Nepal – Przemytnik
Historia, którą za chwilę przeczytasz, to jedna z najbardziej krzywych akcji, jakie kiedykolwiek były moim udziałem. Nie mnie oceniać jej aspekt moralny. I tak zawsze chciałem trafić do piekła. Tam poszli sami interesujący ludzie. Jeśli wierzyć w buddyjskie prawo karmy – powinienem zginąć. Mógłby potrącić mnie kulig organizowany przez Jeden Osiem L. Podła śmierć. Swoją drogą: ciekawe, czy facet już zapomniał…
Ostatni dzień przed trekkingiem
Siedziałem w hostelowym lobby w Pokharze w Nepalu. Planowałem z Andym trasę dookoła Annapurny. Wyruszaliśmy następnego dnia. Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Leki, sprzęty, ciuchy, mapy. Może poza jedną drobną kwestią.
Byliśmy już nieźle pijani, gdy w lobby pojawił się nowy człowiek. Był łysy i non stop do każdego się uśmiechał. Usiadł po drugiej stronie wielkiego stołu. Whiskey lało się, jakby ktoś ostrzelał destylarnię. Planowaliśmy kolejne dni na trasie, aż w pewnym momencie właściciel hostelu wymyślił najsłabszą grę, w jakiej kiedykolwiek brałem udział. Wstał, poprosił o uwagę i zaczął swoje:
– Słuchajcie! – ryknął. – Zaraz na stół wyrzucę cały utarg z tego dnia. Waszym zadaniem będzie zgadnąć, ile dzisiaj zarobiłem. Pozwoli wam to zrozumieć, jaką robię tutaj kasę.
Wszyscy popatrzyli po sobie, kilka osób uśmiechnęło się z politowaniem. Ktoś zapytał:
– A co jest nagrodą?
– Kto będzie najbliżej, wygrywa piwo – odpowiedział właściciel.

Po czym, nie pytając o zgodę, wypierdolił na stół utarg z całego dnia. Morda mu się przy tym cieszyła, jakby grał w Twistera z Salmą Hayek. Kilku z backpackerów wzięło udział w konkursie. Dla beki. Po wszystkim przeliczyli siano i wytypowali zwycięzcę. Reszta gości tak podekscytowała się konkursem, że aż zawinęła się spać. Andy również. Pożegnał mnie słowami:
– Tony, tylko nie zapij za mocno. Jutro rano idziemy na Annapurnę.
– Spoko, spoko. Możesz na mnie liczyć.
Człowiek, który do każdego się uśmiechał
Zostały cztery osoby przy stole. Ja, nowy człowiek, który do każdego się uśmiechał, jakaś gruba bebza i właściciel. Ten ostatni potarł ręce i zaśmiał się jak czarownica, po czym jeszcze raz przeliczył hajs. Każdy banknot oglądał z obu stron, wąchał i macał. No cóż… Każdy ma swoje zajawki.
Około północy pracę zaczynał ochroniarz. Starszy facet, który pamiętał jeszcze, jak Bierut walił śmierdzące klocki w pieluchy. Przemiły człowiek. Zjawiał się codziennie o tej samej porze. Czekał, aż goście pójdą kimać, po czym sam kładł się spać na podłodze. Gdy zjawił się tamtego dnia, właściciel pozbierał pieniądze ze stołu i się zawinął. Gruba bebza również potoczyła się do wyra. Zostałem ja, ochroniarz i nowy człowiek, który do każdego się uśmiechał. Podszedł do mnie i zapytał z bananem na pysku:
– Mate, do you want some charlie?
„Charlie” w brytyjskim slangu oznacza kokainę. Gdybym dostał taką propozycję każdego innego dnia, zgodziłbym się bez szemrania. Ale nazajutrz czekał mnie trekking dookoła Annapurny. Ćpanie w ramach przygotowań nie miało sensu. Poza tym wątpiłem w to, że towar kupiony w Nepalu ma jakąkolwiek moc.
– A gdzie to kupiłeś? – zapytałem.
– Przywiozłem z domu. Mam dziesięć gramów koksu i pięć gramów MDMA, czystej ekstazy.
– Ale jak to? Dlaczego ja? Skąd wiesz, że ja cokolwiek ten tego i że możesz mi ufać?
– Mam wyczucie do ludzi. Wyglądasz na spoko gościa.
– Nie, nie mogę tego zrobić. Muszę odmówić.
Pięć minut później siedziałem w pokoju tego typa. Rozgniatałem kilka ścieżek na blacie. Nie słyszałem o tym, by ktoś przemycał dragi do Nepalu. Zazwyczaj odbywa się to w drugą stroną. Ale z UK do Nepalu? Gdybym to ja był celnikiem, częstowałbym podejrzanych indyjskim jedzeniem. Karmiłbym ich łyżką.
– No jemy, jemy. Za chwilę zobaczymy, co wam tam w dupach siedzi.
Przemytnik
Facet pochodził z Essex i miał na imię Tom. W swoim prywatnym pokoju urządził małą spiżarnię. Miał od cholery whiskey, piwa i nawet trochę żarcia. Jak mi potem wyznał, siedział w Anglii za przemyt. I nie chodziło wcale o silniki do roburów. Szmuglował koks do UK. Nie robił tego osobiście, ale miał kilku żołnierzy, którzy robili to dla niego. W żołądkach, w cipkach lub poprzyklejane gdzieś na ciałach. Gdy jeden z jego ludzi wpadł, strzelił go z ucha. Tom dostał dwa lata.
Mimo że siedziałem w jednym pokoju z kryminalistą, czułem się spokojnie. To był miły człowiek, żaden tam zwyrol. Gdy pierdział, mówił „przepraszam”. Gdy kichał, zakrywał ręką twarz. Miał ten angielski, towarzyski szlif. Dla takiego gościa jak on zaciągnięcie laski do łóżka było jak zabranie dziecku ulubionej zabawki. Dużo pisku, krzyku i krwi…
Po kilkunastu minutach siedzenia w pokoju zaczęliśmy wymieniać się historiami.
Dziwny fetysz
– Miałem kiedyś ziomka – zaczął Tom – który uwielbiał patrzeć, jak inni faceci pieprzą jego kobietę.
– Żartujesz?
– Serio mówię. Sam ją pieprzyłem.
– A ona co na to?
– Nic. Cieszyła się. Taki fetysz mieli. Umawiali się ze znajomymi na taki układ. On siedział gdzieś w kącie, a ktoś inny pieprzył ją na jego oczach.
– Ja pierdolę…
– Albo inna historia – powiedział Tom. – Kiedyś spałem z laską, która miała na karku dwójkę dzieci. Gdy się dobrze naćpaliśmy, od razu wzięło nas na siebie. W pewnym momencie laska wypaliła coś takiego: „Skończ we mnie! Proszę”.
– I co jej odpowiedziałeś?
– Powiedziałem: „Zaraz, zaraz. Czy to właśnie nie w taki sposób pojawiła się ta dwójka dzieci?”.
Środki nasenne
Śmialiśmy się, opowiadaliśmy historie i ćpuraliśmy dalej. Po jakimś czasie zachciało nam się jarać. W pokoju był zamontowany czujnik, więc zeszliśmy do lobby. Spodziewaliśmy się, że ochroniarz śpi. O dziwo, koleś jeszcze nie zasnął. I wcale nie był zadowolony z tego, że do lobby zwalili się goście hostelu. Widać było, że walczył ze snem. Jednak przez nasze gadanie jakoś nie mógł zasnąć. Po chwili zapytał:
– Słuchajcie, chłopaki, nie macie jakichś środków nasennych?
Nikt z nas nie odpowiedział.
– No macie coś? Nie mogę spać. A wy tutaj szalejecie i gadacie.
Popatrzyliśmy na siebie z Tomem. Uśmiechnął, puścił mi oko. Już wiedziałem, o co chodzi. Zaraz odpowiedzieliśmy mu równocześnie.
– Mamy, mamy. Tylko takie w formie proszku. Chcesz?
Bałem się, jak jego organizm zareaguje na taką dawkę ekstazy. Obawiałem się, że ochroniarz spanikuje i się przekręci. Tom, przemytnik, nie odpuścił. Poszedł do kibla, przygotował mu działkę, którą zlepił w małą kulkę, wrócił i podał Nepalczykowi.
– Po tym zaśniesz pan jak małe dziecko – powiedział z uśmiechem.
Facet przełknął porcję i wrócił na swoje miejsce. Zawinął się w kłębek jak włóczka. My gadaliśmy dalej, kątem oka obserwując ochroniarza. Z początku nic się nie działo. Po chwili na twarzy pojawił mu się uśmiech. Ale nadal leżał zwinięty.
Zaczyna wjeżdżać
Po dwudziestu minutach podniósł się i przyciszonym głosem zapytał:
– Słuchajcie, chłopaki. Coś nie mogę spać. Będzie wam przeszkadzało, jeśli delikatnie puszczę muzykę?
– Ależ oczywiście, że nie.
Facet odpalił jakąś nepalską muzykę i usiadł z uśmiechem na twarzy. Po dziesięciu minutach znowu zapytał:
– Mogę trochę pogłośnić? Będzie wam przeszkadzać?
– Ależ oczywiście, że nie.
Facet dowatował muzykę, po czym wstał i zaczął bujać głową w rytm bitu. Po dziesięciu minutach zerknąłem na niego ponownie. Nie wierzyłem. Tom, przemytnik, siedział do niego tyłem, więc nie widział, co się dzieje. Ja tylko rozdziawiłem paszczę i nie mogłem wydusić z siebie słowa. Podniosłem palec i wskazałem na ochroniarza.
– On… On tam… Spójrz!
Anglik obrócił głowę i zaczął się śmiać. Ochroniarz wpakował się w butach na stół. Tańczył. Cały w skowronkach. Był jednym z najszczęśliwszych ludzi na świecie. Spojrzeliśmy na siebie z Tomem i pokiwaliśmy głowami. Chwilę potem Anglik zaczął kolejną historię. Tysięczną tego wieczoru.
Kolega bez jednej ręki
– Znałem kiedyś zioma z Essex, który nie miał jednej ręki. Stracił ją w trakcie tąpnięcia w jakiejś kopalni. Chyba Kellingley.
– No mniejsza z tym. Co z nim?
– Nie wiem, jak to robił, ale gość świetnie pływał. Nawet bez jednej łapy. Kumasz?
– Jakim stylem? – zapytałem.
– Kraulem, żabką, ropuchą, delfinem, no, kurwa, wszystkim! Ale głównie pieskiem. Tak, jego koronnym stylem był piesek. Miał nawet startować na paraolimpiadzie.
– Jesteś pewien, że piesek jest oficjalnym stylem na paraolimpiadach?
– A nie jest? Jestem przekonany. Pewnie, że jest!
– Ja nie do końca. I niby skąd taki talent do pływania pieskiem?
– W dzieciństwie robił wiele przekopek w piasku. Ten ruch miał wyćwiczony. Napierdalał jak kret. Serio. Radził sobie tak dobrze, że powołali go nawet do kadry paraolimpijskiej.
– W robieniu przekopek?
– Nie, w pływaniu. Na same igrzyska nie pojechał, a chwilę potem rzuciła go kobieta.
– Ciekawe, za którą rękę chodzili na spacery…
– Pewnie tę odjebaną. Heh. Kobieta odeszła od niego z jakimś piłkarzem. No cóż, bywa i tak. W Anglii pływanie bez ręki nie jest najpopularniejszą dyscypliną sportu. Piłka nożna jest wyżej. Ranking wygląda tak: pierwsze miejsce – piłka nożna, drugie – pływanie bez ręki, trzecie – rugby. Pływanie bez ręki to drugi najpopularniejszy sport w Anglii. Kto by pomyślał?
– He, he, he, he. A swoją drogą: u nas w Polsce rząd…
– Nie mów mi o polityce!
– Nie, nie! Ja nie z takich. Posłuchaj. Nasz rząd wymyślił program dla ratowania płodów. W skrócie wygląda to tak, że jeśli babka ma uszkodzony płód albo wie, że urodzi się trzaśnięte, to dostaje – uwaga! – 900 funtów.
– Jednorazowo czy co miesiąc?
– Tylko raz. Za kilkanaście lat będziemy, kurwa, potęgą na paraolimpiadzie! Nikt nas nie powstrzyma.
– Dobra, nie gadaj mi o polityce.
– Nie zamierzam. Sam nie lubię.
– Popatrz na tego, jak się rozkręcił. – Wskazał rozbrykanego ochroniarza.
Kłopoty
Tej nocki nie poszedłem spać. Andy, gdy zobaczył mnie nad ranem, wkurwił się. Nie było wyjścia. Zostaliśmy na kolejny dzień w Pokharze. Nie mogłem iść naćpany w Himalaje.
Z samego rana udałem się do recepcji w hostelu, gdzie już siedział właściciel. Ten od liczenia utargu.
– Jak widać, jeszcze tu jestem – powiedziałem z uśmiechem. – Jeszcze jedną nockę poproszę.
– Siadaj, Tony – powiedział z bardzo, ale to bardzo poważną miną. – Musimy porozmawiać.
– Co się stało?
– Wiesz, że mamy w hostelu kamery, prawda?
– Nie wiem. A coś się stało? – Poczułem, jak ze zdenerwowania zaczyna chodzić mi noga.
– Ty mi powiedz, co się stało.
– O czym pan mó… mówi?
– Może ujmę to tak… – Wstał i obszedł biurko dookoła. – Nie mamy dla ciebie łóżka na dzisiejszą noc. Najlepiej byłoby, gdybyś się spakował i usunął z hostelu.
– Ale dlaczego?
– Ty już, kurwa, dobrze wiesz dlaczego!
– Ale ja…
– Cicho. Lubię cię, Tony. Szczerze cię lubię. Ale jesteś okropnym człowiekiem. Co wy daliście temu ochroniarzowi? Dzisiaj nad ranem dostałem od niego jakieś dziwne wiadomości. Teraz patrzę na monitoring, a skubaniec tańczył po stołach. Co wy mu daliście?
– Zapaliliśmy z nim zioło.
– Zapaliliście z nim zioło. No tak… A czy ja nie mówiłem, żeby nie palić w lobby? Wyjdźcie sobie chociaż na parking.
– Zdecydowanie. Popełniliśmy błąd. Już nie będziemy. Przepraszamy.
– To nic nie da. I tak wylatujesz. Tom już wyleciał. Idź sobie naprzeciwko. Mają jeszcze pokoje. U mnie spać nie będziesz.
Zwinąłem swoje rzeczy i polazłem do hostelu obok. Przez cały dzień zdychałem jak pies. Musiałem dobrze wypocząć przed trekkingiem dookoła Annapurny. Ciekawe, jak się czuł ochroniarz…
Lubisz czarny humor? Chcesz więcej historii? Kup sobie książkę!

—-
Następna historia:
Trekking Dookoła Annapurny

4 komentarze