Nepal – Bardzo czarny humor

29 czerwca 2017 czarny humor, Nepal 7 komentarzy
Czarny humor blog książka

Uwielbiam czarny humor. Dzięki niemu nawet z chujowej historii można stworzyć epopeję narodową. I choć te dwie historie, które zaraz Ci opowiem, wcale nie są słabe, to czarny humor robi w nich ogromną różnicę. Pierwszą będzie historia o matce, która prawie urwała synowi fiuta, a druga to obsrana podróż poślubna. Obie usłyszałem w marcu 2017. Odpal sobie blanta, nalej do pełna browarka i przeczytaj. Gotowy na czarny humor?


Festiwal Holi w Nepalu

 
Do Nepalu wielkimi krokami zbliżał się festiwal kolorów Holi. Polega to na tym, że ludzie z jakiegoś dziwnego powodu obrzucają się farbami. Mnie taka zabawa była potrzebna jak choinka zapachowa w szambiarce, ale żeby nie odstawać od tłumu, najebałem się z nimi jak dzika kalarepa. W sumie pierwszy raz w życiu, bo nigdy wcześniej nie raczyłem się alkoholem. Patrząc wstecz, stwierdzam, że był to doskonały pomysł, gdyż pozbawił mnie skrupułów w robieniu ludziom krzywdy. Farbą. Ale nie chcę poruszać tego tematu. Mam lepsze historie z czarnym humorem.
 
bardzo czarny humor

Czarny humor blog Holi festiwal
 
Mimo że cała zabawa skończyła się koło południa, wszyscy ludzie z hostelu byli już zajechani jak kakao ministranta po konklawe. Większość albo położyła się spać w obsmarowanych farbą ciuchach, albo dogorywała gdzieś w hostelowym lobby.

Nikt nie chciał dalej ze mną pić, więc udałem się na mały odpoczynek do pokoju. Nad moim łóżkiem spała Hiszpanka. Zaprzyjaźniłem się z nią. Miała na imię Dulce Nombre de Maria i była kilka lat ode mnie starsza. Dziewczyna popadła w gruby nałóg. Jarała tak, jakby od tego zależało jej życie. Czasami budziła się w środku nocy, schodziła ze swojego skrzypiącego łóżka, wychodziła na zewnątrz zapalić i potem kładła się z powrotem spać. Całe to palenie tak mocno przeorało jej struny głosowe, że gdy się odezwała, to brzmiało to mniej więcej tak, jakby jebały się dwa chore jelenie. Aż człowieka mroziło, gdy tylko otwierała gębę. No potwór!


Czarny humor

 

Któregoś dnia tak się złożyło, że akurat natrafiliśmy na siebie na tarasie w hostelu. Zapaliliśmy po papierosie, a po wszystkim zaproponowałem jej gumę do żucia.

– Nie, dziękuję – odparła głosem wszawego żula. – Nie będę sobie zabijała smaku papierosa w ustach.

W każdym razie Dulce okazała się megaspoko. Nawet mimo że swoim głosem mogłaby dubbingować rozjebany odkurzacz.

Od słowa do słowa zaczęliśmy wymieniać się historiami. Ja jej opowiedziałem o dniu, w którym obudziła mnie dziwka, a ona zrewanżowała się historią swojego byłego męża, któremu matka prawie urwała fiuta. Wiem, że brzmi to absurdalnie i jak dobry czarny humor, a całość brzmiała tak…


Historia o matce, która prawie urwała synowi fiuta

 

– Jakieś 8 lat temu spotykałam się z moim przyszłym mężem – zaczęła Hiszpanka. – Wtedy absolutnie nie oczekiwałam, że później za niego wyjdę. A jednak tak się stało.
– No i?
– Oboje mieszkaliśmy jeszcze z rodzicami w Madrycie, więc nie było za bardzo gdzie „konsumować” tego kwitnącego w nas uczucia. Jego matka była przedziwnym człowiekim. Strasznie żywiołowa kobieta, która miała jakby dwie twarze. Czasami była wręcz nieobliczalna.
– Pod jakim względem? – zapytałem.
– Ha! Nigdy nie zgadniesz!
– Daj mi spróbować. Może na przykład… – Zamyśliłem się. – Na przykład podeszła do ciebie z nożyczkami w jakiś spsiały czwartek. I potem dla jaj odcięła ci jednego cyca. Zgadłem?
– Ale śmieszne… Widzę, że masz wrodzony czarny humor – skomentowała.
– Dobra, opowiadaj dalej.
– Więc ta matka potrafiła podejść do ciebie i na przykład uderzyć cię w brzuch. Tak za nic. I potem zaczynała się śmiać.
– A co w tym takiego niezwykłego? Wszystkie matki tak robią.
– Czekaj, skąd ty byłeś? Z Polski?
– Przecież, kurwa, żartuję. Co jeszcze robiła?
– Mogła podejść do ciebie z zaskoczenia i zacząć smyrać. Miała jakieś skryte ciągoty do agresji. Ale takiej z umiarem. Co chwilę kogoś atakowała i widać było, że sprawiało jej to radość. Brała to za taki dobry czarny humor. Samo użycie siły. Rozumiesz?
– Wiesz, jeśli czegoś się nie da zrobić na siłę, to znaczy, że się włożyło w to za mało siły.
– Dobra, już nie filozofuj. Pewnego dnia przyszłam do niego na noc. Zaczęliśmy oglądać film i…
– Ta, oglądać film… – wtrąciłem.
– No nie do końca! – Uśmiechnęła się. – Dobra, powiem ci to, ale przysięgnij, że nikomu nie powiesz.
– Mów śmiało. Nie powiem nikomu. – Złapałem się za pierś. – I na pewno nie opublikuję tego na blogu, która czyta kilkanaście tysięcy osób miesięcznie.
– Co takiego? – wypaliła zdumiona.
– No przecież żartuję. Wyglądam ci na blogera?
– Absolutnie nie.
– To mów szybko, co było dalej…
– No dobra. – Przełknęła ślinę i się uśmiechnęła. – W trakcie filmu wleźliśmy pod kołdrę i Jose wszedł we mnie od tyłu. Tak na łyżeczkę. Zaczęliśmy się lekko poruszać i oboje kompletnie zapomnieliśmy o filmie. I wtedy do pokoju wpakowała się matka.
– Oho, ta historia zaczyna mi się podobać!
– Nie skumała chyba, co my tak naprawdę robimy pod kołdrą. Myślała, że po prostu tak leżymy wtuleni w siebie.
– I dołączyła się?
– Nie, gorzej! – krzyknęła. – Obeszła łóżko dookoła i stanęła za nim. On był cały czas przyklejony do mnie, poza tym nie zdążył nawet ze mnie wyjść. Wtedy matka zrobiła najdziwniejszą rzecz na świecie. Mnie prawie tchu zabrakło. Do tej pory nie mogę w to uwierzyć.
– Co zrobiła?
– Najbardziej porytą rzecz, jakiej kiedykolwiek doświadczyłam.
– No mów, do cholery, co zrobiła!
– Zaczęła nami bujać, jakbyśmy byli dywanem, którego ona sobie zwija i rozwija.
– Haha, dobre. I co było dalej?
– Jose zaczął na nią krzyczeć, że go to boli i żeby natychmiast przestała. A ona tylko krzyknęła: „Walec! Robimy walec!”.
– Co za żmija perfidna. Przecież mogła mu oderwać fiuta! Ale po co ona właściwie tam weszła? Tylko na walec?
– O tym dowiedzieliśmy się po chwili. Zaraz po zrobieniu popisowego numeru z walcem odsunęła się od łóżka i przeszła przez pokój do szafki na ubrania. Wtedy zapytała: „Jose, masz coś do prania, bo zaraz będę pralkę odpalać?”.
– Niezłe.
– Z tym facetem miałam mnóstwo takich historii. Niektórych aż nie sposób spamiętać.
– Może sobie coś jednak przypomnisz. Bardzo lubię takie historie.
– A co ty sobie myślisz, że możesz mnie tak wydoić z mojego życia prywatnego, kompletnie nie dając nic w zamian? Sam też coś opowiedz.
– Nie ma problemu. Więc to było tak…

Opowiedziałem jej historię o grach pijackich (która jest dostępna tylko w książce). Dulce prawie się obsrała ze śmiechu. Widać, że lubiła krwisty, czarny humor.


Przeczytałaś już książkę „Bunkrów nie ma”? Kliknij na książkę i zostaw swoją opinię!

 
Książka Bunkrów Nie Ma Okładka

Chwilę po tym do hostelowego lobby władowała się starsza babeczka, która chciała nam wcisnąć jakieś paskudne pamiątki. Nie wiem, kto kupuje taki chłam i po co to komu. Jebane słoniki, które przynoszą szczęście, kamyczki i rzemyczki. Tak mi to chujostwo było potrzebne jak kadłubkowi nowy stół do cymbergaja. Kto to kupuje?
 
Czarny humor blog
Gdy zamordowaliśmy już tę miłą panią, Hiszpanka opowiedziała jeszcze jedną historię. Jest naprawdę niezła, więc czytaj uważnie.


Obsrana podróż poślubna

 

– Dwa lata temu pobrałam się z Jose. W podróż poślubną udaliśmy się do Wietnamu. Pogoda nam sprzyjała, mieliśmy wszystko zaklepane, a nasze serca jeszcze mocniej zatonęły w morzu uczucia…
– Dobra, skończ pierdolić – skomentowałem.
– Za grosz delikatności! Zarezerwowaliśmy sobie naprawdę drogi i ekskluzywny hotel w Sajgonie. Oboje mieliśmy zboczenie na punkcie jedzenia, toteż gdy tylko dolecieliśmy na miejsce, od razu zaczęliśmy wsuwać co się da.
– Rozsądnie – rzuciłem.
– I już pierwszego dnia poczuliśmy oboje, że zaczyna nas kręcić w brzuchu. Zignorowaliśmy to, ale po jakimś czasie, kiedy sraczka zaczęła napierać, nie było już wyjścia. Zostawiliśmy ręczniki przy basenie i wolnym krokiem skierowaliśmy się do pokoju. Gdy byliśmy już na schodach, zarówno ja, jak i Jose ledwo już trzymaliśmy.
– To się nazywa fachowo: „Kuchenne rewolucje w dupie”.
– A co to jest?
– A, mamy taki program w TV w Polsce, w którym gruby babus jeździ po kraju, wpierdala za darmo i wszystko krytykuje. Ale olać, kończ historię…
– Sytuacja była podbramkowa, bo ja już ledwo to trzymałam. I wtedy się okazało, że nie możemy się dostać do pokoju.
– Dlaczego?
– Bo ta jebana karta magnetyczna się rozładowała!
– I co zrobiliście?
– Spojrzałam na męża, który był już siny na twarzy. Powiedziałam mu, żeby biegł szybko na dół po nową kartę. Ja nie byłam w stanie się ruszyć. Skrzyżowałam tylko nogi i wyjęłam różaniec.
– I on pobiegł?
– Nie miał wyjścia! Śmiesznie biegł, bo widać, że ze spiętą dupą, ale biegł. Najgorsze, że nie wracał kilka minut, co dla mnie trwało całą wieczność. Bałam się, że zaraz coś mi tam pęknie w środku. I przez chwilę przeszło mi przez myśl, czy by nie zasadzić na wycieraczkę.
– I tak zrobiłaś?
– No nie wiem… Może opowiem ci inną historię, o tym, jak spadł nam tapczan z przyczepki?
– Nie. Chcę usłyszeć koniec tamtej historii. Co zrobiłaś?
– No… – Wyraźnie poczerwieniała na twarzy. – Zesrałam się na wycieraczkę. Ech, podaj mi papierosa.
– Hehehehe, proszę bardzo! – Wręczyłem jej fajkę.
– Chwilę po tym miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Najrozsądniej byłoby stamtąd uciec. I wtedy wydarzyło się najgorsze!
 
Czarny humor przerażona kobieta
 

Najgorsze

 
– Co takiego? – zapytałem.
– Drzwi do pokoju naprzeciwko zaczęły się otwierać. Stałam jak sparaliżowana. A obok mnie ta wycieraczka ze świeżutką sraczką. I jakby tego było mało, mój mąż zaczął biec korytarzem w naszym kierunku. Nawet stamtąd, gdzie stałam, zauważyłam, że trzyma w ręku dodatkową rolkę papieru. Baran jeszcze zaczął się drzeć: „Kochanie, już biegnę z odsieczą i papierem! Jesteśmy uratowani!”.
– Najlepiej!
– Facet z pokoju obok już na dobre wyszedł przez drzwi i jego wzrok co chwilę skakał. To na mnie, to na mojego męża, to na wycieraczkę. Myślałam, że zaraz się rozkleję. Mój mąż był już na tyle blisko, żeby dostrzec niespodziankę z wycieraczki. Nie zatrzymał się przy nas. Przebiegł pomiędzy mną a tym facetem. Pognał dalej korytarzem z ciągnącym się za plecami papierem. Wtedy facet spojrzał mi głęboko w oczy, ja uciekłam wzrokiem na wycieraczkę. Krzyknęłam: „O kurwa! Ktoś mi się zesrał na wycieraczkę!”.

Przez chwilę nie mogłem się opanować ze śmiechu. Prawie spadłem z krzesła. Ten jej gburowaty głos był dodatkowym smaczkiem w tej historii. Gdy się opanowałem, zdołałem tylko wydusić:

– A co on na to?
– Nic, chyba w to uwierzył. Powiedział coś w stylu: „Się pani nie przejmuje! Shit happens!”. I poszedł w kierunku schodów.


Chcesz 100 historii więcej? Kup książkę już teraz. Wysyłka gratis!

 
Książka Bunkrów Nie Ma Okładka

—-
Następna historia:
Zioło, hasz i mleko

Podobało się?