Australia – Człowiek, który wiedział wszystko

30 September 2021 Australia 0 Comments
Australia człowiek który wiedział wszystko

Był grudzień 2019 roku. W piątek, po pracy, otwieraliśmy kilka browarów i win, by jakoś puścić w niepamięć zeszły tydzień. Wszystko na koszt biura coworkingowego. A tak naprawdę, to na koszt moich szefów, którzy co miesiąc musieli owe biuro opłacać. Gdzieś z tyłu głowy zakodowałem sobie, że nie mogę się całkiem zalać w trupa, obrzygać pół biura i potem odgrażać się nożem każdemu ze skośnymi oczami. To już nie te czasy, kiedy pracowałem na Stadionie Dziesięciolecia. Nie, nie, nie! Tym razem zachowywałem umiar. Głównie dlatego, że w pewnym momencie musiałem się ulotnić na lotnisko i wskoczyć do samolotu do Melbourne.


Melbourne

Fantastyczną cechą Australii jest to, że na pokład samolotu można wnieść swoją wodę. To jest chyba najbardziej ludzkie prawo na świecie. Później się dopiero dowiedziałem, że tak jest w zasadzie wszędzie na lotach krajowych. A takiego nigdy nie odbyłem. W Europie wszędzie zakazane, a w sklepikach na lotnisku do kupienia tylko jakiś drogi Evian.

Gdy doleciałem do Melbourne, było już mocno po północy. Z racji tego, że w Australii zamykają wszystkie lokale o drugiej w nocy, zostało mi naprawdę niewiele czasu na zabawę. Poszedłem do jednego baru pełnego Anglików, ale szybko się wycofałem. W palarni wyglądało to tak, że wszyscy podchodzili do siebie z pytaniem: Where you from? Where you from? I z racji na to, że prawie wszyscy byli z Anglii, większość z tych rozmów była po prostu nudna. 

Ochroniarz podpowiedział mi, że jest jeden lokal, który jest otwarty w zasadzie cały czas. Pada śnieg czy deszcz, szaleją pożary czy powódź z błota i gówna – Revolver zawsze działał. Przez cały, jebaniutki weekend. Od piątkowego popołudnia do niedzieli wieczór. 

W sumie rozważałem spakowanie ciuchów w hostelu i przeprowadzkę do Revolveru. Penetrowanie miasta, które kilka lat z rzędu zajmowało pierwsze miejsce na liście najlepszych miejsc do życie, szczerze mnie jebało. Byłem już raz w Warszawie na wycieczce szkolnej i innym razem przejazdem przez Koszalin, więc starczy tego zwiedzania. Nuda.


Revolver

Już na samym wstępie wiedziałem, że to miejsce dla prawdziwych, imprezowych weteranów. Ochroniarze nie tylko znali większość klientów z imienia i nazwiska, ale też starali się troszczyć o ich najpilniejsze sprawy czy potrzeby.

Revolver, Melbourne (aktualnie na sprzedaż)

– Dzień dobry Panie Jones – mówił na wejściu ochroniarz. – Zapraszamy do środka. Proszę pamiętać, żeby przewietrzyć pościel oraz wymienić łożysko do sprzęgła w samochodzie.

Mnie oczywiście nie chciał wpuścić. Już pomijając kwestie wyglądu, to zażądał ode mnie dowodu osobistego lub paszportu. Pokazałem mu dowód, ale nie uznał go.

– Przyjdź z paszportem, to wejdziesz.

Jeszcze mocniej żałowałem, że nie zabrałem wszystkich rzeczy z hostelu. Wsiadłem do taksówki i udałem się do siebie. Bardzo nie spodobało się to taksówkarzowi, który gonił mnie środkiem ulicy z krzykiem:

– Złodziej! Złodziej! Ratunku! – krzyczał taksówkarz.

Zahamowałem i zwróciłem mu samochód. Poszedłem na piechotę. Nie minęła chwila i byłem z powrotem. Wszedłem do środka, gdzie przeszukali mnie od stóp do głów. Poczułem jak ktoś lekko odpycha mnie z tyłu. Zerknąłem za siebie i widziałem, że jakaś laska wychodzi z lokalu. A za chwilę odwraca się na pięcie i wraca na górę ze słowami:

– O kurwa, zgubiłam gdzieś majtki! 

W środku panował półmrok, czym klub nie różnił się zbytnio od innych tego typu miejsc. Kilku snobów przy barze, laski tańczą w kółku na parkiecie, połowa okupuje kibel, ktoś namiętnie jara szlugi. Standard.


Człowiek, który wiedział wszystko

Nie wiem, jak minęły te 24 godziny. Ale byłem bardzo zdziwiony, gdy dowiedziałem się od kogoś, że siedzę tu już jedną dobę. Wiem mniej więcej, co robiłem, ale żebym miał z tego jakieś wspomnienia? Nie bardzo. Ach te narkotyki. Człowiek chodzi tu i tam, gada z jednym i z drugim. A potem z perspektywy czasu, wszystkie te weekendy zlewają się w jeden. Pamiętam na pewno, jak jeden z gości zrzygał się sobie do drinka. A potem, żeby jakoś zachować twarz, udał, że nic się nie stało. I się napił. 

Ale tego wieczoru spotkałem też innego gościa, który dosłownie wiedział wszystko. Już sam nie pamiętam, jak to się stało, że akurat zacząłem z nim gadać. 

– Kurwa, człowieku! – powiedziałem zdumiony. – Ty masz odpowiedzi chyba na wszystkie możliwe pytania! Jak to jest możliwe?

– Jest coś na rzeczy. – odpowiedział spokojnie.

– Więc powiedz mi, co wiesz na temat Ugandy?

– Uganda, państwo we wschodniej Afryce nad Jeziorem Wiktorii, o pow. 241 tys. km². Graniczy z Sudanem Południowym, Demokratyczną Republiką Konga, Rwandą, Tanzanią i Kenią. Języki: luganda, nyankole…

– Dobra starczy! – odsapnąłem. – To skoro ty wszystko wiesz, potrafisz odpowiedzieć na każde pytanie, to może pogadamy o filozofii.

– Naturalnie – odrzekł Australijczyk.

– Powiedz mi, od czego zależy szczęście człowieka?

Koleś uśmiechnął się i zadumał. Skulił lekko głowę, która mocniej uwydatniła jego bujne dredy na głowie. Dopiero po 2 minutach, wreszcie przemówił.

– Musimy tutaj rozgraniczyć, że nie ma czegoś takiego, jak szczęście. To jest tylko słowo. I z racji tego, że to tylko słowo, każdy będzie sobie wyobrażał je w inny sposób. Tym bardziej, że to abstrakcja, podobnie, jak sumienność, zadowolenie itd.. To nazwy jakiś stanów.

– No, ale wiesz o co mi chodzi?

– Domyślam się, że wiem. Może chodzi Ci o taki ogólny dobrostan. Więc, jakkolwiek to nazwiemy, to Twój dobrostan lub szczęście zależy tylko i wyłącznie od tego, jak postrzegasz świat. Jak na niego patrzysz i jak sobie go wyobrażasz. Efektem tego jest wydanie sądu lub opinii, a co za tym idzie emocji. I na tej podstawie czujesz się wspaniale lub ohydnie. Tak naprawdę nie żyjemy w świecie rzeczy, ale wyobrażeń na temat rzeczy. I nawet nie żyjemy w świecie przeżyć, ale wyobrażeń na temat tych przeżyć. I to te wyobrażenia decydują o tym, czy jesteśmy szczęśliwi lub nie.

– Ale jak to? Chcesz mi powiedzieć, że jak ktoś sobie złamie rękę i nagle zamkną mu biznes, to nie ma to wpływu na jego szczęście? – zapytałem.

– Na pierwszy rzut oka, wydawać by się mogło, że tak. Ale nie można mówić, że jesteśmy nieszczęśliwi, bo coś tam się stało.

– A co mamy mówić? – zapytałem.

– Trzeba mówić, że jesteśmy nieszczęśliwi, bo uznaliśmy, że to dla nas bardzo źle, że tak się stało. Różnica jest olbrzymia. 

– Ma to sens, ale jak można powiedzieć to w sytuacji, w której na przykład przekuwa nas fizyczny ból. Przecież ból zęba albo głowy nie zniknie, jak tylko pomyślę sobie, że go nie ma. Nawet jakbym nie wiem jak sobie próbował wkręcić, że go nie ma.

– Oczywiście, to nie jest komfortowa sytuacja i bólu trzeba się wystrzegać i z nim walczyć. Ale ludzka psychika działa tak, że dopisuje sobie bardzo wiele. Jednym słowem, lubimy się samoudręczać, użalać i wyolbrzymiać swoje cierpienia. I to właśnie wyobrażenia bolą nas najbardziej. Spróbuj to dostrzec, gdy następnym razem będziesz rozmawiał z kimś, kto cierpi z jakiegoś powodu. 

– Więc, co radzisz?

– Zawsze szukaj powodów swojego nieszczęścia w swoich wyobrażeniach. 

– To w takim razie, jaki jest sens podróżowania?

– Co masz na myśli? Doprecyzuj proszę.

– Więc tak. Jest wielu ludzi, którzy pragną podróżować, bo wydaje im się, że w innych warunkach będą dużo bardziej szczęśliwi. Szukają ucieczki.

– No to się nieźle zawiodą. Przecież i tak zabierają swoje wyobrażenia ze sobą. Ale, być może, podkreślam być może, bo niewiele podróżowałem, samo otoczenia sprawia, że mogą te wyobrażenia stworzyć na nowo.

– Dobra, a ty tak potrafisz?

– Co potrafię? – zapytał Australijczyk.

– Czy to co mówisz, to tylko takie pierdolenie, czy faktycznie potrafisz się do tego stosować. Ile tutaj teorii, a ile faktycznego działania? Wiesz, takich guru od oświecenia to jest pełno. Medytacja drogą do oświecenia, a nie znam nikogo, kto by był oświecony. Nigdy nie spotkałem.

– Każdego dnia, z każdą chwilą staram się, żebym to ja rządził własnymi wyobrażeniami. Nie chcę być rządzonym. I choć wiele razy mi się wydaje, że to właśnie drugi człowiek, jakaś krzywda, choroba, niedostatek, politycy lub cokolwiek innego jest odpowiedzialne za moje złe samopoczucie… – odchrząknął. – Ale po chwili dochodzi do mnie, że ja po prostu tak postanowiłem. I sam w sobie szukam remedium. Nie mogę chcieć czegoś, co nie zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Nie mogę mówić, że muszą się wydarzyć jakieś wyjątkowe (inne) okoliczności, żebym mógł się wyluzować. Bo wtedy kładę głowę pod topór. Polegam na tym, co nie zależy ode mnie.

– Stary, a słyszałeś o tym wirusie w Chinach. Co będzie, jeśli dojdzie do Polski? Co robić?

– Zresetujcie lasy.

– W sensie, że co?

– Włączcie i wyłączcie las.

– Hmmm… Można spróbować.


Psycholog

Cóż, gadałem z typem jeszcze kilka godzin. Nigdy w życiu, nie spotkałem typa, który wiedział dosłownie wszystko. To był koleś, który wiedział absolutnie wszystko. Mogłem do niego zadzwonić o każdej porze i zadać mu pytanie. Zawsze odpowiedział. Ba, zawsze wiedział. Po kilku miesiącach, jak już wróciłem do Polski, postanowiłem do niego zadzwonić. Miałem zagwozdkę do rozwiązania i nie widziałem, co mam z nią zrobić.

– Słuchaj, pamiętasz mnie?

– Pamiętam – słychać było jak przełyka ślinę.

– Bo wiesz… coś tam wspominałeś, że jesteś psychologiem. Bo tak się składa, że ja mam teraz taki problem egzystencjalny.

– Więc tak. Jestem psychologiem. Możesz mi o wszystkim powiedzieć. Wysłucham Cię w spokoju. Nie będę oceniał. Nie będę przerywał. A na końcu pomogę – obiecał Australijczyk.

Więc opowiedziałem mu swoją przydługą historię. Słuchał, słuchał, a na samym końcu rzekł:

– O kurwa stary! Na twoim miejscu to bym się dojebał!

– Na pewno jesteś tym psychologiem? – zapytałem.

Related Post