Indie – Rypanko do białego rana

27 października 2016 Indie, seks 3 komentarze

Dziewczyna miała 29 lat i była ze Stanów. Spotkałem ją w pociągu z Hosapete do Bangalore. Przyjechała do Azji trochę się poruchać, zanim się zestarzeje i jej dupa zmieni się w rozpaćkany salceson. Dlaczego Indie? Cholera wie. Wróćmy lepiej do jej tyłka. Bo trzeba przyznać, że miała czym pryknąć, skubana. Gorzej było z twarzą.


Hinduski nie rozpieszczają

 
Starzy ją tak urządzili. Byli nieodpowiedzialni. Mogli zawczasu wydrukować setkę swoich zdjęć. Potem ułożyć je na przemian. Raz matka, raz ojciec. I przepuścić to wszystko przez palce. Jak historyjkę kartkową. Gdyby to się zlało, to może wtedy by zrozumieli, że gówno z tego wyjdzie. A przez to przeoczenie ich córka była trochę jak magnes. Z jednej strony przyciągała (dupa), z drugiej odpychała (pysk).

No dobra. Trochę przegiąłem. Ona wcale nie była taka zła. Może dlatego, że po pewnym czasie w Indiach można znacznie obniżyć swoje standardy. Hinduski nie rozpieszczają…
 
kobieta w Indiach
 
Po dwóch miesiącach człowiek śnił o dwóch plastrach słoniny i mopie.

Jedno trzeba jej oddać. Bajerka z nią była doskonała. Nie rozumiałem wręcz, dlaczego wszystko szło jak po maśle. To był jeden z tym wielkich dni. Każdy, kto uprawia sport, wie, o czym mówię. To jak ten jeden mecz, kiedy wszystko wchodzi, odbija się gdzie trzeba i trafia do siatki. Tamtego dnia, gdybym zdrapał którejś Hindusce tę kropkę na czole, z pewnością wygrałbym poloneza w gazie. Ale w bajerce na pewno pomogły mi komplementy.


Zasada komplementowania kobiet

 
Ameryki tutaj nie odkryję. Gdzie indziej tak, ale nie tutaj. Są dwie strategie – w zależności od tego, czy podrywasz piękną, czy mądrą kobietę. Dwie drogi, dwa środki do celu. A celem było rypanko do białego rana.

Mianowicie:

Powiedz pięknej kobiecie, że jest mądra, a mądrej kobiecie, że jest piękna.

To klucz. O, i jeszcze jedno! To dość ważne. Nigdy nie komplementuj kobiecych wąsów. Choćby były naprawdę zajebiste.

W zasadzie to każdej możesz powiedzieć, że schudła. W moim przypadku opcja z komplementami zaskoczyła. Nawet mimo że śmierdzący dworzec nie był odpowiednim miejscem do tego rodzaju wyznań.
 
Dworzec
 
– Słuchaj. Widziałem juz wiele pięknych kobiet w swoim życiu. Ale nigdy mi się nie zdarzyło spotkać tak inteligentnej kobiety. Bez wątpienia mózg to najseksowniejsza część twojego ciała.

Było to oczywiście wierutną bzdurą. Laska była tępa jak mechanizm obsługujący wagon z węglem. Ale uwierzyła mi. A ja nie miałem zamiaru wydziwiać, bo przed oczami pojawiał mi się obraz Hinduski ze zdjęcia powyżej. Ustawiliśmy się z Amerykanką na wieczór. Na wypad do kina.


Przygotowanko

 
Wróciłem do hostelu i zacząłem przygotowywać do randki (i na potencjalne rypanko). W moim przypadku ograniczało się to do wygrzebania z plecaka najmniej upierdolonych ciuchów. I wtedy pojawił się problem. Od całego tego hinduskiego jedzenia miałem dość mocno rozregulowany żołądek. Bóle brzucha mogłem jeszcze znieść. Ale nieustannie waliło mi z pyska. Tak jakby coś tam gniło w środku. Choćbym nie wiem ile zeżarł pasty do zębów, nie mogłem się pozbyć aromatu lokalnych przypraw. Szorowałem, wycierałem, płukałem. Nie działało nic. Obiecałem Bogu, że się wreszcie wyspowiadam i będę codziennie odmawiał nowennę. I nic to nie zmieniło.

Tak więc gdy tylko otwierałem usta, ludzie mdleli dookoła. Nie zwiastowało to niczego dobrego. Dziewczyna poczuje ode mnie smród i zero szans na rypanko do białego rana.

Żulem gumę całymi godzinami, regularnie płukałem gardło, ale to wszystko na nic… Cały czas capiło mi z pyska. Aż w pewnym momencie bałem się nawet coś pomyśleć. Smród był na tyle intensywny, że gdy prowadziłem monolog w myślach, zapach również się uaktywniał. Nie potrafię wytłumaczyć, jak to się działo. Gdy już nic mi nie przychodziło do głowy, jak by się tu pozbyć smrodu – postanowiłem to olać. Mając nadzieję, że dziewczyna też się nażre jakiegoś gówna i będzie kwieciście waliło jej z pyska.


W drodze

 
Umówiliśmy się przed kinem, więc miałem do przejścia kawał drogi. Idąc przez miasto, obserwowałem sobie życie nocne w Bangalore. Przy jednym z dość wysokich budynków stał facet. Minąłem go, a ten od razu zawołał za mną. Odwróciłem się.

– Hej, sir! Masz ochotę na striptiz? Wejście jest za darmo – powiedział uradowany.

„A niech mnie”, pomyślałem. „W tej chwili chyba właśnie na to miałem najmniejszą ochotę. Wszedłbym do środka i zaraz polaliby mi drogiego drinka. A potem przed oczami tańcowałoby drżące i spocone cipsko. Daruję sobie”.

– Nie, dziękuję, sir – odparłem i poszedłem dalej.

Amerykanka czekała już na mnie przed wejściem. Do kina trafiliśmy kompletnie w ciemno. Nie planowaliśmy, na jaki film się wybierzemy. Więc władowaliśmy się na film z Bollywood, ale klasy B. I to był strzał w dziesiątkę.

 
kino
 
Kina w Indiach wyglądają trochę inaczej niż w Europie. Po pierwsze, Hindusi co piętnaście minut mają przerwę. W trakcie seansu oczywiście. I to nie na rypanko. Nie lecą żadne reklamy, tylko po prostu wszyscy wychodzą zapalić albo coś przekąsić. Po drugie, cała sala żyje w trakcie seansu. Ludzie ze sobą dyskutują, ktoś w pierwszych rzędach rozmawia przez telefon, a jeszcze inny czyta gazetę.

Muszę przyznać, że nigdy wcześniej się tak nie bawiłem. Niech się schowają wszystkie Bondy czy Rambo. Ten film przebił wszystko, co do tej pory widziałem. Misternie zbudowane napięcie i smoliście czarny scenariusz.


Fabuła

 
Główny bohater po kłótni z kobietą wdaje się w jakąś szarpaninę. Dźgają go nożem. Krwawi, dusi się, ale przeżywa. Potem z tym nożem w klacie zapierdala przez pół filmu (i chyba pół Indii), pomagając ludziom i rozwiązując ich problemy. Ogólnie robiąc wszystko, by uratować świat. Pełza po ziemi, ledwo dyszy, czyta blog o seksie, wykrwawia się, ale brnie do przodu. Coś przerażającego!

Później ten sam typek ratuje kobietę z pożaru, pomaga starcowi przejść przez ulicę, angażuje się w rypanko, znajduje odzienie dla żebraka… I wszystko z tym nożem w klacie. Nie wiem, jaki ten chłop miał próg bólu, ale pewnie przy każdym otwartym skaleczeniu nacierał ranę smarem do gwintów i było po problemie. Matka musiała go karmić skisłym mlekiem z cyca.

Przed ostatnią sceną zrobili jeszcze jedną przerwę, więc wyszliśmy z Amerykanką zapalić. Wyłoniliśmy się z budynku, otworzyłem paczkę papierosów i poczęstowałem damę:

– Dziękuję – odpowiedziała. – I jak ci się podoba?
– Palenie mi się nigdy nie podobało. Śmierdzą ci dłonie…
– Film, kurwa! – Przerwała. – Jak Ci się podoba film?
– Wirtuozerski! Tak, do dobre słowo.
– Co chcesz robić po filmie?
– Poruch… – Ugryzłem się w język. – No nie wiem jeszcze.
– Aha. Może pójdziemy potańczyć?
– Że co? – Wydyszałem zdumiony.
– Potańczyć. W jakimś klubie najlepiej.
– Kurde, nie pamiętam, kiedy ostatni raz tańczyłem w jakimkolwiek klubie.
– Nie umiesz?– spytała z zażenowaniem w głosie.
– Coś tam potrafię. Ale po tak długiej przerwie to pewnie wyląduję w kołnierzu ortopedycznym…

Dopaliliśmy i wróciliśmy na salę. Tam miała się rozegrać finałowa scena. A później rypanko u Amerykanki. Aż zacierałem ręce.


Finałowa scena

 
Facet z nożem w klacie spotyka swoją ukochaną na jakimś jebanym polu z kukurydzą. Gościu przypomina sobie o bólu, wyznają wzajemną miłość i on umiera. I tyle. Aż nie mogłem w to uwierzyć. Wszystko trwało może z dwie minuty, odkąd wpuścili nas na salę.

Cała widownia wstała i kilku Hindusów zaczęło głośno klaskać. A ja, siedząc wtopiony w fotel, planowałem wizytę w Biurze Ewidencji i Dowodów Osobistych. Bo już nie byłem tym samym człowiekiem. Mogłem śmiało zmienić też tożsamość. Aż chciało się wybiec z kina, pobiec do kościoła i wypłakać się proboszczowi w ramię. Nagle łzy same napłynęły mi do zamkniętych oczu i nie mogły zmieścić się pod zaciśniętymi powiekami, więc zaczęły spływać po policzkach. Zaniosłam się szlochem…

Jak się okazało, to jeszcze nie był koniec filmu. Momentalnie otarłem łzy i przestałem się mazać. Twórcy filmu mieli dla nas niespodziankę. Mimo że facet umarł, nie przeszkadzało mu w tym, żeby sobie jeszcze raz zatańczyć w końcowej scenie. To ja tu, cholera, odchodzę od zmysłów, a ten sobie na koniec tańcuje z nożem w klacie? No co, do chuja? Już miałem iść do kas, żeby zwrócili mi za bilet.

Po wszystkim wyszliśmy do baru nieopodal. Już dokładnie nie pamiętam, jak zeszliśmy na temat seksu, ale dziewczyna sama się pochwaliła, że spała z pięcioma facetami. Z reguły jestem sceptyczny wobec tych wyliczanek. Z iloma spałaś, a z iloma nie. Mam pewną zasadę w tym względzie. Bez względu na to, co mówi kobieta, mnożę daną liczbę przez trzy i dodaję co najmniej jednego Czarnucha. Dlaczego? Odpowiedź znajdziesz w książce „Bunkrów Nie Ma”. W rozdziałach o Afryce.
 

Rypanko do białego rana - cycki

Rypanko do białego rana – cycki


 

Rypanko i po rypanku

 
Finalnie zawinęliśmy się do niej. Mieszkała w centrum Bangalore, w chacie wynajętej przez Airbnb. Gdy obudziliśmy się następnego dnia, zeszliśmy coś zjeść do kawiarni na dole budynku. Zamówiliśmy posiłek i dziewczyna poinformowała mnie, że musi szybko wyjść z lokalu. Zaznaczyła dwa razy, że zaraz wróci i żebym nie wybiegał za nią. Więc tak zrobiłem.

Mówi się, że jeśli kogoś kochasz, daj mu wolność. Jeśli nie wróci, to znaczy, że ta osoba nigdy nie była twoja. No jasne… Kiedyś, w 1939 roku, puściłem jedną kobietę wolno. Zaufałem jej. Mówiła, że idzie tylko po wino. I nigdy nie wróciła… A godzinę poźniej wkroczyli Sowieci.

Ale co miałem, cholera, zrobić? Przecież nie będę jej trzymał związanej w piwnicy. To by było niehumanitarne. Nie mógłbym się zachować jak jakiś zwyrodnialec i pozwolić jej tam marznąć. Bo przecież cieplej i wygodniej byłoby jej leżeć w komórce na węgiel.

Nigdy więcej nie widziałem tej laski.


Kup sobie książkę!

Książka Bunkrów Nie Ma Okładka


Następna historia:
Dlaczego lepiej podróżować samemu niż z kobietą?

Podobało się?