73 nowe historie, które przeczytasz w drugiej książce!

Bunkrów nie ma II część 2

Jeśli nie czytałeś jeszcze drugiej książki Bunkrów nie ma II, poniżej wrzuciłem wszystkie 73 historie, których nie znajdziesz blogu. Dostępne są tylko w drugiej książce. Do każdej z nich dorzuciłem ilustrację i krótką zajawkę. Ponad te niedostępne historie z książki, kolejne 12 opublikowałem również na blogu. Razem daje to 85 historii, które spisałem na 540 stronach książki z bardzo czarnym humorem.

Ten wpis dedykuję wszystkim tym, którzy w Google wpisują: Bunkrów nie ma 2 chomikuj, Bunkrów nie ma II pdf

No to lecimy…


Jagody

Wyobraź sobie, że jesteś młody i przystojny. Wylądowałeś na wyspie Margarita w Wenezueli, na którą przypłynęło 600 studentek medycyny. Same gorące dupy. Jeśli są wśród nich faceci, to same lamusy.


Baza wojskowa

Baza wojskowa bunkrów nie ma 2

Do Kolumbii pierwszy raz przyleciałem na ślub koleżanki z Polski. Zaprosiła mnie ledwo po tym, jak wróciłem z Wenezueli. Wesele swojej byłej jest ciekawym przeżyciem. Tym bardziej jeśli jesteś jedynym reprezentantem od strony panny młodej. Ale o tym wiedzieliśmy tylko ja i Marta…


Ślub na plaży

Bunkrów nie ma 2

Sytuacja z sukienką okazała się mniej poważna niż myślałem. Gdyby ta należała do Marty, pewnie dałoby się to jakoś ukryć. Mogłaby powiedzieć, że w Polsce mamy taką tradycję. Że dużo węgla, wszystko ujebane w sadzy i kleju. Problem w tym, że brudna sukienka należała do żony generała.


Jak wylądowałem w niemieckiej dupie

Bunkrów nie ma 2

Wszystko, czego się w życiu doświadcza, musi mieć swój pierwszy raz. Nieważne, czy chodzi o namiętny pocałunek, czy o gwałt na zakonnicy…


Niemcy – Kitkat

Kitkat Berlin

Minęło czternaście lat, odkąd pierwszy raz usłyszałem o klubie KitKat w Berlinie. Nigdy go nie odwiedziłem. Może i dobrze. Pod koniec stycznia znajomi zaproponowali mi wycieczkę do Niemiec na weekend. I tak od słowa do słowa ktoś wspomniał o klubie KitKat.


Jak przetrwać w więzieniu

Bunkrów nie ma 2

Minęło kilka lat. W między czasie napisałem książkę. Postanowiłem wrócić do Ameryki. Jak to zwykle bywa, byłem spóźniony na samolot. Biegłem, ile sił w nogach. Serce waliło mi tak mocno, że rozpruło koszulkę.


Król krypto

Andy’ego znam dwanaście lat. Pierwszy raz skumaliśmy się w Hongkongu. Drugi raz – pół roku później w Singapurze. Trzeci raz – w Bułgarii. Nigdy nie miałem okazji lepiej go poznać. To jeden z tych ludzi, którego znasz na „cześć”, a nie wiesz nawet, jakie ma nazwisko.


Barszcz z karaluszkami

Bunkrów nie ma 2

Po kilku dniach w Cancún Andy zaproponował mi wycieczkę do mniej turystycznej części Meksyku.

– Jest taka jedna miejscówka w stanie Chiapas, gdzie co roku odbywa się jakiś chory festiwal kulinarny – tłumaczył Andy.

– A co jedzą? – zapytałem.

– Wyobraź sobie, że siedzimy tam i nagle lezie po tobie ohydny czarny robal. Nie widzisz go, ale ja krzyczę do ciebie z przerażeniem: „Uważaj, kurwa! Coś po tobie chodzi”. Strzepujesz to dziadostwo na podłogę. Jeszcze przez kilkanaście minut mocno bije ci serce. Bierzesz prysznic i zmieniasz ciuchy.


Rabusie z Lago Atitlan

Bunkrów nie ma 2

Wulkan San Pedro w Gwatemali to majestatyczny stożek wychodzący wprost z jeziora Atitlán. To nie natura sprawia, że wszyscy się go boją. To lokalni bandyci, którzy napadają na turystów. W każdym przewodniku czy filmie w internecie wszyscy przestrzegają przed tą górą. Po sieci krążą zdjęcia turystów z poucinanymi rękoma, bez paszportów i ciuchów. Jednemu z kanadyjskich wspinaczy ukradli pralkę. Bydlaki! Ja postanowiłem ich wykiwać i wbrew przestrogom wspiąć się na szczyt. Gdy opowiedziałem o swoim pomyśle lokalnym Gwatemalczykom, ci popukali się w swoje gwatemalskie głowy.


Jak Matuzalem zrujnował ZUS

Bunkrów nie ma 2

Wylądowałem na lotnisku we Flores. By dostać się na teren Tikál, miałem do pokonania siedemdziesiąt kilometrów. Poleciałem tam tylko po to, by zobaczyć jedne z największych piramid wzniesionych przez Majów. Na miejscu czekał na mnie Andy.


Wybuch wulkanu

Bunkrów nie ma 2

Uwielbiam aktywne wulkany z gorącą lawą. Nic tak nie potrafi ogrzać człowieka po chłodnym dniu. Ciepło ogniska od zawsze sprzyjało długim rozmowom. O sensu życia, o szczęściu, o podróżach. Gdy dojechałem do Managui w Nikaragui, niezwłocznie zapisałem się na wycieczkę na krawędź aktywnego wulkanu. Andy wrócił do Stanów. Zaprosił mnie do siebie. Zgodziłem się, ale najpierw Nikaragua i Panama.


Jak kupiłem wyspę?

Bunkrów nie ma 2

Isletas de Granada to archipelag 365 prywatnych wysp, które powstały po wybuchu wulkanu. Zamieszkują je nieprzyzwoicie bogaci obywatele Nikaragui. Kiedy jedni pławią się w luksusach na wyspach, inni głodują na kontynencie. By zobaczyć wyspy, trzeba wykupić wycieczkę łodzią. Da się tam przekimać, ale kosztuje to fortunę. Czy można zobaczyć taką wyspę od środka? Tak. Wystarczy ją kupić. I tak zrobiłem.


Pieniądze szczęścia nie dają

Bunkrów nie ma 2

Kierowca odpalił silnik, wycofaliśmy kilka metrów do tyłu, po czym sternik wrzucił całą naprzód. Wcisnęło mnie w fotel. Koleś dowalił do pieca. Usiadłem na dziobie, gdzie emocje były największe. Pruliśmy po jeziorze jak szaleni. Dla samego szusowania po wodzie warto było trochę nakłamać.


Jak się spuścić w kanał?

Kanał Panamski

Jak każdy turysta w Panamie zapisałem się na wycieczkę po kanale. Wiele o nim słyszałem. Że jest wilgotny, ciasny, ciepły w środku, pokryty śluzem i nie da się go przelecieć… Rozmarzyłem się. Ją też przejął mi jakiś Amerykanin. Beata, ty suko! Jak mogłaś mnie zostawić…


Jak przesmyknąć się przez Darien

Ocknąłem się w środku nocy. Spojrzałem na zegarek. Było kilka minut po czwartej. Z namiotu Adama dochodziło światło. Wyszedłem na zewnątrz się odlać. Gdy wracałem, minąłem wejście do niego.


Detektyw

Bunkrów nie ma 2

Pod koniec lutego mój szef wymyślił sobie, że zabierze mnie na prawdziwe brazylijskie barbecue. Idea polegała na tym, że na wejściu płacimy po 100 dolarów i kelner co chwilę przynosi kolejne kawałki steka. Mieliśmy zacząć w restauracji w centrum Minneapolis, by potem skończyć w klubie. Od mojego przyjazdu do Stanów zdążyłem zarosnąć. Postanowiłem iść do fryzjera. Nie było daleko, bo jeden salon widziałem zaraz obok mojego mieszkania.


Dzień św. Patryka

Bunkrów nie ma dzień św. Patryka

Następnego dnia Amerykanie obchodzili Dzień św. Patryka. Dla Amerykanów to bardzo ważne święto. Większość ludzi irlandzkiego pochodzenia spędza go spokojnie w domu, wymiotując przez całą noc. Przypomina to trochę festyn w małym miasteczku w Polsce. Albo nasze wesele, tak o trzeciej nad ranem.


Eksperyment Miligrama

Bunkrów nie ma Eksperyment Milgrama

Obracałem się nerwowo na sedesie w poszukiwaniu papieru. Usłyszałem dzwonek do drzwi. To zawsze moment wyboru. Spieszyć się i otworzyć? Czy skończyć i nie wiedzieć, kto przyszedł? Po papierze nie było ani śladu. Ze spuszczonych do kostek spodni wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do Andy’ego. – Słuchaj, wejdź do środka. Ja jestem na sedesie i trochę mi to zajmie.


Molly

Usa Molly Bunkrów nie ma 2

Gdy nadszedł weekend, wybraliśmy się z Andym do klubu. Austin słynie z muzyki na żywo, której nie znosiłem. Żeby znaleźć normalny klub, trzeba się namęczyć. Szukałem czegoś pospolitego. Z nabitym bramkarzem, pięknymi kobietami i dychą na sznurku w kiblu. Andy się przygotował. Wzięliśmy po tabletce ze stemplem smoka. On ją połknął, a ja dodatkowo pogryzłem, by szybciej wjechała. Ten smoki były naprawdę mocne. Ale z początku nic nie kopnęło. W połowie zacząłem się wkurwiać na gościa, który orżnął Andy’ego. Napiłem się wody. Nadal nic nie czułem, aż tu nagle ŁUBUDU!


Kto zabił Kennedy’ego

Kto zabił Kennedyego Bunkrów nie ma

Andy wynajmował swój apartament pod Airbnb. Do dyspozycji gości udostępnił pięć pokoi na dolnym piętrze. Były obszerne, z wielkimi oknami wychodzącymi na panoramę Austin. Wewnątrz każdy z gości cieszył się łóżkiem i biurkiem. Łazienkę oraz kuchnię mieliśmy wspólną. Tworzyły się zatory i korki, ale dzięki temu ludzie wpadali na siebie i mieli szansę pogadać. Andy nie pozwalał zwykłym ludziom spać dłużej niż tydzień – taką miał zasadę. Musiałeś być zdrowo walnięty, by w ogóle wziął pod uwagę, by zatrzymać cię na dłużej. Wszelkie dziwadła, ćpuni, wykolejeńcy i piękne kobiety były mile widziane.


Sekrety amerykańskich patusów

Sekrety amerykańskich milionerów

Wracaliśmy z Andym z wycieczki do Nowego Orleanu. Pędziliśmy autostradą międzystanową. Po prawej minęliśmy hotel przypominający piramidę.

– Widziałeś piramidy w Egipcie? – zapytał Andy.

– Tak. Parszywe miejsce.

– Czemu?

 – Bo jest przegniłe od turystyki. Dookoła roi się od wszelkiej maści oszustów i cwaniaków.

– O to chciałem zapytać. Oszukiwałeś kiedyś oszustów? – zaśmiał się Andy.


Kara śmierci za narkotyki

Kara śmierci za narkotyki

W Indonezji za handel narkotykami i ich przemyt grozi kara śmierci. Gdy przychodzisz na posterunek policji z plecakiem pełnym grzybów i haszu, jest to jak igranie z otwartym ogniem. Są lepsze sposoby na niedzielne popołudnie. No cóż, mówi się, że człowiek uczy się na błędach. Nie wiem który. Na pewno nie ja.


Wulkan Mount Rinjani

 Wulkan Mount Rinjani

To był dzień jak każdy inny. Siedziałem na kiblu i pisałem pogróżki do lokalnego sierocińca. W tamtym czasie na moje konto wpłynęła pokaźna sumka pieniędzy. Większość z tej kasy sumiennie wydałem na dziwki i alkohol. A resztę… Ech, aż wstyd się przyznać. Przepuściłem na głupoty.


Kobiety

Bunkrów nie ma kobiety

Okaż kobiecie zazdrość, a kompletnie zmieni o tobie zdanie. Nie ma znaczenia, że przez cały ten czas uważała cię za pewnego siebie faceta. Zmięknij na chwilę, pokaż kompleks, a zniszczysz wszystko, co tak mozolnie budowałeś. Choćbyś zabrał ją na wycieczkę dookoła świata, lizał cipkę całymi tygodniami, a jej matce zbudował nowy karmnik dla sikorek… Nie będzie miało to znaczenia. Zostawi cię, gdy tylko znajdzie sobie innego faceta w pobliżu. Takie są kobiety.


Oczy szeroko zamknięte

Oczy szeroko otwarte

Na mapie Filipin znalazłem małą wyspę – Pamilacan. Według wielu opinii w necie była rajem na ziemi. By skomplikować sobie życie, zabrałem tam Christinę. To była zła decyzja. Po wszystkim czułem się, jakby otoczyły mnie karaluchy. By dostać się na wyspę, musieliśmy się nieźle namęczyć…


Bo tajfun to nie są rurki z kremem

Tajfun

Tajfun to nie są rurki z kremem. Ludzie tracą dach nad głową. Fala powodziowa pochłania ich dobytek. Krowy i sąsiedzi latają nad głową. Nic fajnego. Ja nie podszedłem do niego poważnie. I właśnie przez moje lekceważące podejście Christina wylądowała w szpitalu. Ale zacznijmy od początku.


Startup

Startup

Po którymś z kolejnych wypadów do dzikich krajów wróciłem do Polski i znalazłem sobie robotę przez neta. Francuz, jego siostra i koleś, który ją posuwał (o tym dowiedziałem się później), zaproponowali mi robotę. I choć liczyłem, że wskoczę na miejsce tego ostatniego, okazało się, że będę pracował nad startupem dla inwestorów.


Zieloni Khmerzy

Zieloni Khmerzy

Borneo to ogromna wyspa, którą Indonezja dzieli z Malezją i Brunei. W świadomości Europejczyka pojawia się zazwyczaj jako antybohater. To bzdura. Borneo to unikalna w skali świata bioróżnorodność ciągników zrywkowych, pił mechanicznych i równiarek. Badacze zidentyfikowali ponad czterdzieści różnych rodzajów spycharek. Niektóre z nich są wyposażone w głębokobieżnikowe kolce, idealne do przebijania się przez żyzną glebę. Inne gatunki koparek idealnie przystosowały się do ekosystemu. Osiągnęły to dzięki szczypcom z ostrzami zdolnymi do rozrywania drzew z dużą prędkością. Harmonia między gatunkami jest niezachwiana. Spychacze zapobiegają grzęźnięciu równiarek w zaroślach. Wielkie ciężarówki wspomagają spychacze, gdy te plączą się w drewnie. Na koniec równiarki przepychają cały urobek, by spocone ciężarówki mogły bez stresu poruszać się w jedną i drugą stronę. Cały ekosystem się zamyka i współgra ze sobą od tysięcy lat.


Bitwa w restauracji

Bitwa w restauracji

Po powrocie z Kinabatangan wszyscy uczestnicy rejsu po rzece mieli się spotkać w restauracji. Sandakan to ohydne miasto, w którym z najlepszej restauracji już dawno temu zwiały karaluchy. W związku z tym nasz przewodnik zaproponował chińską knajpę poza miastem. Zastanawiałem się, czy jechać. Nie chciałem dłużej słuchać tego pierdolenia o klimacie. Jeśli pojawią się wszyscy – pokłócą się. Jeśli pojawi się jedna część sporu – to będą jechać po nieobecnych.


Jak wbiłem się na pogrzeb

Mieszkałem wtedy w Ubud na Bali, gdy wszedłem do kuchni biura coworkingowego. Kilku ludzi dywagowało nad przyszłością planety i przeludnieniem. W kącie ktoś przyrządzał świeżą matchę…


Noc w trumnie

Noc w trumnie

Nie wierzę w duchy. Może dlatego niespecjalnie przepadam za horrorami. Oglądam je i się śmieję. Są nielogiczne. Większość bohaterów nie ma za grosz instynktu przetrwania. Zamiast uciekać, na siłę próbują rozwikłać zagadkę. Później pojawia się potwór i mówi: „BUUUU!”. Gdy szykowałem się do odwiedzin u rodziny Budiego, byłem wyluzowany. Ci ludzie żyli z trupem na chacie. I co z tego? Niech pierwszy rzuci kamieniem, co… No dobra. Co miałoby się stać? Gość nie żyje, nie? Co się może stać? Nic mi nie grozi. Wtedy nie wiedziałem, że będzie to jedna z najbardziej przerażających nocy w moim życiu.


Zajawka

Zajawka

Na północnym krańcu wyspy Papua znajduje się jedno z najbardziej idyllicznych miejsc w Indonezji – Raja Ampat. Gdy pierwszy raz dowiedziałem się o tym archipelagu, stwierdziłem, że to kit. Kolejna miejscówka reklamowana przez przemysł turystyczny jako raj na ziemi. Ile razy słyszałem tę opowieść? Malediwy, Bora-Bora, nawet Tajlandia – wszyscy promują swoje plaże, jakby były z innego świata. Lepszego, gdzie zawsze świeci słońce i człowiek pozbywa się zmartwień. Na Raja Ampat odnalazłem taki stan. Przypadkiem. I wcale nie dzięki zapierającej


Trzęsienie ziemi

Trzęsienie ziemi

Sumatra jest jednym najbardziej aktywnych sejsmicznie obszarów na kuli ziemskiej. Pokochali to lokalni koszykarze, którzy chwalą, że piłka sama się tutaj kozłuje. Ubolewają natomiast strzelnice sportowe. Ludzie jebią po ścianach, a najwyższy odnotowany do tej pory wynik wyniósł cztery na sto. Na północy Sumatry ziemia trzęsie się co kilka dni. W ciągu roku liczba trzęsień sięga około 115. Inne aktywne sejsmicznie miejsca na ziemi mogą sobie tylko pomarzyć o takich wynikach. Ziemia na Sumatrze opanowała trzęsienie do perfekcji. Zaczęła od skromnych trzęsionek. Potem przeczytała książkę „Sekret”, która uświadomiła jej, że czasami wystarczy mocno chcieć. I masz, przywaliło wybuchem na Krakatau. Obecnie nie każde z trzęsień jest tragiczne w skutkach. Często to lekkie drgania, których ludzie nawet nie odnotowują.


Pub crawl

Zawsze jak się nudzę, to zaczynam się masturbować. Odkąd to odkryłem, rodzina przestała zapraszać mnie na pogrzeby. Nuda dopadła mnie też w Sydney. To wspaniałe miasto, w którym według statystyk żyje się najlepiej na świecie. Pracę na miejscu zaczynałem za kilka dni. Czy jest łatwiejszy sposób na poznanie ludzi niż runda po barach z przypadkowymi osobami?


Tora tora tora

Tora tora tora Bunkrów nie ma II

Urodziłem się i wychowałem w Polsce. W nędzy lat dziewięćdziesiątych. W domu była tak dotkliwa bieda, że stary nie miał siły mnie napierdalać. Z głodu. Przy realnych problemach związanych z ciągłym niedostatkiem nikt nie tworzył sztucznych problemów. A czym są te wydumane, skumałem dopiero w Australii. Pracowałem tam zaraz przed covidem, w trakcie największych pożarów w Sydney. Zrozumiałem, na czym polega poprawność polityczna. Skumałem też, jak ciężko żyje się w społeczeństwie, w którym trzeba udawać kogoś, kim się nie jest. Popełniłem masę błędów. Nie pierwszy raz w życiu. Kiedyś było podobnie. Zorganizowałem gangbang, ale cóż… widziałem się w trochę innej roli.


Człowiek, który wiedział wszystko

Bunkrów nie ma II

W piątek po pracy otwieraliśmy kilka browarów i win, by jakoś puścić w niepamięć zeszły tydzień. Wszystko na koszt biura coworkingowego. A tak naprawdę to moim szefów, którzy co miesiąc musieli owe biuro opłacać.


Casting

Bunkrów nie ma II

Wróciłem do Sydney. Po kilku dniach spędzonych w małej klitce z Airbnb postanowiłem rozejrzeć się za pokojem na wynajem. Nie było łatwo. Raz – że interesowały mnie tylko dwa miesiące. A dwa – nie potrafiłem przejść przez casting. Cholera wie dlaczego. Szukałem, pisałem zapytania i praktycznie zero odzewu. Tak było i tym razem. Ledwo oferta pojawiła się na Flatmate Finders, momentalnie napisałem do gościa.


Jak przerżnąć w kasynie

Bunkrów nie ma II

Makao to największa pralnia pieniędzy w Azji. Głównie ze względu na swojego sąsiada, do którego należy. Chiny. To kolos z najszybszym przyrostem milionerów na świecie. Nie ma drugiego takiego kraju, w którym tak kochano by hazard. Każdy, kto jeszcze nie uciekł z kapitałem z kraju, zastanawia się, jak uchronić swój majątek. Według chińskich przepisów z kraju można wywieźć maksymalnie do 50 tysięcy dolarów rocznie. Przemyt większych sum nie ma sensu, nawet jak ktoś będzie po cichu wywoził monety w żołądku. Przy kilku milionach dolarów nie starczyłoby życia, by wynieść się z hajsem za granicę


Pęknięta guma

Bunkrów nie ma II

Podchodzisz na skraj przepaści. Spoglądasz w dół. Ponad 230 metrów niżej gapią się na ciebie ludzie. Ich sylwetki są wielkości główki od zapałki. Został tylko jeden krok, a będzie po tobie. Wszystkie problemy przestaną mieć znaczenie. Uwolnisz się. Niby wiesz, że nic ci się nie stanie, a jednak paraliżuje cię strach. Dzieli cię zaledwie kilka centymetrów od potencjalnej śmierci. Na plecach czujesz oddech Chińczyka. Trzyma cię za ubranie. Próbuje wypchnąć. Nie dajesz się. Nalega mocniej, byś skoczył. Połową ciała wisisz nad przepaścią, zastanawiasz się, czy da się z tego wycofać. Zapłaciłeś za to. Aż 2000 dolarów za świadome samobójstwo! To Makau, miejsce najwyższego na świecie skoku na bungee – 233 metry!


Ekonomia

Bunkrów nie ma II

Kocham oszczędzać. Szczególnie w podróży. Gdy przyleciałem do Chin, postawiłem sobie za punkt honoru, by wydać jak najmniej siana. Podstawą oszczędzania jest samokontrola. By uniknąć niepotrzebnych wydatków, postanowiłem rozedrzeć większość pieniędzy na pół. Całość spuściłem w klopie. W ten sposób uniknąłem pokusy ich wydania. Potem poszedłem o krok dalej. By przyciąć na kosztach noclegu, znalazłem hotel w pekińskiej dzielnicy rzeźników. Tańsze od niej były ta z prostytucją i z utylizacją śmieci. Pierwszą odrzuciłem, bo ryzykowałbym bankructwo już pierwszej nocy.


Sprzedam córkę za dwa woły

Bunkrów nie ma II

Jedną z najdziwniejszych tradycji w Chinach jest targ matrymonialny. Zdesperowani rodzice próbują znaleźć drugą połówkę dla swych dzieci. W przeciwieństwie do Indii tutaj młodzi mają coś do powiedzenia. Aranżowane małżeństwa to przekleństwo każdego Hindusa. Pracowałem kiedyś z jednym, któremu starzy wybrali żonę. Co za dramat! Chłop był zdewastowany…


Królestwo małych ludzi

Bunkrów nie ma II

Na mojej liście kobiet do zerżnięcia przed śmiercią od zawsze widniała pozycja: trójkąt z dwiema karlicami. Mijały lata, a ja nie potrafiłem spełnić swych skromnych marzeń. Przybiłem tę listę na drzwiach wejściowych do chaty. Chciałem się zmobilizować. Za każdym razem, gdy w drzwiach pojawiali się goście, wszyscy wypytywali o tę pozycję. Wielu nie wierzyło. Nie obyło się bez kpin


Autostopem przez wyspę

Bunkrów nie ma II

Nigdy nie uważałem się za autostopowicza. Byłem w tym beznadziejnie słaby. Popełniałem mnóstwo błędów, przez co nikt nie chciał mnie zabrać. Śmierdziałem, nie myłem się i cały czas chodziłem w kominiarce. We dwójkę wcale nie było lepiej. Mój kompan klęczał z rękoma podniesionymi do góry i płakał jak dziewczynka. Ja stałem nad nim w kominiarce, z ręką schowaną przy kaburze wpiętej w kurtkę. Mimo szczerych chęci zawsze kończyłem na dworcu autobusowym, gdzie zmarznięty kupowałem bilet.


Jak wylądowałem w psychiatryku

Bunkrów nie ma II

Wylądowałem w Seulu. Z miejsca napisałem do właściciela mojego pokoju na Airbnb, co tu robić.
Może weź prysznic – odpisał. – Musisz być zmęczony po podróży. Polecam też coś zjeść. My w Korei zazwyczaj jemy o tej porze.


Wojna koreańska

Bunkrów nie ma II

Znalazłem się w Seulu. Z miejsca napisałem do właściciela mojego pokoju na Airbnb, co tu robić.

– Może weź prysznic – odpisał. – Musisz być zmęczony po podróży. Polecam też coś zjeść. My, w Korei, zazwyczaj jemy o tej porze.

Facet wypisał mi też listę najlepszych restauracji w Seulu. Polecił muzea do zwiedzania. Jedno z nich, muzeum wojny koreańskiej, zapowiadało się arcyciekawie. Po kilkugodzinnej wizycie czułem, że wyszedłem stamtąd ubogacony w wiedzę. Śmiało mogłem powiedzieć, że jestem ekspertem. Zrozumiałem, jakie były przyczyny konfliktu północy z południem. Jaką rolę odgrywały takie potęgi jak Związek Radziecki, Chiny i Stany Zjednoczone. Zrozumiałem złożoność całej wojny. Jak wielką rolę odgrywała nieprzewidywalność pola walki oraz kamuflaż. Jedyne, co nie dawało mi spokoju, to jak USA mogło przegrać z tak miałkim przeciwnikiem jak Wietnam Północny.


Projektantka wnętrz

Bunkrów nie ma II

Gdy wróciłem ze szpitala psychiatrycznego, postanowiłem poszwendać się po Seulu. Mieszkałem kawał drogi od centrum miasta. Musiałem dojechać. Wszedłem do metra. Stanąłem na peronie i rozejrzałem się dookoła. Zaraz za torami ustawiono kilka potężnych billboardów. Na jednym z nich widniał gościu – młody koreański mężczyzna bez zarostu. Podszedłem bliżej. Przetarłem oczy z niedowierzania. Facet miał umalowane usta na czerwono. W ręku trzymał szminkę. Gdzieś z boku dali cenę. Nie mogłem w to uwierzyć. Sięgnąłem po telefon. Zacząłem przeglądać najbliższe loty. Gdziekolwiek, byleby wyrwać się z tego piekła.


W drodze do Indii

Bunkrów nie ma 2

Wchodziłem właśnie do sali odpraw na lotnisku w Brukseli, gdy inteligentne kamery lotniskowe zaczęły mnie szpiclować. Śledzą każdego. Potrafią wyczytać minimalne ślady zakłopotania lub stresu z choćby drobnych ruchów mimicznych. Jeśli coś jest nie tak, śledzą ofiarę przez całe lotnisko. Gdy przejdziesz do kolejnego etapu, maszyna powiadamia człowieka. I od tej pory śledzą już ludzie. Od tej pory, krok w krok za podejrzanym, chodzi koleś przebrany za drzewo.


W pogoni za oświeceniem

W poszukiwaniu oświecenia

Do Indii nie przyjeżdża byle kto. To nie jest miejsce dla turysty podróżującego za rączkę z biurem podróży. Przeciwnie. Prawie codziennie spotyka się kogoś, kto szuka czegoś więcej w życiu. Głębiej. Czasami ocierając się o czyste szaleństwo. Indie to kraj, do którego ciągną wszystkie świry świata.


Jak nielegalnie wbić się do Taj Mahal

Bunkrów nie ma II

Tadż Mahal to jedna z najwspanialszych budowli Indii. To majestatyczne mauzoleum powstało jako hołd dla trzeciej żony Szahdżahana. Uważane jest za symbol najtrwalszej miłości, jaka może rozgorzeć między mężem a trzecią żoną, którą poślubia. Wielu ekspertów uważa, że słowa „póki nas śmierć nie rozłączy” pochodzą właśnie z Indii, po tym jak dokładnie przeanalizowano życiorys owego muzułmanina władającego krajem. Nieśmiertelna miłość ujawnia się wtedy, kiedy człowiek zrujnuje dwa poprzednie małżeństwa i skończy wszystkie procesy sądowe o podział majątku i opiekę nad dziećmi.


Jedzenie w Indiach

Bunkrów nie ma II

Siedziałem na dworcu w Agrze w oczekiwaniu na kolejny pociąg. Okazało się, że przyjechałem na czas, ale mój pociąg już dawno temu odjechał. W Indiach pociągi mogą być przyspieszone. Pojawiasz się na dworcu o czasie, a okazuje się, że o godzinę za późno. Dzieje się tak dlatego, że podróże trwają po kilkadziesiąt godzin. Trasa zaczyna się u stóp Himalajów, by skończyć bieg nad brzegiem Oceanu Indyjskiego. Pozycję pociągu można śledzić w necie. Dowiedziałem się o tym za późno. Musiałem zaczekać na kolejny. Umościłem się wygodnie na ławkach. Obok mnie usadowił się starszy facet, a po drugiej stronie – matka z dziećmi. Wszystkie maluchy okrążyły kobietę. Ta trzymała w dłoni telefon. Oglądali najwidoczniej jakiś filmik. Pewnie bajkę. Z przejęciem, pasją i pełną powagą. Wreszcie jedno dziecko wypaliło:

– Mamo, czy ta pani umrze?

– Sądząc po rozmiarze fiuta tego konia, myślę, że tak – odpowiedziała ze spokojem matka.


Krowy

Bunkrów nie ma II

Hampi jest małą wioską w południowych Indiach, którą przecina rzeka. Po jednej stronie wznoszą się stare świątynie i ogromne skały, a po drugiej – domki dla backpackerów. Ci siedzą sobie całymi dniami i nie robią nic poza paleniem zioła. Zero czynszu, podatków czy dywanów do trzepania. Nie zastanawiałem się długo, na którym brzegu rzeki się zatrzymać. Świątynie prezentowały się wyjątkowo okazale. Ale zero w nich emocji. Zwiedzanie budynków jest niesamowicie nudne. Ludzie są ciekawsi. Nie zawsze w pozytywny sposób.


LSD w Indiach

Bunkrów nie ma II

Leżałem na hamaku i rozważałem morderstwo krowy. Codziennie wchodziła i srała mi na taras. Rozjechałbym dziwkę skuterem, wmawiając później lokalnym, że popełniła samobójstwo. Olałem to. Dałem jej się wyszaleć.


Rypanko do białego rana

Bunkrów nie ma II

Dziewczyna miała dwadzieścia dziewięć lat i była ze Stanów. Spotkałem ją w pociągu z Hospet do Bangalore. Przyjechała do Azji trochę się pobawić, zanim się zestarzeje i jej dupa zmieni się w rozpaćkany salceson. Dlaczego Indie? Cholera wie. Wróćmy lepiej do jej tyłka. Bo trzeba przyznać, że miała czym pryknąć, skubana. Gorzej było z twarzą. Starzy ją tak urządzili. Byli nieodpowiedzialni. Mogli zawczasu wydrukować setkę swoich zdjęć. Potem ułożyć je na przemian. Raz matka, raz ojciec. I przepuścić to wszystko przez palce. Jak historyjkę kartkową. Gdyby to się zlało, może wtedy by zrozumieli, żeby wstrzymać się z potomstwem. A przez to przeoczenie ich córka była trochę jak magnes. Z jednej strony przyciągała (tyłek), z drugiej – odpychała (buzia).


Gwałty na białych turystkach

Bunkrów nie ma II

„Ruchałem ją” – właśnie taki podpis towarzyszy zdjęciom, które Hindusi robią sobie z białymi turystkami. Wrzucają je na swoje sociale, gdzie dostają tysiące komentarzy. Autorami są inni Hindusi, spragnieni białego ciałka Europejki. Oczywiście fotografowane kobiety nie mają o niczym pojęcia.


Masaż robiony przez niewidomych

Bunkrów nie ma II

Pokhara to najbardziej klimatyczne miasto w Nepalu. Malownicze jezioro, serdeczni ludzie, krwiożercze szczury, kwaśne deszcze i majestatyczne Himalaje w tle. Czego chcieć więcej? Wielu turystów właśnie tam kończy swoje górskie wędrówki. W mieście aż roi się od salonów masaży. Kilka z nich zatrudnia niewidomych masażystów. Postanowiliśmy z Andym zamienić trochę wyciętej gazety w pieniądze. I potem tym lewym hajsem zapłacić za masaż. Wbrew pozorom niewidomi masażyści nie widzieli w tym problemu.


Matka, która prawie urwała synowi fiuta

Bunkrów nie ma II

Do Nepalu wielkimi krokami zbliżał się festiwal kolorów Holi. To święto kolorów, w trakcie którego ludzie obrzucają się farbami. Mnie taka zabawa była potrzebna jak choinka zapachowa w szambiarce. Ale przyłączyłem się. By nie odstawać od tłumu, nawaliłem się z nimi jak dzika kalarepa. W sumie pierwszy raz w życiu, bo nigdy wcześniej nie raczyłem się alkoholem. Patrząc wstecz, stwierdzam, że był to doskonały pomysł, gdyż pozbawił mnie skrupułów w robieniu ludziom krzywdy. Farbą.


Trekking dookoła Annapurny

Bunkrów nie ma II

Polipeptydy to liniowe, nierozgałęzione łańcuchy zbudowane z kilkunastu do stu reszt aminokwasowych połączonych wiązaniami peptydowymi. Powstają w procesie kondensacji, w którym grupa karboksylowa jednego aminokwasu łączy się z grupą aminową kolejnego, uwalniając cząsteczkę wody. Każdy łańcuch posiada…


Jak oślepłem pod Mount Everest?

Bunkrów nie ma II

Po kilku dniach odpoczynku po Annapurnie postanowiłem, że uderzam do bazy pod Mount Everestem. Trekking bardziej wymagający, tym bardziej że planowałem trasę przez Trzy Przełęcze. Większość grup zorganizowanych lezie bezpośrednio na Everest. Trasa jest zatłoczona. Ja postanowiłem zrobić rundę po górach nieopodal, by zobaczyć majestatyczne jeziora Gokyo. Andy nie chciał ze mną jechać. Annapurna wypstrykała go z siły. Zapisał się na medytację w okolicy Pokhary


Tam gdzie Allah nie patrzy

Bunkrów nie ma II

W drodze powrotnej z Himalajów wbiłem na Bliski Wschód. Bahrajn to mała wyspa na Morzu Arabskim, którą upodobali sobie Saudyjczycy. Przyjeżdżają tam, by się nawalić i wydymać Rosjankę w dupę. Kraj utrzymuje się ze sprzedaży ropy, która stanowi 80% PKB. Pozostałe 20% to wcześniej wspomniany anal. Pod tym względem Bahrajn bije na głowę takie kakaowe potęgi jak Brazylia, USA czy Emiraty.


Z jedną nogą w grobie

Bunkrów nie ma II

Kilka lat później pojechałem do Indii po raz trzeci. Tym razem na dłuższego tripa. Na miesiąc przed wylotem poszedłem na kosza. Mam takie szczęście do wypraw w tamten rejon, że przed każdą podróżą coś sobie złamię lub zwichnę. Za pierwszym razem rozciąłem głowę. Za drugim – pojechałem z ręką w gipsie. Tym razem scenariusz był podobny. Poszedłem na kosza. Była to ostatnia gierka przed wyjazdem…


Maszynka do jogowania

Bunkrów nie ma II

Jogi pierwszy raz spróbowałem w Brazylii. Ustawili mnie w tylnym rzędzie, zaraz za gromadą kobiet. Cierpiałem. Wszystkie dupcie zaczęły się przede mną wypinać. Myślałem tylko o tym, jak bym je wyrypał w takiej albo innej pozie. Po kilku latach trafiłem do Rishikeshu w Indiach. Tam zapisałem się na kurs. Hinduski były na tyle aseksualne, że nawet po pigułach nie zwracałyby mojej uwagi. Wybrałem świeżo otwartą szkołę, bez żadnych opinii w necie.


Noc na pustyni

Bunkrów nie ma II

W każdej pustyni jest coś przerażającego. Brak wody, myjni samochodowych czy skwar z nieba to niejedyne zagrożenia. Największym z nich jest drugi człowiek. Zawsze bałem się takich miejsc. Nawet gdy czytałem „W pustyni i w puszczy”, nie potrafiłem dokończyć pierwszych rozdziałów – ze strachu. Przekartkowałem od razu do puszczy. Odetchnąłem z ulgą. Na pustynię Thar w Indiach udałem się z szaleńcem, który dla zabawy podpaliłby świat. Pochodził z Rosji.


Vipassana

Bunkrów nie ma II

O Vipassanie pierwszy raz usłyszałem siedem lat wcześniej. Wtedy opowiedział mi o niej Irlandczyk, który właśnie ukończył kurs i od razu po nim poszedł do baru. Gdy wybrałem się do Indii ponownie, postanowiłem wziąć w tym udział. Chyba dorosłem. Nie wiedziałem jeszcze, że będzie to równie mocne przeżycie jak to z opowieści dziadka, który przeżył obóz w Treblince. Biedak pochorował się z końcem wojny i ledwo mógł wytrzymać na tej wieżyczce strażniczej.


Podkop

Podkop

Następnego dnia Pan Smród się ulotnił. Nie wiedziałem, czy zawinął się sam, czy go wyrzucili. Posmutniałem. Dla mnie ten człowiek był największą lekcją cierpliwości w życiu. Tego, jak nie reagować na świat zewnętrzny, który pierdzi ci do ucha.


Utopia

Bunkrów nie ma II

Usiadłem na niewygodnym fotelu. Razem ze mną jeszcze kilku innych odwiedzających z Europy i Stanów. Lada chwila mieliśmy obejrzeć film wyjaśniający genezę powstania Auroville – miasteczka utopii w samym sercu Indii. „Powinno istnieć gdzieś na Ziemi miejsce, do którego żaden naród nie mógłby rościć sobie prawa jako do swojej wyłącznej własności. Miejsce, w którym wszyscy ludzie dobrej woli, szczerzy w swoich dążeniach, mogliby żyć swobodnie jako mieszkańcy świata. Będą posłuszni jednemu autorytetowi – najwyższej Prawdzie.


Lot balonem

lot balonem

Andamany są dla Hindusów tym, czym Hawaje dla Amerykanów. Podobnie jak w Stanach, doszło tam do wielu wydarzeń, które wpłynęły na współczesne Indie. W stolicy Port Blair znajdowało się największe więzienie polityczne kolonialnych Indii. Gdy ktoś zagrażał władzy, lądował właśnie tam.


Jak wylądowałem w Munarze

Bunkrów nie ma II

Otworzyłem drzwi do fabryki herbaty. Wszedłem do środka.

– Pan na wycieczkę po fabryce?

– Tak. I zamierzam też się jej napić.

– Pierwszy raz?

– Nie, piłem już kiedyś herbatę.

– Poczeka pan jeszcze dziesięć minut? Może ktoś się jeszcze pojawi.

Usiadłem na ławce i odczekałem swoje. Nikt się nie pojawił. Munnar w stanie Kerala to wspaniałe miejsce. Górski klimat i niekończąca się zieleń plantacji herbaty. Po Andamanach i Sikkimie to moje ulubione miejsce w Indiach.


Próżność

Bunkrów nie ma II

Siedziałem z nogami założonymi na biurko. Nie chciało mi się pracować, więc odpaliłem sobie stary odcinek „Mario Budowlańca”. Gościu pokazywał, jak wyburzyć ściankę działową w mieszkaniu z wielkiej płyty. Na biurku leżał mój paszport. Przekartkowałem go, by porównać sobie, jak wymyślne potrafią być pieczątki z niektórych krajów. Zatrzymałem się na Indiach. Zaniemówiłem.

– O kurwa! Wiza mi się kończy!


Mokebe

Bunkrów nie ma II

Minęło kilka lat. To była kapitalna wiosna w Polsce. Rano udawałem, że pracuję, a popołudniami grałem w kosza z czarnuchami. Przychodzili na orlika przy akademikach i siedzieli do późnej nocy. Teraz, jak o tym myślę, to nie wiem, czy oni kiedykolwiek schodzili z tego boiska. Czasami kończyłem grę dobrze po północy, ale oni grali dalej. Jak już wspomniałem, na boisko jechałem rowerem, a wracałem autobusem. Czarnuchy – odwrotnie. Nawet nie brałem zapięcia. Nie dość, że musiałbym codziennie kupować nowy rower, to jeszcze dochodziły koszty kolejnego zapięcia. Po jednośladzie nie było ani jednego śladu. Czarnuchy tak się rozbrykały, że później kupiły własny stojak na rowery i wkopały go zaraz przy boisku.


Chiński autobus

Bunkrów nie ma II

O świecie wyruszyliśmy w długą podróż przez Pakistan, aż do podnóży Karakorum. Jak wyjaśniłem we wcześniejszej historii, moja ekipa ulotniła się dzień wcześniej. By ich złapać, podróżowałem z grupą Chińczyków. Wyglądali dokładnie tak, jak można sobie wyobrazić chińską wycieczką zorganizowaną. Pięćdziesiąt osób w takich samych czapeczkach, z takimi samymi znaczkami przyczepionymi do kurtek, przemieszczających się według ściśle określonego schematu.


Urodziny pod K2

Bunkrów nie ma II

Po relaksującej przejażdżce autobusem dojechaliśmy do Skardu. Miejscówka stanowi bramę do gór Karakorum i odgrywa dla Pakistańczyków taką samą rolę jak Zakopane dla Polaków. Z tą różnicą, że nie ma Gubałówki. Do majestatycznych gór jest jeszcze kawałek, więc te liche pagórki otaczające miasto stanowią obiekt drwin i podśmiechujek lokalnych mieszkańców. Gdy kilku śmiałków wspięło się na nie, natychmiast zawrócili i zeszli z obrzydzeniem na dół. Ta żałosna namiastka ukształtowania terenu prawdopodobnie nie posiada żadnych cennych zasobów, a jedynie warstwy bezużytecznych skał i innych niepotrzebnych śmieci. Nikt nie ma co do tego pewności, ponieważ nikt nigdy nie zadał sobie trudu, aby zbadać ten parszywy kawałek gówna. Te góry tylko tak stoją, zabierając miejsce ze swoimi „śmiesznymi szczytami”.


Baza pod K2

Bunkrów nie ma II

Od trzech dni mieszkałem na 5000 metrów. Przewodnik dał nam kilka dni, by zebrać siły przed najtrudniejszą częścią treka. Była to przełęcz na wysokości 5700 metrów. Dzień po urodzinach, kto chętny, mógł się wybrać do bazy pod K2. Szwajcarzy nie poszli.


Zabójcza przełęcz

Bunkrów nie ma II

Wróciliśmy spod bazy pod K2 do Concordii. Następnego dnia wyruszaliśmy na przełęcz. Szwajcarzy szkolili nas, jak poruszać się po śniegu z liną. Olałem to. Poszwendałem się po obozie. Spotkałem Francuza, który u siebie w kraju był instruktorem wysokogórskim.


Jak wypasć z klubu?

Bunkrów nie ma II

Wracaliśmy po lodowcu Baltoro do Skardu, gdy Holender opowiadał mi swoje historie. Pierwsza z nich wydarzyła się w rozpustnym Amsterdamie. Marcus był menadżerem jednego z klubów nocnych. Weekend w weekend odwiedzali go turyści z całego świata, którzy do stolicy Holandii przyjeżdżali zaszaleć. Pewnego razu do klubu przybyła grupka Norwegów. Zajęli stolik przy ścianie, którą pokrywała bujna roślinność. Cały klub był wystylizowany na dżunglę. Ilość roślin była tak duża, że za dnia lokal mógłby robić za palmiarnię…


Jazda na pociągu

Bunkrów nie ma II

Od zawsze marzyłem, żeby przejechać się na dachu pociągu. W pewnym sensie jest to kwintesencja podróży. Wiatr urywa ci głowę, modlisz się, by nie było mostu, a dookoła nic nie przesłania ci piękna krajobrazu. I popylasz sobie w siną dal. Wolny, cieszący się chwilą. W Indiach od kilku lat jest to zakazane. W Bangladeszu – przeciwnie. Jeszcze na stacji pogadałem ze studentem z Dhaki. Pokazałem mu scenę z „Jamesa Bonda”, którą nakręcali na dachu pociągu. Ziewał. Nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia.


Cmentarz dla statków

Bunkrów nie ma II

Myślałem, że podróż na dachu pociągu to najbardziej hardcorowa podróż, jaką kiedykolwiek odbyłem, dopóki nie przejechałem się autobusem. Jego bok był potężnie odrapany. Jakby kierowca przedzierał się przez jeżyny. Albo po pijaku przez las. Miejscami brakowało fragmentów karoserii. Tak jakby po kilku stłuczkach kierowca olał dalsze remonty. Zerknąłem na pozostałe autobusy. Wyglądały podobnie. Były tak mocno dojechane, że w niektórych wyrwach dojrzałem ślady po ludzkich zębach. I niekoniecznie zdrowych, bo czwórka z lewej nadawała się do natychmiastowego borowania.


Kąpiel w ropie

Bunkrów nie ma II - kąpiel w ropie

Za każdym razem, gdy wracam z Azji do Europy, zatrzymuję się w krajach po drodze. To pewnie niebawem się skończy. Kazachowie toczą nieustanną wojnę, która sprawi, że wkrótce będziemy musieli opływać Przylądek Dobrej Nadziei w drodze do Azji. Jeszcze niech do wojny wejdzie Turcja i Egipt, a do Tajlandii będziemy latać z przesiadką w Lagos w Nigerii. Aż strach będzie nadać swój bagaż.    Tym razem wylądowałem w Baku. Nie miałem żadnych planów.  O Azerbejdżanie wiedziałem niewiele. Tyle, że to kraj trochę na zadupie, gdzie gaz i ropa płyną w kranie.


I to by było na tyle. Ponadto w książce znajdziesz 28 historii, które są dostępne tutaj


Chcesz przeczytać pełne wersje 73 historii? Zamów drugą książkę.

Bunkrów nie ma II część 2