Filipiny – Oczy szeroko otwarte

9 stycznia 2017 Filipiny, seks 5 komentarzy
Oczy szeroko otwarte na Pamilacan

Znaleźliśmy na mapie małą wysepkę Pamilacan na Filipinach, która według wielu opinii była rajem na ziemi. Postanowiliśmy się tam udać z Christiną. Najpierw trzeba było przelecieć na inną wyspę, potem jeszcze dopłynąć łodzią na miejsce.


Pierwsza klasa

 
Mimo że samolot był bardzo mały, to zmieścili pierwszą klasę. Linie lotnicze żerują na ludzkiej zawiści i pragnieniach statusu. Bo czy ktoś mnie przekona, że te 20 centymetrów więcej na nogi jest warte dopłaty 100–200 złotych? Wchodzisz do samolotu i po kilku krokach patrzysz na mordy wszystkich okupujących pierwszą klasę. Myślisz sobie: „A to snoby jebane”. A oni wtedy choć przez chwilę mogą poczuć, że mają wyższy status. Dlatego nigdy nie będę się pchał do pierwszej klasy. Nawet gdybym miał siedzieć za jakimś grubasem albo komuś na kolanach. Najlepiej stewardesie.
 
Pamilacan na Filipinach
 
Z lotniska doczłapaliśmy się na przystań, z której codziennie odchodzi łódka na wyspę Pamilacan. O dziwo, na miejscu nie było żadnej łodzi. Na ławeczce przy boisku do kosza siedziały cztery Filipinki. Wyglądały na dobre przyjaciółki, choć nie odzywały się do siebie. Tak jakby nie miały o czym rozmawiać. Cóż, pewnie niepotrzebnie przyszły wszystkie naraz.


Pamilacan

 
Podeszliśmy bliżej i zapytałem:

– Mówicie po angielsku?
– Tak – odpowiedziała jedna.
– Kiedy jest następna łódka na Pamilacan?
– Jutro o szóstej rano.
– Dzięki.

Przeleciałem je wszystkie wzrokiem i poczułem, że robi mi się gorąco. W takim chwilach mój kutas jest jak doberman. Christinie by nic nie zrobił, ale te Filipinki by rozszarpał. Na szczęście trzymałem go w kagańcu.

Następnego dnia stawiliśmy się punktualnie o szóstej rano. Wsiedliśmy do łódki i popłynęliśmy na rajską wysepkę Pamilacan. Gdy dopłynęliśmy do brzegu, znaleźliśmy domek u typa, który wyglądał trochę jak Fazowski, tyle że Filipińczyk.
 
Pamilacan na Filipinach
 

Łinmen

 
Mówili na niego Łinmen. Znali go wszyscy na Pamilacan. Facet przyjął nas iście po królewsku. Domek bezpośrednio na plaży, trzy posiłki dziennie, świeże ryby, świeże owoce, świerzb… Rozstawił nam nawet łóżko na plaży, żebyśmy mogli pokopulować pod gwiazdami. Bunkrów nie było, ale też było zajebiście. Jedyne, czego brakowało, to prysznic. Dla mnie nie stanowiło to problemu, ale Christina kręciła nosem.
 
Pamilacan na Filipinach

Pamilacan na Filipinach
 
Obok nas w domku zatrzymała się Japonka w sędziwym wieku. Była tak stara, że chyba przybijała datownikiem na poczcie listy z Iwo Jimy. Siedziała całymi dniami przed domkiem i cieszyła japę. Piękny widok. Ten stary babusek szczerze radował się każdą chwilą spędzoną na tej bajecznej wysepce. Zazdrościłem jej. Zazdrościłem głównie tego, że miała oczy potrafiące dostrzec to wszystko. A ja?

Ja spędzałem czas z dziewczyną z Queens z Nowego Jorku. Dla niej to było coś kompletnie innego niż wszystko, czego doświadczyła przez całe życie. Od razu zabrała się do robienia zdjęć. Wszystkie możliwe pozy i ujęcia. Wynudziłem się jak buty robocze Cyganów. I żeby było śmieszniej, większość fotek miała podobny kadr. Na pierwszym planie twarz Christiny, a w tle przepiękny widok.
 

Pamilacan na Filipinach

Choć coraz częściej widzę, że faceci fotografują w ten sam sposób co kobiety.


Dlaczego ludzie robią zdjęcia na wakacjach?

 
Ludzie robią zdjęcia po to, żeby móc zabrać daną chwilę ze sobą do domu. I z tego bierze się potrzeba cyknięcia fotki. Ze strachu. Ze strachu przed bezpowrotną utratą konkretnego momentu. A nie lepiej tak posiedzieć w ciszy jak Japonka i popierdzieć w plażę? Gniła sobie taka stara, brzydka, ale była szczęśliwa.

Nie chcę tutaj przesadnie filozofować, żeby Was nie zanudzić. Ale myślę, że to biura podróży omamiły nas mitem raju na ziemi. Piękna plaża, gorące słoneczko, zero zmartwień. Latynoski podają drinki i morda się sama uśmiecha. To z pewnością miłe, ale to raczej krótkotrwała uciecha, a nie długotrwały stan szczęścia.

Każdy, kto choć trochę podróżuje, dobrze wie, że nie ma takiego czegoś jak magiczne miejsca. Trzeba zabrać ze sobą oczy. Takie, które miała Japonka. Bo choć w podróży spływa do Ciebie mnóstwo bodźców z zewnątrz, to jednak bez odpowiednich oczu nie da się ich dostrzec. Więc ja tego magicznego miejsca poszukałbym na początku w bańce, a dopiero potem na zewnątrz. Inaczej skończysz na nieustannym trzaskaniu zdjęć, które mają tylko podbudować Twoje ego lub zabrać ze sobą „niezabieralne” momenty. Nawet na końcu świata, w raju na ziemi.

Dobra, dość pierdolenia. Historia czeka.


Życie na rajskiej wyspie

 
Po zrobieniu 22 422 zdjęć przeszliśmy się plażą dookoła wyspy. Zrzuciliśmy ciuchy i podziękowaliśmy sobie za przyjazd na wyspę.

Po południu znalazłem przywiązaną do drzewa polską flagę. Pokręciłem się chwilę po chatkach dookoła i od razu spotkałem Polaków. Mieli zapas rumu, więc zaprosiliśmy ich do nas na ognisko. Przyszli na czas, spiliśmy się mocno i pouczyliśmy Christinę polskiego. Nawet nieźle sobie radziła.
 
Pamilacan na Filipinach
 
Gdy Polacy się zawinęli, byłem już nieźle dziabnięty. Mieliśmy jeszcze trzy piwa. Tak, wiem, nie ma to jak nawalić się na rajskiej wyspie. To takie polskie. Gdyby Japonka się o tym dowiedziała, z miejsca trzasnęłaby seppuku.Gdyby zobaczył to Magik, skoczyłby z okna drugi raz.

Spojrzałem na Christinę i zobaczyłem, że ledwo siedzi. Wyglądała, jakby seppuku miała dawno za sobą. W dodatku rozplątał jej się język i zaczęła opowiadać o naprawdę intymnych sprawach. Powstałby z tego kolejny blog o seksie. Dowiedziałem się, że miała za sobą kilkanaście trójkątów i czworokątów. Nie zdziwiło mnie to. Podejrzewałem, że w grę wchodziły też romby i cylinder. Skoro zebrało się jej na szczerość, postanowiłem wyciągnąć od niej kilka informacji, które cały czas chodziły mi po głowie. Dotyczyły jej nocy po Ultra na Bali. Ach ten ja, przebiegły kutas. Człowiek potrafi wybaczyć zdradę, ale nigdy o niej nie zapomni.

I co?

I przyznała się. Puściła się z tym kolesiem po Ultra Festival. Zapadła wtedy długa, baaaaardzo niezręczna chwila ciszy. Po czym Christina wstała i udała się chwiejnym krokiem do domku. A ja siedziałem sam i czułem, jak zbiera się we mnie gniew. Zacisnąłem pięści, przełknąłem ślinę i spojrzałem na domek Japonki. Ona na moim miejscu pewnie szykowałaby się do „Tora! Tora! Tora!”.

Wyjąłem zapałki i zacząłem rozważać, czy nie podpalić domku z Christiną w środku. Szybko jednak odpuściłem. Wiedziałem, że to była moja ostatnia zapałka, a przecież musiałem jeszcze czymś odpalić rano szluga. A tego bym nie zniósł.

Wszedłem do wody, przepłynąłem się po ciemku w tę i we w tę i wtedy zeżarł mnie krwiożerczy rekin… No dobra, żartuję. Upierdolił mi tylko nogę. Popływałem chwilę i ochłonąłem. Zawinąłem się spać bez podpalania domku. Tylko dlatego, że zapałki musiały się zgadzać.
 
Pamilacan na Filipinach Zachód Słońca

Kac

 
Obudziliśmy się oboje na ogromnym kacu. Pamiętałem, że na środku wyspy był mały sklepik z owocami i warzywami. Witaminki na kaca jak znalazł. Zaproponowałem tę opcję Christinie.

– Słuchaj, Christina, może przejdziemy się kawałek i kupimy jakieś owoce? Potrzebujemy witamin.
– Oszalałeś? A nie lepiej połknąć multiwitaminę? Po cholerę tyle chodzić?
– No tak, ale to jest chemia. A tam masz owoce prosto z drzewa.
– Przestań! – krzyknęła. – Nie wiem, ile, do cholery, musiałabym zjeść tych jabłek, żebym cokolwiek poczuła. Gazujesz po tym pół dnia… Jeszcze te marchewki. Nie wiadomo, czy kret ich nie osrał, brudne w ziemi całe, weź sobie to teraz jedz.
– Ale… – Zatkało mnie i serio nie wiedziałem, co powiedzieć. – No chuj tam. Dawaj tabletkę.
– Tony, chciałabym już wracać. Płyńmy już na stały ląd. Na tej wyspie nawet nie ma jak się umyć…
– Chyba żartujesz? Wskocz do wody i się umyj. Co za problem? Bierz przykład z sąsiadki. – Wskazałem na domek Japonki. – Ona zdaje się mieć wszystko w dupie, stąd potrafi się wszystkim cieszyć. Ona ma oczy szeroko otwarte.
– Ale ja właśnie dostałam okres. – Złapała się za podbrzusze. – To naprawdę bardzo niekomfortowe. Potrzebuję trochę higieny.


Kręgle

 
Kurwa mać! Poprzedniej nocki wydawało mi się, że sytuacja sięgnęła dna. A tutaj jeszcze kupiła sobie pogłębiarkę i szpadel.

– To co, wracamy? – zapytała z nadzieją w głosie.
– A mamy wybór? – burknąłem.
– Bardzo ci dziękuję! Wróćmy do Panglao. Tam widziałam kręgielnię, możesz sobie iść, jeśli chcesz.
– Jaką znowu kręgielnię?
– No tak proponuję. Widziałam, że tam była. Nie chcę, żebyś się nudził, więc pomyślałam…
– Przestań! – Przerwałem jej. – Pakuj lepiej swoje rzeczy.
– Dobrze. A jeśli nie będziesz chciał iść na kręgle, to możesz zostać ze mną. I coś podziałamy, nawet pomimo okresu…
– Jasne.

Kręgle albo seks. Świetne opcje! Prawdę mówiąc, miałem dosyć dotykania tych obślizgłych dziur, w których wszyscy trzymali swoje palce. Wolałem kręgle…


Naprawdę ostatnie dni DARMOWEJ wysyłki.

Książka Bunkrów Nie Ma Okładka


Następna historia:
Bo tajfun to nie są rurki z kremem

Podobało się?