Brazylia – Jak zostałem dźgnięty nożem w Rio de Janeiro?

10 September 2015 Brazylia, narkotyki 8 Comments
Rio de Janeiro

Od dwóch tygodni siedziałem w Rio de Janeiro i spotykałem się z Aną Paulą poznaną w Buenos Aires. Miała dwadzieścia lat i była biała jak na Brazylijkę z miasta Boga. Właściwie mieszkała w Niteroi, miasta po drugiej stronie mostu, przecinającego zatokę Guanabara.


Brazylijka z Rio de Janeiro

 

Pochodziła z dobrego domu, gdzie tatuś pracował jako pilot w lokalnych liniach lotniczych, a mama była prawnikiem. Polubiłem tę dziewczynę. Ku memu zdziwieniu jeszcze z nią nie spałem. Postanowiłem to zmienić i w ramach automotywacji obcinać sobie porcje żywnościowe każdego dnia zwłoki.

– Dlaczego nie pójdziemy do łóżka? Mogłabyś przyjechać do mnie do hostelu na noc, weźmiemy pokój… – powiedziałem.
– To nie takie proste – odparła Ana Paula. – Ty spałeś już z taką liczbą kobiet, że wolałabym, żebyś zrobił sobie testy na HIV i inne choroby weneryczne.
– Co? – zapytałem zdziwiony. – Nie widzę żadnych symptomów choroby u siebie, a na HIV badałem się mniej więcej trzy miesiące temu w Polsce i było okej. Poza tym są prezerwatywy, więc w czym rzecz? Ludzie w jakimś celu je wynaleźli. Chyba są do kupienia w Rio de Janeiro.
– Przebadajmy się lepiej oboje.
– Ty chyba też nie byłaś święta przez całe życie i spałaś z wieloma facetami.
– Po czym to wnioskujesz?
– Zaintrygował mnie automat z prezerwatywami w łazience.

 
brazylijka
 

Testy na HIV

 

Mimo wszystko laska zaczęła nalegać na te testy. W sumie już miałem ją olać, ale wpadłem na inny pomysł. W kwietniu miała dostać miesięczny urlop, moglibyśmy więc razem pozwiedzać Brazylię. Kupiła nawet bilety w jedną stronę. Ja się zrewanżowałem, rezerwując powrotne.

– Ana. Musisz być świadoma tego, że gdy tylko wrócimy z tych bajecznych wakacji, ja pojadę dalej. Wolę to od razu ustalić, żebyś potem nie cierpiała.
– Jasne, rozumiem.
– I teraz tak. Do czasu tych wakacji zostały mniej więcej dwa tygodnie, a ja nie bardzo mam co ze sobą zrobić. Jestem jakieś pięć kilometrów od Rio de Janeiro, ludzi jest tu mało, nikt prawie nie gada po angielsku i czuję się trochę samotny. Ty pracujesz codziennie od trzynastej do dwudziestej pierwszej. Jak sama widzisz, po pracy nie masz już ochoty na spotkania.
– Nic na to nie poradzę…
– Dlatego mam pomysł. Zróbmy tak. Ja oddam krew i gdzieś się przejadę na te dwa tygodnie, bo czuję, że marnuję swój czas, nie robiąc nic całymi dniami. Gdy tylko przyjdą wyniki, to do mnie zadzwoń. Jeśli będzie okej, to się szykuj. A jeśli coś złapałem, to ja już sobie tam zostanę.


Gniew Brazylijki

 

– Spierdalaj! – wykrzyczała. – Pewnie jedziesz sobie znaleźć jakieś nowe laski do bzykania. Jedź sobie! Ja cię nie będę zatrzymywać. Po co ja w ogóle kupiłam te bilety na wakacje? Tyle kasy poszło! Jaka ja byłam głupia…
– Uspokój się. Jestem ciekawy tego kraju, nigdy wcześniej tu nie byłem – skłamałem. – Nie bądź egoistką!
– Co?!
– No właśnie to. Nie próbuj na siłę uwięzić mnie w miejscu, w którym w zasadzie nie mam nic do roboty.
– Ale…
– To prawda. Tu można tylko chodzić na plażę, a to robi się nudne już po drugim dniu.
– Muszę to przemyśleć…
– Ale co Ty chcesz przemyśleć?
– Może to trochę samolubne, ale ja się po prostu boję, że znajdziesz sobie inną…
– Spotkajmy się jeszcze jutro. Porozmawiamy o tym na spokojnie, gdy już ochłoniesz.
– No dobrze.
– Poza tym jutro do Rio de Janeiro przyjeżdża mój znajomy Polak. Chcę się z nim napić wódki.
– Będę mogła do Was dołączyć?
– Jasne! I potem pójdziemy razem do klubu. Deal?
– Okej. To do jutra.


Ziomek

 

Z Adamem spotkałem się następnego dnia na Copacabana w Rio de Janeiro. Kupiłem litr wódki. Ana Paula miała do nas dołączyć, gdy tylko skończy pracę i się przebierze. Nie zdążyła, bo w mgnieniu oka zrobiliśmy całą flaszkę i jeszcze ludzie z faweli posypali nam to i owo. Ci, których poznaliśmy, mieszkali w namiocie na plaży i w ciągu dnia dziarali tatuaże. Z zarobionych pieniędzy kupowali kokainę i jedzenie. I w sumie nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że kobieta, która siedziała z nimi, była w zaawansowanej ciąży. Mimo to wciągała, aż się jej uszy trzęsły. Odpowiedzialna mama. Ale co miałem zrobić, do cholery? Nawrócić ją? To bezcelowe.

 
Copacabana Rio de Janeiro
 
Po mieszance wódki i dragów czułem się wyśmienicie. Do Any dzwoniłem mniej więcej co godzinę. Na początku wracała z pracy, później się stroiła, aż w końcu mówiła mi, że już jest na imprezie (choć nie słyszałem żadnej muzyki). Powiedziałem, że zejdzie mi tu z godzinę i żeby wysłała mi adres SMS-em, to popędzę tam niczym zwinna i skoczna wydra.


Klub

 

Dojechałem na miejsce i stanąłem w kolejce do wejścia. Ochroniarz spojrzał na mnie podejrzliwie, po czym podał mi cenę biletu za wstęp. Zawołał prawie sto dwadzieścia złotych. To, co tam jest, do kurwy nędzy? Koncert Shakiry? Dlaczego tak drogo?

Z wielkim bólem w gardle zapłaciłem. Gdy wszedłem do środka, zacząłem poszukiwania. Klubik nie był specjalnie wielki, więc w szybkim tempie obszedłem wszystko dookoła. Ani śladu po Anie. Przeszukałem nawet kible. Tam się przeraziłem i dotarło do mnie, gdzie właściwie jestem. Choć ta książka czasem wali prawdą między oczy, to nie zamierzam tego tutaj opisywać. Powiem tylko, że tam w mig zrozumiałem, czym jest klub dla gejów. Toalety nie są tu miejscem na siku czy kupę. Ci kolesie bezczelnie się tam pierdolą.

Ciśnienie tak mi się podniosło, że myślałem, że zaraz eksploduję. Ogarnęła mnie furia. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłem tak wkurwiony. Myślałem, że pozabijam tych kolesi. Trzeba było jeszcze znaleźć Anę. Szedłem przez klub jak morderca. Nie było śladu po tej lasce. Nie było tam nawet jednej kobiety. Wróciłem do kasy, żeby oddali mi pieniądze za bilet. O dziwo, zwrócili mi forsę.


Gej

 

Stanąłem przed klubem, wyciągnąłem telefon i wybrałem numer Brazylijki. Miałem ochotę zabić tę sukę. W ramach żartu albo rewanżu wysłała mnie na to zbiegowisko pedałów. Za pierwszym razem nie odebrała. Za dwudziestym też nie. Stałem w miejscu i przeklinałem.

Ogarnęła mnie wściekłość. W tamtej chwili nienawidziłem tej kobiety. Wychodziłoby na to, że laska mnie wystawiła. Sama poszła na inną imprezę, a mnie podała adres na drugim końcu Rio de Janeiro i wysłała na spęd waginosceptyków.


Wojna

 
Postałem jeszcze chwilę przed klubem, próbując się do niej dodzwonić. Za mną zaczął krążyć ulizany gej.

– Idź sobie stąd. Nie jestem gejem – wypowiedziałem przez zaciśnięte ze złości zęby.
– Hej, sexy boy! Dlaczego jesteś taki zły? – zapytał gej.
– Nie twoja sprawa. Wypierdalaj!

Ana nie odbierała telefonu. Na chwilę straciłem z oczu tego geja. Zaszedł mnie od tyłu i klepnął w dupę. Długo się nie zastanawiając, wypłaciłem mu bombę w ryj. Kolesiem aż zakręciło. Złapał się za twarz, zawył z bólu, po czym spojrzał na mnie z uśmiechem i powiedział.

– Brutalny gringo. To lubię!
– Co??? – odpowiedziałem bezsilny.

Za chwilę dostał sierpowego w okolice prawego łuku brwiowego. Upadł na ziemię. Zakrwawił się i zaczął płakać. Poniosło mnie. Gej wreszcie się podniósł i skierował się do klubu. Chyba trochę przesadziłem. Mając w głowie to, co stało się z Ruskiem w czasie karnawału, wolałem się oddalić z tego miejsca.


Kłopoty

 

Nagle usłyszałem za plecami krzyki. Obróciłem się i zobaczyłem tego samego nachalnego geja z czterema potężnie zbudowanymi kolegami. No to mam kłopoty. Zacząłem oddalać się od klubu. Szli za mną. Wreszcie odwróciłem się na pięcie.

– Dawać, kurwa, pedały jebane! Wszyscy! – krzyczałem do nich. – Nie potraficie się bić!

I nie musieli. Dwóch z nich wyciągnęło z kieszeni noże. Nie były to wielkie maczety, tylko małe nożyki, którymi w reklamie Manuel smarował kanapki. Wtedy prawie zesrałem się ze strachu w portki. Ostatnią kupę w majtki zrobiłem w przedszkolu. Wtedy dzieci zaczęły mnie pytać:

– Proszę pana, a co tak śmierdzi?

Zacząłem uciekać, ale bez trudu mnie złapali. Dwóch z nich próbowało mnie unieruchomić. Choć wiłem się jak szczupak na wędce, nie dałem rady się wyrwać. Wreszcie jeden z nich podszedł i próbował wycelować w śledzionę, aby mnie dźgnąć. Zasłoniłem się ręką. Poczułem przeszywający ból od nadgarstka po ramię. Zalałem się krwią i osunąłem na ziemię. Przy okazji poleciały mi łzy. I wcale nie z bólu. To było do wytrzymania. Tylko ktoś najwyraźniej tym nożem wcześniej kroił jebaną cebulę!


Zarżnąć gringo!

 

A tak serio: nie było mi do śmiechu. Myślałem, że jest po mnie. Jeden z nich nalegał, żeby zadźgać mnie do końca. A ja traciłem nadzieję, że zobaczę kiedykolwiek moją rodzinę. I wtedy stało się coś, co nigdy nie zdarza się w Brazylii, a co prawdopodobnie uratowało mi życie.

Wjechała policja.

Brazylijczycy zaczęli uciekać, ale tamci nie byli sami. Cztery samochody policyjne zablokowały drogę z każdej strony. Niech żyje ten, kto zawiadomił tę policję, bo dzięki niemu przeżyłem. Ku memu zdziwieniu ja też zostałem aresztowany.


Aresztowanie

 

Władowali mnie krwawiącego niczym zarżnięta świnia do samochodu. Siedziałem z tymi Brazylijczykami oraz z dwoma po zęby uzbrojonymi policjantami.

– Skąd jesteś? – zapytał policjant.
– Polonia – odpowiedziałem na wpół przytomny.
– Mówisz po portugalsku?
– Nie. Po hiszpańsku, angielsku, niemiecku, rosyjsku i polsku.
– To będzie problem.

Na komisariacie od razu wzięli mnie do specjalnego pokoju. Dali mi tylko kilka bandaży, żeby zatamować krew. Siedziałem tam z dwoma policjantami. Po półgodzinie przyszedł jakiś facet.

– Cześć. Mówisz po angielsku?
– Tak – odparłem.
– Skąd jesteś?
– Z Polski.
– Jak masz na imię?
– Tony.
– Posłuchaj. Spowodowałeś bójkę przed klubem. I nic by się nie stało, bo mamy tu dużo poważniejsze problemy, ale ktoś cię dźgnął, a my nie możemy sobie pozwolić na martwego turystę przed mundialem. Tym bardziej w Rio de Janeiro, gdzie będzie finał. Dasz radę jeszcze chwilę?
– Myślę, że tak.
– Polonia gra? – zapytał z ciekawością.
– W co?
– Na mundialu.
– Nie gra.
– To nic wielkiego by się nie stało, gdyby cię zabili.
– Aha…
– Powiedz mi dokładnie, co się tam stało.
– Spotykam się od jakiegoś czasu z Brazylijką Aną…


Śmierć czy papierek?

 

Opowiedziałem mu całą historię. Gdy skończyłem, gość zaczął się śmiać. Przekazał na szybko historię koledze. Nie mogli przestać się śmiać ze sposobu, w jaki wystawiła mnie ta Brazylijka.

– Dobre! – Wybuchnął śmiechem. – Co za historia!
– Prawie bym zginął… Możecie mi dać nowe bandaże albo jakoś to zatamować?
– Poczekaj. Dobra, do rzeczy. Rozumiem, że nie chcesz wnieść oskarżenia przeciwko nim. Od razu ci powiem, że my cię tu nie ochronimy. Znajdą cię dość szybko i zabiją. Poza tym – z tego, co widzę – jesteś naćpany. Skąd to miałeś?
– Od ludzi z faweli. Byli na Copacabana w Rio de Janeiro.
– Wiesz, że bardzo nierozsądnie jest brać to od przypadkowych ludzi.
– Wiem. Możecie mnie zabrać do szpitala?
– Tak. Podpisz to i jedziemy.

Podsunął mi pod nos jakiś papierek po portugalsku. Podpisałem i zabrali mnie do szpitala. Gdy tylko mnie zaszyli, policja podwiozła mnie jeszcze pod prom płynący do Niteroi. Byłem już bez kasy. Nie miałem na statek, więc czekało mnie półtorej godziny w autobusie. Jedyne, co sobie wbiłem do głowy, to to, żeby nie myśleć o tej dziwce. To znowu wyprowadziłoby mnie z równowagi.

 
Jak zostałem dźgnięty nożem w Rio
 


Poranek

 
Następnego dnia napisałem tej kobiecie, co się stało. Początkowo nie mogła w to uwierzyć, a chwilę potem napisała, jak bardzo jej żal tego geja, którego uderzyłem. Potem stwierdziła, że jestem zamkniętym umysłowo homofobem. Zamilkłem na kolejny tydzień i nawet nie miałem ochoty tego komentować.

Gdy patrzę na całą sytuację z perspektywy czasu, wiem, że jedyną osobą, do której mogłem mieć jakiekolwiek pretensje, byłem ja sam. I choć ta Brazylijka z premedytacją skierowała mnie do gejklubu, to chyba nie spodziewała się, jak wielkie problemy mogą z tego wyniknąć. Głupi żart, który mógł mnie wysłać na tamten świat. I głupi ja, że tak mnie poniosło. Ale nie dam się, do cholery, klepać po dupie!


Najzabawniejsza książka podróżnicza na polskim rynku. Zamów teraz.

Książka z czarnym humorem


Następna Historia:
Jak zostałem aresztowany za posiadanie kokainy?