Filipiny – Bo tajfun to nie są rurki z kremem

tajfun

Tajfun to nie są rurki z kremem. Ludzie tracą dach nad głową, fala powodziowa pochłania ich dobytek, krowy i sąsiedzi latają Ci nad głową. No nic fajnego. Ja nigdy nie podchodziłem poważnie do tego zagrożenia. I właśnie przez moje lekceważące podejście, Christina wylądowała w szpitalu. Ale zacznijmy od początku.


Tajfun Koppu na Filipinach

 
Z wyspy Panglao na Filipinach przemieściliśmy się z Christiną najpierw do Dumaguete, skąd przepłynęliśmy promem na Siquijor. To dość popularna wśród polskich turystów wyspa. Mniej więcej w tym samym czasie nad Filipiny nadciągał potężny tajfun Koppu (Lando). Ten kraj ma to do siebie, że pomimo fantastycznych, rajskich wysepek często nawiedzają go tajfuny, trzęsienia ziemi, powodzie i zlewozmywaki pełne brudnych naczyń. Cóż, raj na ziemi nie istnieje.

Epicentrum tajfunu było daleko na północ, jednak już po kilku dniach nad wyspę przywędrowały ciemne chmury oraz zerwał się potężny wiatr.

Tamtą noc przespaliśmy się w wynajętej z łapanki chatce. Nazajutrz tajfun rozszalał się na dobre. To był przedziwny dzień. Jeden z tych, po którym mogłem się wszystkiego spodziewać. Nawet że jak będę siedział na klopie, to wlezie babeczka z rynku i wysypie na mnie wiadro kapusty.

Pomimo złych warunków pogodowych, postanowiliśmy wynająć skuter i objechać wyspę. Teraz wiem, że to był wielki błąd….


Droga przez mękę

 
Gdy zaczęliśmy jechać, czułem jak nami rzuca. Wydawało mi się, jakby pod wpływem wiatru przesuwało mnie kilka centymetrów w bok po asfalcie. Najgorsze były fragmenty, w których byliśmy prostopadle do wiatru. Tak nas dociskał wiatr, że bałem się że nie ujedziemy dalej. Stanęliśmy przy jakiś zabudowaniach, gdzie lokalne dzieci od razu chciały z nami zrobić zdjęcie.

dziec

Ruszyliśmy dalej. Po kilkudziesięciu minutach dotarliśmy wreszcie na opuszczoną plażę. Tam się już uspokoiło, choć w oddali widzieliśmy wzburzone fale.

– Tony, nie wiem czy to był dobry pomysł – zaczęła Christina.
– Ten skuter, ta wyspa, całe te Filipiny!
– O czym Ty mówisz?
– Zobacz gdzie my w tym momencie jesteśmy! Idzie tajfun, a Tobie się zachciało tutaj przypływać. Po jaką cholerę?
– Panikujesz Christina – odparłem. – Przecież to czysta przygoda.
– Przygoda przygodą. Ale ja czuję że marnuję tutaj swój czas.
– Co masz na myśli?
– Ja byłam na samym szczycie, rozumiesz? Mieszkałam w Nowym Jorku, miałam świetną pracę, faceta, przyjaciółkę. Kupowałam co chciałam, miałam seks jaki pragnęłam. Trójkąty, czworokąty. A teraz…
– A teraz co?
– A teraz jak wrócę, to wszystko będę musiała tworzyć od nowa. Jestem na wyspie, do której zmierza tajfun. Świetnie! Przecież…
– A tam gadasz – wjebałem się w pół słowa. – Taki szczyt to mit. Tobie się tylko wydawało, że jesteś na szczycie. Nie ważne co robisz, gdzie jesteś i kim jesteś. Ważne jak na to patrzysz.
– Przecież to ma ogromne znaczenie! Właśnie to kim jesteś i co robisz.
– No ma – potaknąłem. – Ale nie na to czy jesteś szczęśliwa lub nie. Dopiero co o tym wszystkim myślisz. Choć, zbieramy się. Zaraz zdmuchnie całą wyspę.


Ucieczka

 

Podnieśliśmy się z plaży, wsiedliśmy na skuter i odjechaliśmy. Gdy tylko dojechaliśmy do głównej drogi, momentalnie rozszalało się piekło. Zdawało się, jakby zbliżał się koniec świata. Nerwowo spoglądałem w stronę morza, po cichu wypatrując Arki Noego. Palmy zaginały się prawie do poziomu asfaltu. Wiało, padało i grzmiało. Ja ledwo trzymałem się kierownicy. Jebany tajfun. Chciałem coś krzyknąć do Christiny, ale mój głos rozprysł się gdzieś na wietrze. Na domiar złego, deszcz od tej pory zacinał mi prosto w twarz. Mój kask nie miał szybki.

I wtedy stało się najgorsze! Dmuchnęło w nas tak mocno, że aż przeciągnęło po asfalcie dobre pół metra. Siła odśrodkowa odbiła w drugą stronę, ustabilizowałem tor, ale było już za późno. Wyłożyliśmy się do rowu. Aż mi się przypomniała historia z książki „Urodziny w rowie”. Ja nie ucierpiałem. Skuter też był sprawny. Ale Christina…


Wypadek

 
Christina trzymała się za nogę. Nie krwawiła, ale widziałem jak ma wyrwany kawał skóry zaraz pod kostką u stopy. Do samego mięcha. Stwierdziliśmy, że karetka i tak nie przyjedzie w takich warunkach. Musiałem ją dowieźć do szpitala. Kazałem jej wejść na skuter i przez następne 200 metrów przepchałem skuter przez najgorszy fragment. Tam, gdzie nasza maszyna byłaby skierowana bokiem do wiatru. Wsiadłem z powrotem na skuter.

Szpital był tak stary, że w uszach szumiało mu jeszcze od Wielkiego Wybuchu. Wszystko się sypało niczym laski z Warsaw Shore. Tym dramatyczniej się prezentował w taką pogodę. Weszliśmy do środka i po 20 minutach czekania, wreszcie przyszedł lekarz. Opatrzył jej stopę, dał zastrzyk na tężca i założył opatrunek. Odetchnąłem. Naprawdę się bałem, że amputują jej nogę i dadzą kilka dni życia. Musieliśmy jeszcze poczekać, bo pielęgniarka wypełniała jakieś papiery.

Żeby jakoś ją rozweselić, zacząłem jej opowiadać durne kawały. Chamskie, rasistowskie czyli wszystkie te najśmieszniejsze. Ale gdy opowiedziałem jej kawał o gwałcie, ta momentalnie posmutniała.

– Nigdy więcej nie wspominaj o gwałcie!
– Dlaczego? Czy Ty…?
– Nie Twoja, kurwa, sprawa! – ucięła. – Nie nabijaj się z tego! Takie trudne?


Gwałt

 

Przypomniałem sobie, że to już nie pierwszy raz, gdy drażni ją ten temat. Już na Bali zauważyłem, że ma jakiś problem z przeszłości. Postanowiłem go z niej wyciągnąć.

– No dobrze. Powiesz mi o co chodzi?
– Ale po co Ci to wiedzieć?
– Nie martw się Christina, byłem kiedyś psychologiem. Mów śmiało. Może Ci jakoś pomogę.
– Pffff… – prychnęła. – Naprawdę? A wcześniej mówiłeś, że pracujesz w rozlewni gazu? Teraz psycholog?
– No tak. To znaczy… – ugryzłem się w język – Tak mówiłem?
– Owszem. Tak powiedziałeś.
– Myślałem, że skumasz że to żart. Tak na serio jestem psychologiem. Potrafię wysłuchać i nie oceniać.
– Aha… Ty nie oceniasz. Non stop oceniasz wszystko i wszystkich.
– Podpowiadam co robić dalej – kontynuowałem ignorując ją – Można śmiało rzec, że psychologia jest moją pasją. Właśnie tę drogą chcę podążać w życiu. Przez kilka lat pracowałem z ludźmi wymagającymi opieki. Niepełnosprawnymi. To uczy pokory. Otwórz się na mnie…
– No dobrze – przełknęła ślinę i popatrzyła mi w oczy – Opowiem Ci tę historię. Choć i tak nie wierzę w tego psychologa.
– Czemu nie? Ja na serio jestem lekarzem. Daj mi kawałek papieru, to Ci pokażę jak brzydko potrafię pisać.
– Co?
– Już nic. Zaufaj mi. Jesteś w bezpiecznym miejscu.


Gwałt

 

I zaczęła gadać. Przez następne dziesięć minut cierpliwie słuchałem jej opowieści. Starałem się nie okazywać żadnych emocji. Pozytywnych, bądź negatywnych. Nic. Czasami tylko chciało mi się śmiać. Ale potakiwałem tylko łbem, na znak że ją rozumiem. Czułem się jak lekarz. Jakbym miał zawieszony na szyi stetoskop. Tony z Polski. Lekarz. Pogdakała jeszcze chwilę i wszystko zakończyła słowami:

– I to by było na tyle Tony. Co o tym wszystkim myślisz? – zapytała z nadzieją w oczach.
– O kurwa! – zrobiłem skrzywioną minę – Ja bym się na Twoim miejscu powiesił!
– Na pewno byłeś tym psychologiem?


W książce aż 72 historie, których nie ma na blogu! Wysyłka gratis.

Książka Bunkrów Nie Ma Okładka


Następna historia:
Jak nielegalnie wbić się do Tadż Mahal?

Podobało się?