Brazylia – Przychodzi Tony do lekarza

Wizyta u lekarza w Brazylii

W Brazylii służba zdrowia ma się dużo gorzej niż w Polsce. Tam, gdy nie masz hajsu, a akurat się pochorowałeś, możesz sobie śmiało przerzucić stryczek przez belkę na suficie. Gdy polegasz tylko na publicznej służbie zdrowia – wyleczenie byle pryszcza będzie trwało latami.


Wysypka w Brazylii

 
Pierwszy raz przekonałem się, jak to działa, gdy po goleniu w okolicach łonowych pojawiła mi się mała wysypka. Wyglądało to nieestetycznie. Niby nic poważnego i pewnie po kilku dniach samo by to zniknęło, ale kiedy Brazylijki to wyczuwały, kategorycznie odmawiały wzięcia do buzi. Bały się, że to jakaś egzotyczna choroba z Polski. Miałem więc na jednej szalce seks oralny od Brazylijek, a na drugiej zaoszczędzanie trochę grosza.

Długo się nie wahałem. Znalazłem w necie jakiegoś lekarza we Florianopolis. Nie znałem ceny. Wsiadłem w autobus i wybrałem się tam bez powiadomienia ich, że nadciągam ze swym chorym kutasem.

Wkroczyłem pewnym krokiem do recepcji.

– Dzień dobry. Mam prawo przypuszczać, że chciałbym zapisać się na wizytę u dermatologa.
– W porządku. Pojedyncza wizyta kosztuje u nas 300 reali (około 300 złotych). Proszę wypełnić ten kwitek.

Babka podała mi do ręki jakieś papiery, gdzie rzekomo miałbym wpisać swoje dane. Kurde, 300 złotych za jedną wizytę to przesada. Ale cóż miałem począć? Przed oczami przemknęły mi te wszystkie Brazylijki, więc po chwili wziąłem się za wypełnianie.

– Jeszcze tylko takie techniczne pytanie – powiedziałem. – Czy lekarz mówi po angielsku?
– Tak, oczywiście.

Zapłaciłem bez szemrania i wszedłem do gabinetu.


Dermatolog w Brazylii

 
– Hoy! Tudu bom?

Na krześle przede mną siedziała ciemnowłosa, 30-letnia kobieta o ponętnych czerwonych ustach. Była ubrana cała na biało, co przy jej ciemnych, długich włosach i tych krwiście czerwonych ustach dodawało jeszcze seksapilu. Zaczęła mnie wypytywać, co jest grane i po co właściwie przyszedłem. Gówno mówiła po angielsku, a ja gówno rozumiałem po portugalsku. Kumałem może co szóste słowo.

Gdy jej powiedziałem, że to w okolicach kutasa, uśmiechnęła się i zwiększyła intensywność pytań. Może wyszła z założenia, że jestem zboczeńcem i na coś liczę w gabinecie.

W pewnym momencie kazała mi się rozebrać. Dobrze, że dzień wcześniej nie żarłem żadnej viagry, bo pewnie teraz mój kutas aż przebijałby spodnie. Przysunęła się do mnie i obejrzała go dokładnie. Odległość mojego penisa od jej ponętnych ust wynosiła niecałe 20 centymetrów.

– To nic groźnego – stwierdziła kobitka. – Nie ma poważnych zmian na skórze. To zwykłe podrażnienie po goleniu. Dam Ci na to kilka kremów.
– A co z goleniem następnym razem?
– Nie gol się.
– Żartujesz?
– Jeśli już bardzo chcesz, zrób sobie depilację brazylijską.

Robiłbym to co miesiąc i pewnie byłoby to bolesne. Jako że mój talent gwiazdy porno nie został jeszcze odkryty i nie było sensu iść aż tak daleko – olałem to. Baba dała mi armię kremów. Dokupiłem też kilka nowych maszynek.

Cała wizyta trwała maksymalnie 10 minut. To jest dopiero, kurwa, niezła robota! Za 300 złotych babka gada 10 minut do kolesia, który nic nie rozumie w jej języku, więc w zasadzie mogłaby mi opowiedzieć, jak wczoraj zabrakło jej na chacie gazu i wysłała syna po nową butlę do Bur Gazu. Na koniec obejrzała sobie jeszcze fiuta. To jest robota!


Argentyńczycy

 
Po kilku dniach stosowania kremów byłem bez choćby krostki. I właśnie wtedy podupadłem na zdrowiu po raz kolejny. Tym razem było to coś poważniejszego – podejrzewałem aż zapalenie płuc. Mieszkałem w tamtym czasie w malutkim wynajętym domku, gdzie zaraz obok żyła para właścicieli – Argentyńczyków.

Oboje pracowali w tym samym hostelu. Koleś siedział na recepcji, a ona sprzątała. Gdy tylko skończyli robotę, wracali do chatki obok mojej i kręcili blanta za blantem. Z chatki kopciło się jak z lokomotywy parowej. Czasami wychodzili z tego piekła, kaszląc i dusząc się, pewnie dlatego, że na dworze było zbyt dużo tlenu, a ich płuca przestały go przyswajać. Ilość wypalanego przez nich tematu trzeba było przeliczać na zapalniczki, a nie na małe samarki.

– Ile wczoraj spaliliśmy? – pytała Argentynka.
– Dwie zapalniczki – odpowiadał Argentyńczyk.

Któregoś dnia, gdy chyba spalili więcej niż zwykle, ktoś zapukał do mych drzwi. Otworzyłem, a tam stała parka Argentyńczyków, trzymając w dłoni ogromny materac.

– Tony, zabieramy Ci tapczan. Damy w zamian ten materac.

A ja, głupi, się zgodziłem. Wrzucili mi to cholerstwo do środka i z uśmiechem na twarzy wynieśli tapczan na plerach. Dopiero pierwszej nocy dotarło do mnie, że materac gnije od środka i śmierdzi ziołem. Zdjąłem swój śpiwór i położyłem się na podłodze. Rozchodzący się zapach materaca był nie do wytrzymania. Zioło mi nie przeszkadzało, ale ten grzyb mnie wkurwiał nieprzeciętnie.

Następnego dnia, kompletnie osłabiony alkoholem i nieodporny na zarazki jak zwykle, walnąłem się na tego śmierdziucha. Rankiem dopadł mnie kaszel, który po kilku dniach przeistoczył się w zapaleniu płuc. I tym razem, żeby nie wydawać kolejnych 300 złotych na 10-minutową wizytę, postanowiłem iść do szpitala prywatnego.


Na pogotowiu

 
Podszedłem do okienka, gdzie nienawistnym wzrokiem zmierzyła mnie gruba pielęgniarka.

– Czego?
– Wydaje mi się, że mam zapalenie płuc. Chciałbym się zapisać na wizytę u lekarza.
– Usiądź i poczekaj. Wywołamy cię, gdy będzie trzeba.

Usiadłem i zacząłem się przyglądać ludziom. Po trzech godzinach siedzenia na pogotowiu można się rozchorować. Przychodzą ludzie w takim stanie, że moje zapalenie płuc to jakaś kpina.

Wyglądało to mniej więcej tak, jakby ludzie wracali z frontu. O temblaku, o wózku, bez oka, z dwiema głowami… No kurwa czułem się tak, jakby za drzwiami wyjściowymi tej poczekalni czekało na człowieka jakieś przebiegłe dziadostwo.

Nawet ludzie w kolejce przede mną nie wyglądali najlepiej. Ktoś pluł krwią do miski, w głębi staruszka bezwładnie siedziała na wózku inwalidzkim i zapewne nie przyszła po wypis recepty na tabletki antykoncepcyjne.

Pod ścianą siedział wysoki facet z rurką w gardle. I co ciekawe, co jakiś czas wychodził na zewnątrz zapalić. Nie chciałem go pouczać, ale według mnie moment, w którym ma się rurkę w gardle, to najlepszy czas, żeby wreszcie rzucić palenie. Ciekawy byłem, czy przykładał papierosa wprost do ust, czy ładował w rurkę.


Ucięty palec

 
Jednak najbardziej przerażający pacjent wtarabanił się po jakichś dwóch godzinach. W drzwiach poczekalni pojawił się facet ze świeżo uciętym palcem. Jęczał jak zarzynana świnia. Miał na sobie ogrodniczki robocze, więc pewnie wszystko zdarzyło się na budowie w Brazylii.

Babka w recepcji rzuciła na niego okiem i kazała mu ustawić się w kolejce. Przed nim stał niedosłyszący facet, który musiał literować wszystkie swoje dane. Trwało to całe wieki, a chłopak za nim się wykrwawiał. Nagle ludzie się unieśli i zaczęli protestować.

Młody Brazylijczyk był już cały siny na twarzy. Wreszcie się doczekał i staruszek odszedł od recepcji. Babka wręczyła chłopakowi formularz do wypełnienia… Ten nie wytrzymał i sforsował drzwi na oddział. Nikt nie protestował. Bycie lekarzem – albo ogólnie praca w szpitalu – znieczula. Tym bardziej w Brazylii. Choćby się miało serce ze szczerego złota, to wykonując ten zawód, nie zawsze można sobie pozwolić na współodczuwanie z pacjentami.


Teoria śmierci

 

Tak rozmyślając o śmierci, ułożyłem w głowie pewną teorię. Cóż, śmierć czeka nas wszystkich, tylko na chwilę przed nią wszystko, co cię tak trapiło i sprawiało nieszczęście, przestanie cię obchodzić. Jeśli wiesz, że twój koniec jest bliski, nagle zaczynasz doceniać każdy wdech i wydech oraz najbliższych ci ludzi.

Kto wtedy myśli, że ma gówniany samochód, że jest za niski, za gruby, że ma małego kutasa, że się jąka albo puszcza brzydkie bąki? Gdy wydaje ci się że masz jeszcze 20 lat życia, to stale cię to zamęcza. A w obliczu śmierci cały ten syf nagle przestaje mieć znaczenie. Dopiero wtedy przestajesz się zastanawiać, co myślą o tobie inni ludzie i jak cię postrzegają. Tylko dlaczego tak późno, do cholery? Dlaczego nie mogłeś tego zrobić, gdy byłeś jeszcze młody? Dlaczego nie robiłeś tego, na co miałeś pierdoloną ochotę? Tego, co podpowiadało ci serce i instynkt?

Wyobraź sobie siebie na łożu śmierci. Podchodzisz jako młody ty i pytasz: „Gdybyś mógł cofnąć czas, co robiłbyś w swoim życiu, coś, czego nie robiłeś?”. Gdy odpowiesz sobie na to pytanie, spróbuj zacząć to robić. Jako jeszcze młody człowiek. Albo poczekaj, aż się zestarzejesz. Może dopiero wtedy zrozumiesz.


Wszystko ma swoje granice

 
W pewnym momencie przyszła kobieta, a w zasadzie – wjechała na szpitalnym wózku. Babeczka miała podstawiony kubełek pod ryjem. Wypluwała tam wydzielinę. Kaszel miała mniej poważny niż mój. Trzymała się za gardło. Cała ta jej mimika i z pewnością gra aktorska sprawiły, że od razu ja przyjęli. Dobrze, że nie widział tego gościu z uciętym palcem. Ja musiałem, kurwa, czekać około pięciu godzin. Na początku miałem współczucie dla każdego nowego chorego. Często wpuszczałem ich przed siebie.

Potem mnie już tylko wkurwiali, bo wszystko było groźniejsze od tego, co spotkało mnie. A zapalenie płuc to nie są rurki z kremem! Całe to czekanie i organizacja szpitala w Brazylii była jeszcze gorsza od polskich warunków. Dzwonisz do szpitala, żeby umówić się na wizytę do kardiologa. Recepcjonistka mówi, że najbliższy wolny termin jest za pół roku. Zgadzasz się. Za chwilę dzwonisz znowu:

– A za te pół roku to rano czy wieczorem? Bo na popołudnie mam już umówionego dentystę.


Po 7 godzinach

 

Po siedmiu godzinach czekania na wizytę nie wytrzymałem. Podszedłem już po raz czwarty pod recepcję i zapytałem wprost:

– Czy zostanę dzisiaj przyjęty?
– Zapalenie płuc?
– Tak.
– To niech pan przyjdzie jutro.

Wyszedłem z poczekalni, przeklinając na głos cały ten szpital. Otwierając drzwi, mało bym nie zabił gościa z rurką w gardle, który radośnie sobie popalał. Standard w Brazylii.

Poszedłem do apteki kupić wszystko, co jest możliwe do dostania bez recepty. Okazało się, że mają tam gościa z uprawnieniami lekarza, więc wypisał mi antybiotyk. Tyle czekania w tym szpitalu psu w dupę.

Wróciłem do siebie do domku, spojrzałem na ten śmierdzący grzybem materac i stwierdziłem, że pierdolę to. Poszukałem najtańszych biletów i kupiłem bilet do Kolumbii. Kto by przypuszczał, że tak mocno dam się tam wchłonąć kokainie. Że mało co, a nie upadnę na samo dno.

To była ostatnia historia z Brazylii.


Najzabawniejsza książka podróżnicza na polskim rynku.

Książka z czarnym humorem

—–
Następna historia:
Kokaina w Ameryce Południowej