Nepal – Nic tak nie cieszy jak złamana ręka
Gdy człowiek łamie rękę wysoko w górach, najpewniej czeka go śmierć. Gdy przytrafiło się to pewnej Irlandce, byłem wniebowzięty. Przeszła mnie fala rozkoszy, która zamieniła się błogość.
Gdy człowiek łamie rękę wysoko w górach, najpewniej czeka go śmierć. Gdy przytrafiło się to pewnej Irlandce, byłem wniebowzięty. Przeszła mnie fala rozkoszy, która zamieniła się błogość.
Schodziłem z góry Gokyo Ri, gdy daleko w szczelinie między dwoma wierzchołkami pojawiła się sylwetka helikoptera. Zrobił rundkę dookoła jeziora, zapętlił za szczytami i zacząć obniżać kurs. Lądował praktycznie 200 metrów ode mnie, więc miałem go jak na dłoni. Cała okolica nagle ożyła. Ze stoku podniósł się lekki kurz, łąka zaczęła falować, a pasące się na niej jaki – uciekać. W powietrzu wisiało coś przerażającego. Ogarnął mnie strach…
Gdy przyjechałem z Tadż Mahal do Varanasi, od razu wyszedłem z hostelu, żeby zobaczyć to i owo. Varanasi to dziwne miejsce i dla wielu szokujące. Mnie specjalnie nie ruszyło. Samo palenie zwłok w krematoriach też było smętne i liche. Widok krów zżerających kwiatki ze zmarłych to dla mnie chleb powszedni. Wygłodniałe psy grzebiące w ludzkich szczątkach były dla mnie jak zwykłe popołudnie z rodziną w lesie. Dopiero odrobinę dalej, w dół rzeki, zobaczyłem, że ludzie pluskają się w tej samej wodzie, do której wcześniej zrzucali martwe ciała. Wtedy na mojej twarzy zagościł uśmiech. Poczułem, że ten dzień będzie udany.
„Ruchałem ją” – właśnie taki podpis towarzyszy zdjęciom, które Hindusi robią sobie z białymi turystkami. Wrzucają je na swojego Facebooka, gdzie dostają tysiące polubień i komentarzy od innych Hindusów spragnionych białego ciałka Europejki lub Amerykanki. Oczywiście fotografowane kobiety nie mają o niczym pojęcia.
Obudziłem się i spojrzałem w kalendarz. Był wtorek. Nie miałem żadnych planów na to, jak spędzić taki słoneczny dzień. Postanowiłem iść do więzienia San Pedro. Żeby jakoś zabić nudę.