Niemcy – Rozpustny Kitkat

26 czerwca 2026 Dwójka, Niemcy, seks 0 komentarzy
Kitkat

Minęło czternaście lat, odkąd pierwszy raz usłyszałem o klubie KitKat w Berlinie. Nigdy go nie odwiedziłem. Może i dobrze. Pod koniec stycznia znajomi zaproponowali mi wycieczkę do Niemiec na weekend. I tak od słowa do słowa ktoś wspomniał o klubie KitKat. 

W Berlinie

– A może tam pójdziemy? Tylko zobaczyć, jak to wygląda – rzuciła podekscytowana Aga. 
– Nie wiem, czy to najlepszy pomysł – stwierdziłem. – Tam jest ostra selekcja. Nie wpuszczają normalnych ludzi. 
– A jakich? 
– Półnagich. 
– To co za problem się rozebrać? – zapytała. 
– Wiesz, rozebrać się to jedno. Ale to takie miejsce, gdzie ludzie idą się pierdolić. Jeśli w normalnym klubie co chwilę ktoś do was podjeżdża, to wyobraź sobie, jak to będzie wyglądać w klubie kinky. 
– Też tak myślę – skomentował Patryk. – Idźmy gdzie indziej. Ten KitKat mi śmierdzi. Poza tym czego szukacie? Iść do takiego klubu i nie zaruchać, to jakby jechać do Szczecina i nie spróbować paprykarza.
– Mnie to nie przeszkadza – nalegała rozmarzona Aga. – Posłuchajcie, panowie. Musicie się rozebrać do pasa, założyć na siebie jakiś lateks i idziemy!
– A jak ktoś mnie zapyta, czy chcę do nich dołączyć? – zapytałem.
– To powiesz: „Just looking”.
– To nie przejdzie.
– To powiesz, że przyszedłeś sobie tylko popływać w basenie.
– Chyba na plecach. Przy takiej ilości ciepłych kolesi bałbym się pływać z tyłkiem do góry. Jeden fałszywy ruch i zrobiliby mi z dupala Berezę Kartuską.

Poligamia

Kitkat Berlin

Sam nie byłem do końca przekonany. Spotkałem już wielu ludzi zamieszanych w trójkąty i czworokąty. Z wierzchu wyglądało to tak, jakby żyli w idealnej harmonii i szczęściu. Dwie laski i jeden facet. Gdy poznałem ich bliżej, zauważyłem skazy na z pozoru przejrzystej tafli. Kompletną wolność osiągali wtedy, kiedy wyzbyli się wewnętrznego głosu. Ten nieustannie podpowiadał im, że coś tu jednak nie gra. Przez ich relację, podlewaną dragami, zawsze przewijała się zazdrość. A to prowadziło do cierpienia. Nie znam żadnej grupy ludzi, gdzie by się to dobrze skończyło.

Poza tym co ja, do cholery, miałem na siebie włożyć? Lateks? Co za oklepany pomysł. Brakowało polotu. A gdyby tak wtoczyć się do klubu z maszyną do dybów? Taką zwalistą kobyłą, którą wciągnąłbym na drewnianych kołach. Już widzę miny bramkarzy. Mimo szczerych chęci stwierdziłem, że nie jestem w stanie skołować takiego cholerstwa w krótkim czasie. Całe szczęście, że nie nikt robił zdjęć. Ten strój rzucałby ponury cień na moje skromne, przyzwoite życie.

Jak wejść do Kitkata w Berlinie?

Gdy dotarliśmy na miejsce, rozdzieliliśmy się na dwa obozy. Ktoś nam wspomniał, że do takiego klubu ciężko wejść całą bandą. Miało to dużo sensu. Grupowe było tam wszystko inne, ale na pewno nie wjazd. Laski wchodziły bez szemrania. To najbardziej chodliwy towar. Im większa zdzira, tym mniej pytań od selekcjonera. Całkiem sprawnie wpuszczali też pary. Pod warunkiem odpowiedniego stroju.

Po necie krąży wiele opinii, że kod selekcjonera pozostaje zagadką. Bzdura. Wystarczyło się rozejrzeć. Zaraz nad głową ochroniarza dokleili kilka naklejek, które objaśniały zasady. Na jednej z nich był otyły koleś. Przekreślony. Na drugiej – kobieta odmawiająca wzięcia do buzi. Przekreślona. Na trzeciej – butelka alkoholu. Przekreślona. Czwarty rysunek był najciekawszy. Dwóch facetów i koń. Przekreśleni. Prościej się nie dało. Gdyby podobne naklejki wysiały w skarbowym, człowiek nie zachodziłby w głowę, co może, a czego nie może odliczyć od podatku.

Za bramę klubu weszliśmy w konfiguracji trzy na dwa. Tam zaprosili nas do szatni. Zaraz po niej czekała nas jeszcze jedna selekcja. Musieliśmy pokazać się bez kurtek, w kompletnym przebraniu. Przez pierwszą i drugą bramkę przebrnąłem w trójkącie z kumplem i dziewczyną. Pozostałą parkę zawrócili. Czemu? Ziomek nie chciał przebrać się w pedalski lateks. Nie miał nic innego do włożenia, ale na miejscu był malutki sklep. Skończyło się na męskich stringach za niecałe sześćdziesiąt euro.


Szatnia

Szatnia była pierwszym miejscem, które zdradzało, co nastąpi za chwilę. Była świetnie zorganizowana. Na zewnątrz hulał potworny mróz. Przy pierwszej bramce wystarczyło dobrze wyglądać i pokazać ochroniarzowi, że ma się pod kurtką jakieś przebranie. Potem obsługa kazała zrzucić ubranie i zostawić resztę na wieszakach. Nie było miejsca na intymność. Ludzie rozbierali się do naga, by potem założyć listek figowy. Jakaś dziewczyna w gorsecie i stringach przyszła z kolesiem, który stał z gołą trąbą na wierzchu i kaburą jak u szeryfa. Nie miał nic poza tym. Już mógłby dać sobie spokój z tym pseudoprzebraniem. Ale z kobietami jest tak, że łatwiej im pójść do łóżka z kimś, kto chociaż sprawia wrażenie, że ma robotę.

Gdy przepuścili nas wszystkich przez bramkę, zszedłem po schodach. Tam prawie wdepnąłem na człowieka. Skradał się na kolanach po podłodze. Na twarzy miał maskę. Na całej reszcie połyskujący lateks. Nie byłem pewien, czy to mężczyzna, czy kobieta. W masce był wycięty otwór gębowy. Trochę jak w kominiarkach, choć ten był okrągły. To mógłby być ktokolwiek, kto lubi fiuty. Podejrzewałem kobietę. Podobnie jak u psów, musiałem zerknąć na podwozie. Pudło. Nie znalazłem odpowiedzi. Gdy ów ktoś znalazł się przede mną, wszystko się wyjaśniło. Wycięcie z tyłu było na tyle długie, że odsłaniało oba otwory. Tylko gdzie oni, do cholery, szli? Zakładałem, że do krawcowej. To rozpięcie na dupie było niepokojące.


W środku

Zrobiłem kilka kroków i spojrzałem w bok. Kobieta z wypiętym do przechodniów tyłkiem robiła loda jakiemuś typowi. Ale tak mocno się wypięła i otworzyła, że każdy przystawał na chwilę w zadumie. Przypominało to trochę reklamy na inwestycjach deweloperskich, gdzie w trakcie jednej budowy próbuje się nagonić klientów na kolejną. Żałowałem, że nie zabrałem ze sobą lotek do darta. Przebiłem się przez pierwszą salę i wbiłem na ogromną salę. DJ puszczał w kółko jakieś smutne techno. W powietrzu poczułem zapach zioła oraz olejków do ciała.

O samym parkiecie nie ma co opowiadać. Jak to w klubie techno: kilka małp z wymalowanym na twarzy zamiłowaniem do ćpania. Nuda. Najciekawsze rzeczy działy się na jego obrzeżach. W powietrzu unosił się zapach miłości. Niejeden był podniecony jak niewidomy gej w Indiach. Na skórzanych sofach, w niedużych odstępach od siebie, pieprzyli się ludzie. Nie było ich wielu, ale z jakiegoś powodu nikt nie powtarzał tego numeru. Na jednym łóżku facet od tyłu zapinał jakąś laskę. Na drugim inna parka zabawiała się palcami. Na trzecim dwie laski i jeden koleś… o KURWA! Aż zaniemówiłem. Podszedłem bliżej. To nie mogła być prawda.

– TATA?

Przetarłem oczy. Przyjrzałem mu się bliżej. To nie był mój stary. Uf, odetchnąłem z ulgą. Całe szczęście mój stary siedział kilka metrów dalej przy barze. Usiadłem na moment, by lepiej zrozumieć mechanikę tego miejsca. Wszystko zaczynało się od kontaktu wzrokowego. Ludzie spoglądali na siebie, mierzyli się wzrokiem. Gdy nawiązywali kontakt, gadali kilka minut. Gdy nie było chemii, kobieta odmawiała. I, co ciekawe, facet nie nalegał. Najczęściej odchodził. Gdy jednak się dogadywali, zaczynali się całować. Potem szli na sofę. I ŁUBUDU! Przy samych sofach też siedziało stado sępów. Były to najczęściej samotne osoby, które z bliska przyglądały się pieprzącej się parze. Albo próbowały dołączyć, albo załapać się na kolejną rundę.

Zapytałem jedną laskę o fajkę i widziałem, że coś u niej zaskoczyło.
– Często tu bywasz? – zapytałem.
– Teraz mniej. Ale bywałam częściej.
– Czemu ci ludzie tak się żegnają?
– Co masz na myśli?
– No, robią znak krzyża. O, zobacz tam! – Wskazałem palcem.
– To forma antykoncepcji.

Gadałem z nią dobre dwadzieścia minut. Opowiedziała mi, jak na początku przychodziła do KitKata ze swoim partnerem. Sam klub mieścił się w innym miejscu. Klimat był bardziej kameralny. Na imprezy przychodziło mniej ludzi, ale wszyscy przebadani. Teraz KitKat się rozrósł. Na miejscu pojawia się wielu turystów. Dokładnie takich jak ja. Z ich twarzy zawsze można wyczytać szok.


Gwałty w Kitkacie

– A zdarzają się gwałty?
– Niestety tak. Wiesz, seksu grupowego jest tu mnóstwo. Ale jedną z zasad Kitkata jest to, by nie przedobrzyć z dragami.
– Odpowiedzialnie. Ale tak kulturalnie się naćpać, to okej?
– Raczej tak. I dochodzi do tego, że niektóre kobiety nawet nie są w stanie odmówić kolejnemu partnerowi. Tak mocno są zrobione. Dostają taką dziwną pigułkę gwałtu. Chodzą i rozmawiają, ale na drugi dzień kompletnie nic nie pamiętają.
– I ty czegoś takiego doświadczyłaś?
– Ja nie. Ale widziałam coś takiego. Nawet poszłam po ochroniarzy, bo na mój gust laska kompletnie odleciała. Mimo to co chwilę pakował się na nią następny mężczyzna.
– A co się stało z twoim partnerem?
– Rozstaliśmy się, bo nie poradził sobie z zazdrością.
– Ale sobie ubzdurał! Teraz jesteś sama?
– Nie. Jestem z kimś. Długo nam zajęło, by się wyzbyć zazdrości. Dwa lata. Teraz cieszę się tym, że ktoś jemu daje szczęście. Albo gdy on to samo robi dla innego człowieka. To takie wspaniałe. Gdy dajesz miłość, najczęściej ona do ciebie wraca.
– A gdzie on teraz jest?
– Obok ciebie. – Wskazała palcem.

Wtedy dostałem czymś w głowę. Nie byłem pewien, skąd nadleciał cios. Spojrzałem w bok. Zobaczyłem kobiecą stopę. Poruszała się rytmicznie kilka centymetrów od mojej głowy. Jej posiadaczka leżała na plecach, z kolesiem merdającym jęzorem przy jej cipce. Aż było słychać mlaskanie. Więc to był jej facet. Nieźle. Skończyli po kilku minutach. Chwilę poleżeli i dziewczyna poszła dalej. Nie moja sprawa, ale koleś miał coś dziwnego z fiutem. Jakby chorował. Jego kutas wyglądał jak noga rencisty. Oddaliłem się.


Jaki jest Kitkat?

Po kilku godzinach kolejna pieprząca się parka nie robiła już na mnie wrażenia. Spowszedniało mi i to. Nawet jak nad głową wyła mi jakaś laska niczym podkaszarka dwusuwowa bez oleju. Łe… Żadna nowość. Gdzieś dalej byli we trójkę. Zapinali tę laskę jak kurtkę. Nuda. Byłem praktycznie trzeźwy, więc zebrałem się w myślach, by sobie to wszystko podsumować. To miejsce było… hmm… Aż nie wiem, jak to ubrać w słowa. W sumie mam ciekawszą opowieść. Po co tracić cenne strony na historyjki o zezwierzęceniu? Zamiast tego opowiem wspaniałą historią ze Starego Testamentu. Wygłoszoną przez Jotama, syna Gedeona. Ten stara się ostrzec mieszkańców Sychem przed panowaniem Abimeleka. Gedeon kazał sporządzić posąg z…

Do brzegu. KitKat. Cieszę się, że odwiedziłem go dopiero po czternastu latach. Przeżyłem już swoje. Wiem, co mnie uszczęśliwia, a co daje mi cierpienie. Taka miejscówka początkowo pewnie zawładnęłaby moimi emocjami. Jarałbym się jak nimfomanka przy zbiorze ogórków. Ale po jakimś czasie wyprałbym się z uczuć. Nie byłbym w stanie stworzyć normalnego związku. No chyba że z taką dupą jak ta, która obstawiła mi szluga. Ona nieustannie goniła za kolejną ekstazą. Ale to do niczego nie prowadzi. To duhkha. Nigdy niezaspokojona.

Finalnie prowadzi do cierpienia i pewnie jakiejś choroby psychicznej. Ci ludzie widzieli szczęście w zaspokajaniu najniższych potrzeb fizycznych. Póki nie były zaspokajane, nie odczuwali innych. Prędzej czy później zaspokoją je i nie będą wcale bardziej zadowoleni. Obudzą się wtedy z nowymi potrzebami, więc od docelowego szczęścia będą równie daleko jak przedtem. Jedynym plusem tego miejsca było to, że nikt nie pił alko. Jak tylko ktoś przedobrzył z piciem, wywalali go. Z dragami można było bawić się do woli. Nie polecam. Niektórym przez to tak mocno przegrzali rowa, że aż bezdomni przyszli ugrzać ręce.


Kup drugą książkę w przedsprzedaży

Druga książka „Bunkrów nie ma II” jest dostępna w przedsprzedaży. Jeśli chcesz się załapać na darmową wysyłkę, zamów już teraz. Znajdziesz w niej więcej podobnych do tej historii.

Bunkrów nie ma 2 część