Kolumbia – Królowa Autobusów

29 October 2015 Kolumbia, seks 3 Comments
Królowa Autobusów

Pierwszy raz spotkałem Luisę, gdy wysiadała z autobusu nieopodal mojej chaty. Na pierwszy rzut oka wyglądała jak ofiara gwałtu. Smutna, przygaszona i ze wzrokiem pełnym nieufności wobec ludzi. Szliśmy w tym samym kierunku przez jakiś czas. W pewnym momencie zrównaliśmy się i postanowiłem zagadać. Tak jest chyba najprościej – na ulicy. Podryw w klubie zawsze ma tę skazę, że kobiety z góry nastawiają się na to, że ktoś będzie je kokietował i próbował zaciągnąć do łóżka. Na ulicy są bezbronne i nie spodziewają się, że ktokolwiek będzie do nich podchodził. A już na pewno nie te najpiękniejsze kobiety. Faceci wręcz się ich boją.


Królowa Autobusów

 
Wymieniłem się z Luisą numerami telefonów i umówiliśmy się następnego dnia. Usiedliśmy w małej restauracyjce. Powiedziała mi jakieś pięćdziesiąt komplementów: że jestem piękny, uroczy i inne gówna, o których już dawno wiedziałem.

Dziewczyna była psychologiem. Badała kierowców autobusów w zajezdni, czy nie są pijani albo naćpani. Musiała wstawać codziennie o czwartej trzydzieści i jechać autobusem dwie godziny do zajezdni. Po przebadaniu kierowców wydawała im autobusy.

Wyglądało to tak. Gdy kierowca przychodził do roboty, musiał oddać mocz. Ona szła z nim do toalety i czekała, aż się odleje. Potem pewnie zanurzała w tym swój palec, brała go do buzi, przez chwilę testując, i stwierdzała:
– Jesteś czysty, koleś. Bierz autobus i spierdalaj stąd.


Wiedza o autobusach

 

Żywiłem głębokie przekonanie, że wszystko odbywało się bardziej fachowo. Ale cholera wie. Kierowcy nazywali ją La Tetona, co po polsku znaczy mniej więcej Cycolina. Po kilku godzinach słuchania jej opowieści nabyłem potężną i kompletnie nieprzydatną wiedzę o kierowcach autobusów w Medellin. Wiedziałem o tych kierowcach już tyle, ile Baba z „Forresta Gumpa” wiedział o krewetkach.

Przez następne dni bombardowała mnie wiadomościami: że jestem piękny, że tęskni, że chce się spotkać itp. Zostawiłem ją sobie na kiedy indziej.


Kiedy Indziej

 
Kiedy indziej nadeszło szybciej, niż się spodziewałem. Gdy spotkaliśmy się ponownie, zauważyłem coś, czego na pierwszym spotkaniu nie dostrzegłem. Włożyła obcisłe białe spodnie i widocznie miała tak wielką cipkę, że aż powstało wybrzuszenie w jej spodniach. Wzgórek łonowy (potocznie zwany nadpiździem) był u niej tak rozbudowany, że sprawiał wrażenie małego fiuta. Ale wolałem przedwcześnie nie dzielić skóry na… kutasie?

Panienka była dziwna jak na Kolumbijkę, bo przyjechała przed czasem. Punktualność to rzecz bardzo względna w Kolumbii. Tam złodzieje nawet nie kradną zegarków, bo potem na czarnym rynku nikt nie chciałby ich kupić. Ja jeszcze stałem w klapkach i gaciach na balkonie, kończąc papierosa, gdy ta wtarabaniła się taksówką na podjazd mojego apartamentu.


Zejdź i zapłać

 

Gdy tylko mnie zobaczyła, przywołała mnie dłonią. Pewnie po to, żebym to ja uregulował opłatę za taxi.
Od około godziny padało tak mocno, że aż rynna zapychała się od wody. Bałem się, że zaraz to wszystko zamieni się w straszną powódź i za chwilę zobaczę płynącą krowę ze stodołą. Gdy myślę o powodzi, to zawsze mam tę płynącą krowę przed oczami. Podobnie jest z tornadem.

Włożyłem tylko spodnie i zszedłem do niej tak, jak stałem, przedzierając się przez strugi deszczu. Podjechaliśmy pod restaurację, zjedliśmy marne mięso i wróciliśmy do mnie. Postanowiłem od razu przejść do rzeczy i pozbawić ją ubrania. Opierała się. Czułem się, jakbym miał znowu dziewiętnaście lat i próbował rozebrać koleżankę ze studiów. Nie dałem jej rady.


Historie o kierowcach autobusów

 
Do otwarcia barów w okolicy zostało jakieś pięćdziesiąt minut. Spędziłem ten czas na słuchaniu historii o kierowcach autobusów w Medellin. Po pewnym czasie wyszliśmy z mieszkania do baru obok. Wypiliśmy dwa wielkie dzbany piwa; wyszło po siedem szklanek na osobę. A tamta gadała jak najęta. Po prostu są kobiety na tym świecie, które muszą wypowiedzieć w ciągu dnia określoną liczbę słów. Mnie się czasami zdarzało, że przez cały dzień wypowiedziałem może ze dwa słowa. I czułem się z tym wyśmienicie.
 
Autobusy w Medellin
 
– Posłuchaj, co dziś zrobił jeden kierowca autobusu… – znów zaczęła Luisa.
– No dajesz…
– Nie uwierzysz, co dziś zrobił Fernando z zajezdni!
– O Fernando już mi opowiadałaś.
– To opowiem ci, co zrobił Miguel…
– O Miguelu również słyszałem. Podobnie jak o Juanie, Diego, Sebastianie, Ivanie, Carlosie i kilku innych.
– A o Sergio z piętnastki?
– Nie.
– Mogę opowiedzieć? Ta historia naprawdę jest świetna!
– No jedziesz…

I wszystkie te historie były zdecydowanie szybciej po hiszpańsku niż zwykle, więc nie bardzo wiedziałem, o czym ona w ogóle pierdoli. Koncentrowałem się na tym, żeby wyczuć moment, w którym zadaje pytanie albo urywa wątek. Albo po prostu nabiera trochę powietrza w płuca. Wtedy wypowiadałem proste zdanie, które pozwoliłoby jej dalej napierdalać.


Idealny słuchacz

 
Jestem idealnym słuchaczem. Przecież nie o to chodziło, że miałbym jej pomóc się uporać z tymi krnąbrnymi i rozpuszczonymi kierowcami autobusów. Ona chciała, żeby ktoś ją, do cholery, wysłuchał.

Po wypiciu wszystkiego powoli szukałem miejsca, gdzie by można się zrzygać. A Luisę zakręciło jak słoikiem na zimę. Gubiła się nawet w historiach o kierowcach.

– Camilo tydzień temu… A nie, to był Rafael… A nie, to już ci opowiadałam… Aaa! Idziemy tańczyć?
Nie chciało mi się tańczyć, więc wróciliśmy z powrotem do mnie do mieszkania. Myślałem, że teraz pójdzie mi z nią łatwiej i wreszcie dorwę się do jej kształtnego ciałka. Cały czas odtrącała moje ręce. Poprzestałem na wysiłkach i chwilę poleżeliśmy w milczeniu. Rozmowę zaczęła ona.
– Tony, muszę ci coś powiedzieć. Jesteś wspaniały! Jesteś moim snem, jesteś chodzącym ideałem i mogłabym teraz śmiało pójść z tobą do łóżka, ale jest jeden problem.
– Masz fiuta?
– Nie. Ty nie mieszkasz tutaj, tylko bardzo daleko, i będę przez ciebie cierpieć. Wobec tego myślę, że najlepiej będzie to skończyć już teraz, zanim do czegokolwiek dojdzie. Jutro usunę cię z kontaktów w telefonie, ze Skype’a i Facebooka. To będzie dla nas najlepsze rozwiązanie.
– Okej, w porządku – odparłem ze spokojem. – Chodź, zamówię ci taksówkę, a jutro poszukam sobie innej kobiety.
Rozpłakała się. W zasadzie nie widziałem powodu i uznałem, że pewnie odgrywa przede mną to, co dziś obejrzała w telenoweli.


Rozwiązanie

 

– Dobrze. Może jednak zróbmy tak. Będziemy parą przez dwa miesiące, które zamierzasz spędzić w Medellin, ale musisz mi obiecać, że nie będziesz miał żadnej innej.
– Dlaczego nie? Obojętnie w sumie, jak to się nazywa, ale zgoda.
– Czyli jesteśmy w związku?
– Po co samemu wypisywać sobie na czole: „To jest związek”, żeby tylko potem ograniczać się w działaniu? „Tego nie, bo jesteśmy w związku”, „Nie rozmawiaj z obcymi kobietami, bo ja jestem twoją dziewczyną” i inne gówna. Bycie zaborczym zazwyczaj przynosi odwrotny efekt do zamierzonego. Lepiej dać komuś wolną rękę. Jeśli chce zdradzić, to i tak to zrobi. Ale niech ci będzie. Jesteśmy parą.
– O Boże, jak się cieszę!

Na drugi dzień przyszła do mnie bez zapowiedzi. Posiedziała z piętnaście minut, zrobiła mi laskę, wypiła kawę, trochę pogadała o kierowcach autobusów i wróciła do siebie. Po cichutku liczyłem na to, że historie o busach się wyczerpały, a tu się okazało, że nie przebrnęliśmy jeszcze przez choćby połowę zajezdni. Na dodatek, gdy klęknęła przede mną, zauważyłem, że na prawym ramieniu ma wytatuowany mały autobusik. Zakładałem, że podobnych tatuaży miała jeszcze całe mnóstwo. Kasy biletowe, poręcze dla inwalidów i pewnie stare babki, które z torbą warzyw właśnie wracają z targu. Wszystko wytatuowane na jej ciemnym ciałku.


Ale ja się wstydzę…

 
Spotkaliśmy się ponownie po kilku dniach. Tym razem z zamiarem pójścia do łóżka. Już na wstępie zdarzyło się coś, co uznałem za podejrzane. Dziewczyna nie chciała się cała rozebrać. A dokładniej: nie chciała zdjąć bielizny. Kazała zgasić światło i co chwilę zasłaniała swojego boberka ręką. Zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem nie ma tam dyndającego kutasa. Może była po jakiejś kastracji i jeszcze cipka jej się dobrze nie wtopiła w resztę? Z moim sprawnym okiem mógłbym od razu dojrzeć, że coś tam nie gra. I wtedy wywaliłbym ją z chaty.

– Dobra, Luisa, w czym jest problem?
– Nie ma problemu. O czym mówisz?
– Zasłaniasz się ciągle ręką, a ja z wielką chęcią popatrzyłbym na nią. Jestem wzrokowcem, podnieca mnie ten widok.
– No dobra. Ale nie będziesz się śmiał?
– Obiecuję, że nie.
– Okej. Mam ogromną waginę. Na zewnątrz i wewnątrz.
– Urodziłaś kiedyś?
– Właśnie o to chodzi, że nie. Taka się urodziłam, Bóg obdarował mnie kawałkiem wielkiego piździcha. – Uwierzcie albo nie, ale właśnie coś takiego powiedziała po hiszpańsku.


Mostostal Warszawa

 

Po tym, co powiedziała i co widziałem wcześniej przez spodnie, spodziewałem się cipki wielkiej i solidnej jak Mostostal Warszawa. Po cichu liczyłem, że może uda mi się tam wjechać od razu z całymi jajami. A co się okazało? Wielka pizda nie była jednak aż taka wielka. Miała za to niesamowicie dziwną budowę. Samo wejście było normalne. W miarę jak wsuwałem się do środka, korytarzyk szedł trochę w lewo i potem była próżnia. Nie byłem w stanie sięgnąć dna. Laska lubiła brutalny seks, a uściślając: lubiła, gdy się jej mocno dało w ryj. Są kobiety, które po prostu to lubią. Po kilku minutach Luisa zaczęła głośno się wydzierać. Chwilę potem oznajmiła mi, że doszła.

W większości przypadków kobiecy orgazm jest powiązany z wibracjami podbrzusza. Po prostu wszystko zaczyna się telepać i wibrować. U niej nie widziałem żadnego ruchu, na dodatek całe nadpiździe było zimne jak stal. Może chciała mnie trochę dowartościować, stąd całe to udawanie.

Ponieważ ja nie doszedłem, dziewczyna uklęknęła przede mną. Wiem, że trochę niesmacznie czytać o takich rzeczach. To, co zrobiła w tamtym momencie, powinno być odnotowane nawet w Teleexpressie.


Finał

 
Zacznijmy od tego, że dziewczyna miała wrodzony talent. Była tak dobra w te klocki, jakby robienie loda zostało odkryte właśnie przez nią. Gdy już miałem dochodzić, wzmogła swoje wysiłki tak, że jej głowa zostawiała smugę podczas ruchu. Wytrysnąłem w jej ustach, że aż zakręciło mi się w głowie, a ona nadal nie przerywała! W pewnym momencie zaczęło mi to sprawiać ból. Wreszcie się zatrzymała i posiniała na twarzy. Zobaczyłem zgryz na jej twarzy i pulsujące od nasienia poliki. Chyba zbierała się do wymiotów. Rozsunąłem nogi i odsunąłem się delikatnie.

– Bu… Bu… Bóg się rodzi…

Ale nie. Dziewczyna zadarła głowę, zabulgotała spermą w gardle, po czym przełknęła wszystko od A do Z. Nabrała powietrza, przełknęła jeszcze raz to, co tam zostało, po czym beknęła tak soczyście jak stary, jebany marynarz, który właśnie przybił do portu i na wstępie opróżnił całe piwo. I uśmiechnęła się od ucha do ucha.

Aż mnie zatkało. Nie wiedziałem, co mam zrobić. Klaskać? Chwilę potem dziewczyna zaczęła się głośno śmiać, a ja poczułem się, jakbym siedział na ciepłym kiblu. Niby wiesz, że jesteś tu sam na sam z sedesem, ale mimo to czujesz, że chwilę temu ktoś tu siedział.

– To ja się będę zbierać – rzuciła Luisa.
– W porządku.

Ubrała się, odprowadziłem ją na postój taksówek i wróciłem do mieszkania.


A chuj jej w autobus

 

Przez kilka kolejnych dni, gdy jeździłem autobusami, z obrzydzeniem patrzyłem na kierowców. Cały czas miałem w głowie wszystkie ich perypetie. Nawet zaczęły mi się śnić te pieprzone autobusy, a to był bardzo zły znak. Bałem się, że będą mnie prześladować jak sny z chilijskimi bobrami. Luisa zaczęła snuć plany o wycieczkach dookoła Kolumbii. I cały czas dręczyła mnie tymi opowieściami.

Którejś nocy przyśniło mi się, jak jej wielka wagina wsiada do autobusu. Kasuje bilet, przedziera się między ludźmi i zatrzymuje się w przegubie. Potem spojrzała na mnie i puściła do mnie oko. A potem wyjęła zza łechtaczki plakietkę dla kanarów i zaczęła sprawdzać pasażerom bilety. Obudziłem się i stwierdziłem, że tego już za wiele. Pierdolę to. Podniosłem telefon, zadzwoniłem do Luisy i powiedziałem jej, że nie chcę więcej się z nią spotykać.


Najzabawniejsza książka podróżnicza na polskim rynku. Zamów teraz.

Książka czarny humor ironia sarkazm
—–
Następna Historia:
Viva La Polonia