skubaniec tańczył po stołach. Co wy mu daliście?
– Zapaliliśmy z nim zioło.
– Zapaliliście z nim zioło. No tak… – A czy ja nie mówiłem, żeby nie palić w lobby? Wyjdźcie sobie chociaż na parking.
– Zdecydowanie. Popełniliśmy błąd. Już nie będziemy. Przepraszamy.
– To nic nie da. Wylatujesz i tak. Tom już wyleciał. Idź sobie tutaj naprzeciwko. Mają jeszcze pokoje. U mnie spać już nie będziesz.

Zwinąłem swoje rzeczy i polazłem do hostelu obok. Przez cały dzień zdychałem jak pies. Musiałem dobrze wypocząć przed trekkingiem dookoła Annapurny. Ciekawe, jak czuł się ochroniarz…


Chcesz 100 historii więcej? Kup książkę już teraz. Wysyłka gratis!

 
Książka Bunkrów Nie Ma Okładka

—-
Następna historia:
Trekking Dookoła Annapurny

Podobało się?