Kambodża – Skąd się bierze to chamstwo u Niemców?

Chamstwo u Niemców

Skąd bierze się bezczelne i chamskie zachowanie u Niemców? Z poczucia wyższości czy z braku kultury osobistej? Jak się okazuje, powody ich chamstwa i bezczelności mogą wynikać z czegoś innego.


Przesyłka dla Pana

 
Przewracałem właśnie stronę w książce, gdy kilka stolików ode mnie usłyszałem podniesiony głos. W moim hostelu w porze obiadowej jest niewielu ludzi. Zauważyłem dwóch facetów, o których istnieniu dotąd nie miałem pojęcia. Jeden był gruby, miał ogoloną głowę, puste spojrzenie i „zakazaną mordę”. Drugi był mały, chudy i miał skrzywiony nos. Od dobrych pięciu minut ci dwaj faceci kłócili się o coś z kelnerem. Zignorowałem to i wróciłem do lektury. Po chwili ten sam kelner przyszedł z jakimś pakunkiem do mojego stolika.

– Hej, Tony. Mam dobrą wiadomość. Chyba przyszła twoja karta z Polski.
– No nie gadaj!

Zerwałem opakowanie najszybciej jak tylko potrafiłem. W środku była ładnie zapakowana, zablokowana jeszcze, karta do bankomatu.

 
Koperta DHL
 

– Hip hip, kurwa mać! – wykrzyczałem.

Nareszcie mogłem ruszyć się z miejsca i jechać do Wietnamu. Gdy tylko wywrzeszczałem formułkę zwycięstwa, tamci dwaj kolesie wyraźnie się wzruszyli. Jeden z nich podszedł do mnie i zagadał.

– Polak?
– No, a jak?
– My też. Choć do nas pogadać.

Prawdę mówiąc, nie miałem ochoty gadać z tymi mordami, ale w przypływie szczęścia spowodowanego kartą – przystałem.

– Długo już, panowie, jesteście w Kambodży?
– Może kilka dni. A co ty taki ucieszony?
– Właśnie dostałem z Polski moją kartę do bankomatu. Prawie miesiąc temu poszedłem z Szwedką kąpać się nago w morzu. Ktoś na brzegu zajebał mi portfel i ciuchy. Nie miałem opcji wypłaty kasy.
– Dałeś się okraść w Kambodży? Trochę słabo…
– No tak. A o co była ta kłótnia przed chwilą?
– Jaka kłótnia?
– No z kelnerem.
– Aaa… Odkąd przyjechaliśmy do Kambodży, jesteśmy bardzo niemili. Nie mówimy między sobą po polsku, ale dość mocno kłócimy się z lokalnymi po angielsku. Nie dajemy napiwków, reklamujemy prawie każdy posiłek. Ogólnie prawie cały czas jesteśmy krnąbrnymi kutasami.
– No i?
– No i jak lokalni pytają, skąd jesteśmy, odpowiadamy tylko: „Danke schön!”.
– He, he, he… A lokalni nie kumają, że nie jesteście Niemcami?
– A skąd mają to wiedzieć? Przecież dla przeciętnego Azjaty Polacy i Niemcy wyglądają tak samo.


Ostatni dzień pracy

 
Człowiek wyjedzie z Niemiec, ale Niemiec z człowieka nigdy. Czekał mnie ostatni dzień najlepszej pracy na świecie. Nazajutrz o siódmej rano miałem autobus do Wietnamu. Czekałem na ten moment przez cały miesiąc. Pozostawało zabawić się w Kambodży po raz ostatni. Po skończonej pracy wyszedłem z Australijczykiem i Szwajcarem z hostelu. Upiliśmy się rumem.

Poderwałem Irlandkę siedzącą przy barze, która była bardziej pijana ode mnie. Co chwilę zapominała, skąd jestem i jak mam na imię. Dred przedwcześnie zwinął się spać, więc dałem mu klucz, żeby mógł odebrać z mojego domku swoją bluzę. Ja siedziałem jeszcze z godzinę.

Wreszcie „wrzuciłem” dziewczyną z Irlandii do tuk-tuka i pojechałem z nią do siebie. Gdy dojechaliśmy pod hostel, okazało się, że Dred jeszcze nie wrócił. Gdzie on się podział? Irlandce zmalała ochota na robienie czegokolwiek. Szkoda, bo brałbym ją jak ołówki z Ikei. Szkoda, bo targałbym jak komornik meblościankę.

Nie pozostawało nic innego niż powrót tym samym tuk-tukiem z powrotem do baru na Serendipity. Zamówiłem sobie następnego drinka. Nagle dotarło do mnie, że jest szósta trzydzieści, a ja przecież o siódmej mam autobus. Musiałem się nieźle spinać, żeby zdążyć wrócić do hostelu, spakować swoje rzeczy i dojechać na dworzec autobusowy.

Szybko wróciłem na chatę i wybudziłem śpiącego już Dreda. Oddał mi klucz. Otworzyłem swój domek, szybko spakowałem torbę. Połowę rzeczy zgubiłem. Na dole powiedzieli mi, że zapłacili za moją mototaxi na stację autobusów. O tyle plus, że nie będę musiał już nic dopłacać.

Z dwudziestokilogramową torbą usiadłem na tylnym siedzeniu mototaxi. Po przejechaniu pół kilometra facetowi zaczął przeszkadzać mój zapach. Śmierdziałem alkoholem na kilometr. Facet aż się zatrzymał na chwilę, rzekomo z powodu niewygodnego siedzenia. Poprawił coś w fotelu i spojrzał na mnie z takim skrzywieniem na twarzy, jakby właśnie napił się wody z kibla.

– Where are you from? – zapytał.
– Yyy… Germany!

Koleś tylko pokręcił głową, odpalił fajkę i wyraźnie przyspieszył. Sapał przy tym wszystkim jak pedofil w figloraju. Zostało mi może piętnaście minut do odjazdu autobusu. Dojechaliśmy na pięć minut przed. Wszyscy pasażerowi siedzieli już w środku.


To zwykłe chamstwo

 
Na miejscu dotarło do mnie, że w tym pośpiechu zgubiłem gdzieś bilet. Kupiłem więc na szybkości nowy i już chciałem wsiadać do autobusu. Kierowca mototaxi stał cały czas obok mnie i się przyglądał. Liczył pewnie, że z racji mojego upojenia alkoholowego można mi coś wmówić.

Byłem pijany, ale na pewno nie głupi. Motocykl był przecież opłacony przez hostel. Pomachałem mu ręką na pożegnanie i z wielką torbą na plecach postawiłem nogę na pierwszym schodku do autobusu. Nagle coś mnie pociągnęło do tyłu. Myślałem, że pewnie zaczepiłem o coś torbą. Myliłem się. Za mną stał kierowca mototaxi.

– Musisz mi jeszcze zapłacić dziesięć dolarów za nasz kurs – powiedział bez emocji kierowca.
– No chyba z chuja spadłeś… Dokądkolwiek się jedzie w tej dziurze, to płaci się maksymalnie cztery dolary. A ta trasa akurat była opłacona. Więc bujaj się, typie…

Ponownie stanąłem na pierwszym stopniu schodów do busa, a koleś znów mnie za plecak. Tym razem szarpnął tak mocno, że ten aż spadł na ziemię. Co za chamstwo! Nie dość, że utknąłem tu na miesiąc przez kierowców taksówek, to na sam koniec kolejny gościu chce mnie obrobić. Nie ma opcji.

Zacząłem się z nim szarpać. Odłożyłem plecak na bok, żeby mieć swobodę ruchów. Koleś szybko do niego doskoczył, poderwał go z ziemi i zaczął nim rzucać. Odepchnąłem typa tak mocno, że się wyłożył. Miałem tylko chwilę, żeby podnieść plecak i szybko wskoczyć do autobusu. Wsiadałem tyłem, żeby znowu mnie nie szarpał. Kiedy chciał podejść, to wypychałem go butem. Jakbym z psem walczył.

Gdy wreszcie udało mi się wsiąść, ludzie zaniemówili. Przez całą scenę każdy z nich był przyklejony do szyby. Nikt nie wiedział, co jest grane. Trzeba to było jakoś odkręcić. Wszyscy skamienieli, czekając na wyjaśnienie mojego chamskiego zachowania.

– Entschuldigung!

Zawsze w takiej sytuacji lepiej przeprosić po niemiecku.

Usiadłem obok parki. Po chwili przesiedli się. Brudny, najebany i niebezpieczny Niemiec. Wstyd. Tak się z tego wszystkiego odwodniłem i zgłodniałem, że Angelina Jolie chciała mnie adoptować.


Najzabawniejsza książka podróżnicza na polskim rynku.

 
Książka z czarnym humorem

Następna historia:
Dlaczego Wietnam jest jak polska modelka?